Levy: Chodzi o to, żeby wytrzymać ciśnienie

Stanislav Levy: Trudno mówić o pierwszej połowie. Była ona słaba z naszej strony. Szybko traciliśmy piłki, zabrakło gry kombinacyjnej. Zrobiliśmy jedną zmianę w przerwie, zamieniliśmy pozycje, chcieliśmy się utrzymywać przy piłce, wziąć ciężar gry na siebie, czego nam w pierwszej połowie brakowało. Prowadziliśmy 1:0, wszystko wyglądało, że mecz się nam dobrze układa. Przepraszam, że tak muszę powiedzieć, ale z gówna dostaliśmy na 1:1. Druga bramka była ze spalonego, ale to nie gra roli. Przy obu bramkach po prostu musiała być większa agresywność, duża koncentracja.


 

Tego nam brakuje w naszych ostatnich spotkaniach. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Mamy mecz w czwartek, musimy się szybko pozbierać i zobaczyć co jest możliwe do zrobienia jeszcze do czwartku.
Co oprócz kontuzji Sebastiana Mili jest przyczyną tej - chyba trzeba powiedzieć - czarnej serii Śląska Wrocław?
Nie ma o czym dyskutować, to jest faktycznie negatywna seria. W pierwszej połowie nikt nie chciał wziąć na siebie. Za szybko traciliśmy piłki, graliśmy bez głowy. Nie graliśmy kombinacyjnie na 2-3 kontakty. Przeciwnik był bardzo defensywnie nastawiony, na kontrę, na 1-2 sytuacje. Nie stworzyliśmy sobie sytuacji. Nie chcę się usprawiedliwiać, że nie było Sebastiana. Odpowiedzialność dzisiaj spoczywała na innych zawodnikach. Nam się ten mecz w drugiej połowie dobrze ułożył, ale takich błędów w ekstraklasie nie możemy popełniać.
Co można zrobić?
Jedno jest jasne, co mnie dzisiaj czeka: kilka razy zobaczyć. Nie możemy ten mecz, całą noc po prostu nie spać. Normalne. I potem podjąć decyzję, jaki będzie skład na czwartek i jak to najlepiej poukładać. Dzisiaj chcieliśmy eliminować ten silny środek pomocy przeciwnika, co moim zdaniem się nam udawało, ale za mało robiliśmy w ofensywie.
Widzi Pan jeszcze jakieś rezerwy w składzie w tej drużynie, kogoś, kto mógłby wejść do pierwszej jedenastki i coś zmienić?
Ja muszę obejrzeć ten mecz kilka razy i dopiero potem zastanowić się nad wariantami, co jest możliwe, a co niemożliwe. Mieliśmy w tym tygodniu spotkanie z przedstawicielem miasta. Musimy po prostu wytrzymać do zimy. Mamy przygotowany plan, jak by to miało potem w zimie wyglądać. Jestem przekonany, że będzie lepiej. Teraz jest trudno po takiej serii tak mówić, ale jak się mówi nadzieja umiera ostatnia. Ja jestem wojownikiem. Byłem już kilka razy w takich sytuacjach. Chodzi o to, żeby wytrzymać ciśnienie, które na nas będzie. Wierzę, że szczęście odwróci się w naszą stronę.
Dostał Pan gwarancję wzmocnienia zimą?
Mówiliśmy o tym, jakim sposobem przygotowywać zespół w przerwie zimowej i jak by to miało wyglądać personalnie. Po ostatniej kolejce sobie usiądziemy, powiemy, co musimy zrobić, aby znowu mieć drużynę, z której kibice będą zadowoleni.
Co Gavish miał wnieść do drużyny po wejściu na boisko?
Gavish jest silny przy stałych fragmentach gry, gra dobrze głową, jest to zawodnik, który ma dużo sił, serce i wchodzi do tych pojedynków. Ja na boisku chciałem mieć w tych ostatnich minutach zawodników, którzy są w stanie ewentualnie strzelać bramki. Oded miał w poprzednim meczu sytuacje przy stałych fragmentach gry. On miał iść do tej przedniej linii.
Czy Gavish jest lepszy w ofensywie niż Więzik?
Powiem tak: Oded jest w grze agresywniejszy niż Więzik.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.