Levy: Nadzieja umiera ostatnia
Stanislav Levy: Myślę, że jeśli przeciw Legii stworzycie sobie 3-4 doskonałe okazje i ich nie wykorzystacie trudno myśleć o dobrym wyniku. Muszę powiedzieć, że Legia była lepszym, szybszym i agresywniejszym przeciwnikiem. Wygrała więc zasłużenie, ale tak jak powiedziałem, jeśli zmarnujecie przeciw takiemu przeciwnikowi swoje szanse nie możecie myśleć o lepszym wyniku. Jak Pan oceni postawę swoich zawodników?
Ja publicznie żadnego zawodnika nie krytykuję. Prawdą jest, że mieliśmy na boisku zawodników, którzy nie zaliczyli najlepszego występu. Jeśli w meczu z Legią nie macie na boisku 11 dobrze grających zawodników to o zwycięstwo bardzo trudno.
Czemu Pana zdaniem zawodnicy Śląska tak niedokładnie podają?
Myślę, że jeszcze większym problemem było to, że po przyjęciu piłki szybko ją traciliśmy. Legia prowokowała do takich sytuacji w środku pola. Mieliśmy swoje szanse, myślę, że do I połowy to było absolutnie wyrównane spotkanie. Wiadomo, że wynik mógłby być inny. Sobota, Gikiewicz czy Cetnarski mieli sytuacje, z których powinni zdobyć bramki.
Często ostatnie podanie Śląska było niecelne.
Przed polem karnym Legii i na skrzydłach mieliśmy sporo sytuacji. Musieliśmy grać szybko, za dużo jednak komplikowaliśmy.
Czy ciężko gra się Śląskowi dlatego, że nie ma realnego napastnika, którzy stwarzałby realne zagrożenie bramkarzowi rywali?
U nas bramki faktycznie zdobywają głównie pomocnicy. Były sytuacje, z których muszą być gole, jeśli chce się rozmawiać o pozytywnym wyniku.
Jakie nadzieje ma Pan trener przed rewanżem?
Nadzieja umiera ostatnia. Musimy się szybko przygotować na mecz w niedzielę. Trzeba zapomnieć o tym wyniku i skupić się na lidze.
Gdyby doszło do sytuacji, że Śląsk musiałby przegrać z Legią w Warszawie, aby grać pucharach, jak zareaguje trener?
Nie jestem w stanie powiedzieć, co będzie 2 czerwca. Ja chcę zwyciężyć w każdym meczu.
