Lenczyk: To my dyktowaliśmy tempo gry
Orest Lenczyk: Momentami to był naprawdę dobry mecz, ale cały problem polega na tym, żeby grać na wysokim poziomie przez 90 minut i przede wszystkim wykorzystywać stwarzana sytuacje. Wtedy nie byłoby takiej nerwowej końcówki meczu. To my dyktowaliśmy tempo gry, który, jak się okazało, momentami było za mocne. Nie potrafiliśmy regulować tego od tyłu, żeby dać zawodnikom ofensywnym odpocząć. W pierwszym meczu nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Mecz, który bardzo chcieliśmy wygrać, tylko zremisowaliśmy. Walczący i grający do końca Ruch zasłużył na punkt, ale zawsze będą dywagacje, że któraś ze stron mogła wygrać. Z pewnością byliśmy faworytem, chociażby ze względu na miejsce w tabeli, ale także na trochę podkręconą atmosferę. Przygotujemy się na Legię i na pewno powalczymy o lepszy wynik. Co się stało, że druga połowa była znacznie gorsza od pierwszej?
Gra się tak, jak przeciwnik pozwala, ale mimo wszystko były momenty, kiedy Ruch nam pozwalał na dużo, ale ja nie mogłem wstawić dwóch napastników. Stwarzaliśmy sytuacje, o to chodziło, chociaż oczywiście potrzebujemy goli. Po tym, co staraliśmy się zrobić w okresie przygotowawczym, pewnie pójdziemy tą drogą. Będziemy robili wszystko, żeby Śląsk grał cały mecz na równym poziomie. My nie mamy wybitnych zawodników pod względem fizycznym, dlatego musimy umiejętnie regulować tempo gry. Jak zaczęliśmy to dzisiaj robić, to to tempo było już żadne.
Nie uważa pan, że Stevanović zagrał nerwowo?
To jest piłkarz o dużych umiejętnościach, mam nadzieję, że poprawi swoją grę, ale nie tylko jemu piłka odskakiwała. Mówi się, że pierwszy koty za płoty, ale uważam, że zagraliśmy nieźle. W zeszłym roku jeden punkt przesądził o wicemistrzostwie Polski, więc nie do końca.
Z jakiego powodu zabrakło dzisiaj Tadeusza Sochy?
Było 19-stu zawodników, musiałem zadecydować, kto dzisiaj w ogóle nie dostanie szansy gry. Nie rzucałem monetę, po przeanalizowaniu uznałem, że będzie to Tadziu. Celeban miał nerwowy początek, ale uważam, że spełnił dzisiaj moje oczekiwania.
Jak pan oceni postawę Patrika Mraza?
Nie chcę go za bardzo przechwalić, bo bramka dla Ruchu padła w jego sektorze obronnym. Jeśli tam do piłki dopadają niscy napastnicy, to jest problem gry obronnej. Mogę jednak powiedzieć, że Patrik zagrał solidne spotkanie. Każdy popełnia błędy, ale mogło się to również brać z braku zgrania.
Mateusz Cetnarski jest bliski wysokiej formy?
Na pół meczu na pewno. Między nami trenerami była dyskusja, czy Madej, Ćwielong czy Cetnarski ma zagrać. Zadecydowały sparingi na Cyprze. Strzelił dzisiaj bramkę, ale ja wiem, że on może grać jeszcze lepiej.
Nie jest pan rozczarowany, że stadion nie był zapełniony?
Powiem do niebios – kto się spodziewał, że pogoda w lutym będzie jaka jest. Gdyby była inna pogoda, pewnie kibiców pojawiłoby się znacznie więcej. Nie chcę narzekać na media, ale to co państwo pisaliście, że policja nie dopuszcza stadionu, że straż pożarna też, że koparka się utopiła i nie będzie meczu, że jest konflikt między decydentami klubu, to pewnie ci co to poczytali pomyśleli sobie, „a po co iść na mecz, skoro takie złe rzeczy się dzieją”. Muszę przyznać, że klub nam stworzył bardzo dobre warunki przygotowań. Jaskółka tego meczu nie wróży jeszcze wiosny, ale jak będzie lepsza pogoda, przyjdzie więcej kibiców. Nie graliśmy dzisiaj tak, żeby odstraszyć kibiców. Wiem, że były gwizdy, prawdopodobnie ci co dzisiaj gwizdali, za dużo piwa wypili i nigdy na boisku nie byli. Zapraszam na trening, to pewnie przestaną gwizdać, jak zobaczą, co to znaczy biegać i to jeszcze na takim boisku, przy takiej publiczności.
