Lenczyk: Wywalczyliśmy to zwycięstwo
Bardzo miło mi państwa przywitać na tej sali, ja pochodzę z Sanoka, jak tam chodziłem do kina to nie wiem, czy tam była tak duża sala kinowa, jak ta konferencyjna. Szkoda, że jest tak mało dziennikarzy, widocznie tak słabo gramy i ku rozpaczy wielu jesteśmy na pierwszym miejscu. W dzisiejszym meczu należało zrobić wszystko, żeby mecz wygrać i nie zawieść licznie zgromadzonej publiki. To się nam udało zrobić dzięki naszemu snajperowi numer 1, czyli Johanowi Voskampowi. Mam nadzieję, że ta ogromna publiczność wybaczy nam ten słaby styl. Szczerze mówiąc bardzo obawiałem się tego meczu, bo Lechia Gdańsk to nie jest zespół, który powinien zajmować to miejsce w tabeli i to dzisiaj pokazała, podnosząc nam poprzeczkę bardzo wysoko. My to zwycięstwo wywalczyliśmy. Tu nie chodziło o to, kto miał więcej sytuacji, bo w pierwszej połowie nie pamiętam, czy w ogóle kopnęliśmy w kierunku bramki. Gdyby ktoś zrobił zbitkę z tych akcji, które były, to być może byłby to dobry mecz. Pogratulowałem zawodnikom, bo w myśl zasady wygranych się nie osądza. Były momenty, w których kilku zawodników zgłaszało urazy. Zaczęło się od Wasiluka, później Sobota i jeszcze ktoś, ale chyba charyzma nakazała im pozostanie na murawie, bo nie wypadało zejść z boiska przy takiej dużej publiczności. Nie wszyscy zawodnicy zagrali na swoim najlepszym poziomie, we wcześniejszym meczach przyzwyczaili nas do lepszej formy. Bardzo chcieliśmy to zwycięstwo doprowadzić ten mecz do końca. Aby uprzedzić państwa pytania, dlaczego wystawiłem taki skład, a nie inny: Marian Kelemen absolutnie nie był gotowy do gry, to się okazało dzisiaj rano, chociaż wczoraj jeszcze było trochę optymizmu, że jednak zagra. Po meczu mogę powiedzieć wprost, że gratuluję Gikiewiczowi tego występu, bo bronił bardzo pewnie, a dzięki temu podobnie zagrała cała defensywa.
Pytania:
Ta słabsza gra to był efekt tremy?
Nie jestem w stanie na to odpowiedzieć, bo nie wiem. Czasami takie sytuacje po prostu trzeba wkalkulować, cóż ja mogę zrobić. Po spotkaniu mogę tylko przyznać, że momentami też nie byłem zadowolony z gry.
Jakie są pana wrażenia odnośnie stadionu?
Nie będę wypowiadał się w samych superlatywach. Nagrałem się z drużynami na takich boiskach, że zazdrościłem stadionów zespołom z Europy Zachodniej. Doczekałem się, że możemy grać na takim pięknym obiekcie, a w dodatku to ja jestem trenerem drużyny, który może na takim stadionie i przy takich kibicach zagrać w roli gospodarza. Dobrze, że nie wygraliśmy tutaj 4 czy 5:0, bo na następny mecz przeciwko Wiśle pewnie kolejne 40 tysięcy ludzi nie dostałoby na ten mecz biletu. Mówiąc kiedyś, że Śląsk gra w Bundeslidze miałem na myśli publiczność, bo w Niemczech taka ilość widzów to normalność. Niejednokrotnie na wszystkich meczach polskiej ligi przychodziło łącznie 40 tysięcy kibiców. Zdawaliśmy sobie, że ta publiczność przyszła oglądać bardzo fajny mecz, a nie tylko stadion, bo na stadion można przyjść sobie be zmeczu.
Kiedy wychodził pan na mecz, myślał pan: „no wreszcie się doczekałem”?
Na pewno tak, ale brałem pod uwagę, że Lechia grała już mecze na swoim nowym stadionie i może być bardziej odporna psychicznie na ten głośny doping. Doping miał raczej pozytywny wpływ na zawodników, ale jak było naprawdę, tego nie wiem.
Czemu zagrał Gikiewicz, a nie Żukowski? Obydwaj grali mniej więcej po równo w Młodej Ekstraklasie.
Tak, ale jak pan zapewne pamięta, to Gikiewicz grał w obydwu meczach Pucharu Polski i bronił tam bardzo dobrze. Grał tam z Fojutem i z Wasilukiem, więc liczyłem na jakieś ich zgranie. Chociaż na środku obrony liczyła się dzisiaj przede wszystkim walka i w powietrzu i w parterze. Szczególnie w pierwszej połowie było widać, że Traore to nie jest byle jaki piłkarz. Bardzo żałuję, że w tym ważnym wydarzeniu nie mógł wziąć udziału Krzysiu Wołczek, który jest we Wrocławiu od wielu lat. Podobnie Łukasz Gikiewicz, ale musiałem z kogoś zrezygnować, postawiłem na Voskampa i Diaza. Cetnarskiego nie brałem pod uwagę, bo na ostatnim treningu skręcił staw skokowy.
Kiedy Kelemen będzie mógł wrócić do gry?
Marian ma lekko naciągnięte włókienka mięśnia brzuchatego łydki. To jest bardzo bolesny uraz i jak sobie przypominam jednego mojego piłkarza, który miał podobną kontuzję, to musiał on pauzować dwa miesiące. Gdyby Marian w dalszym ciągu nie mógł grać, na pewno w bramce będzie stał Gikiewicz.
