Lider poległ we Wrocławiu! Śląsk - Ruch 1:0 (1:0)


Magia stadionu przy ul. Oporowskiej znów dała znać o sobie. Po dwóch wyjazdowych porażkach wrocławscy piłkarze wreszcie mogli poczuć smak zwycięstwa. Wygrana jest tym bardziej cenna, bo odniesiona z Ruchem Chorzów, czyli liderem II ligi. Podopieczni trenera Jana Żurka zwyciężyli i w dobrych nastrojach mogą spędzić święta. Decydujący cios w 24 minucie zadał Tomasz Szewczuk, który wykorzystał podanie od Adriana Pajączkowskiego, a pomimo oblężenia bramki Radosława Janukiewicza w końcówce spotkania, Śląsk zdołał utrzymać korzystny wynik do końcowego gwizdka arbitra. Zgodnie z przewidywaniami, chorzowianie od początku meczu byli stroną przeważającą konstruując groźne akcje w okolicy pola karnego Śląska, który nastawiony był głównie na szybkie kontry. Bardzo groźny i aktywny przez cały mecz w drużynie chorzowskiego Ruchu był Grażydas Mikulenas, który jak się okazało, mógł zostać bohaterem gości. To Litwin jako pierwszy oddał groźny strzał w kierunku bramki Janukiewicza, po którym golkiper gospodarzy musiał z dużym trudem wybić piłkę na rzut rożny. Ten sam gracz w 20 minucie mógł otworzyć wynik spotkania po trójkowej akcji swojego zespołu, jednak uderzył dosyć lekko i po raz kolejny dobrze zachował się „Trol”. Szybkie i liczne podania chorzowian na połowie przeciwnika stwarzały sporo problemów defensywie Śląska, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów. Wtedy, kompletnie niespodziewanie, ładną akcją popisał się debiutujący przed wrocławską publicznością Adrian Pajączkowski, zszedł z lewej strony do środka, zagrał idealną piłkę do Tomasza Szewczuka, który strzelił obok nieco spóźnionego Roberta Mioduszewskiego i dał prowadzenie wrocławianom. Pomimo strzelonej bramki gra WKS-u nie układała się tak, jak powinna. Częściej przy piłce byli goście, którzy jeszcze przed przerwą mogli pokusić się o bramkę wyrównującą.
W pierwszej połowie słabiej spisywał się Paweł Kaczorowski, który z prawej obrony został przesunięty na prawą pomoc. Były obrońca krakowskiej Wisły notował dużo strat i nie wnosił wiele w grze ofensywnej. Odpowiednie wnioski wyciągnął trener Jan Żurek, który ponownie cofnął Kaczorowskiego do obrony. Od początku drugiej odsłony było widać, że w defensywie „Kaczor” czuje się zdecydowanie lepiej. Dobrze w mecz wprowadził się Krzysztof Ulatowski, który zmienił Vladimira Capa. W 52 minucie po idealnym dośrodkowaniu Beniamina Imeha mógł nawet zdobyć drugą bramkę dla Śląska, ale przy strzale zamiast użyć prawej nogi, zdecydował się na uderzenie z lewej i piłka poszybowała daleko nad bramką Mioduszewskiego. Spotkanie z Ruchem okazało się być meczem walki i ambicji. Pomimo momentami przygniatającej przewagi Ruchu, piłkarze Śląska potrafili wyjść z każdej opresji. Wreszcie kibice zobaczyli to, czego spodziewali się w poprzednich meczach – ogromnego zaangażowania i woli zwycięstwa. Do końca spotkania nie dotrwało dwóch zawodników – Kaczorowski z powodu kontuzji musiał opuścić boisko w 60 minucie, natomiast Imeh, ze względu na wykorzystany limit zmian, w ostatnich dziesięciu minutach jedynie statystował na murawie. Po końcowym gwizdku sędziego padł na boisko, niczym raniony żołnierz. Dobrych nastrojów nie popsuł wspomniany wcześniej Mikulenas. W 85 minucie znalazł się w idealnej sytuacji do zdobycia bramki, w której z niewiadomych powodów nie było Janukiewicza, jednak z około 15 metrów nie potrafił umieścić piłki w siatce, ku uciesze kilkutysięcznej widowni.
Tak walecznych zawodników Śląska chcielibyśmy widzieć zawsze. Czy to był przełomowy mecz w wykonaniu piłkarzy Śląska? Wygrana z liderem na pewno pomoże w stworzeniu lepszej atmosfery w drużynie. Zwycięstwo to także miły świąteczny prezent dla wspaniałej wrocławskiej publiczności. Spokojne święta zapewnił sobie również trener Żurek, dla którego był to bardzo ważny mecz, aby przede wszystkim odzyskać zaufanie wśród fanów Śląska.
Śląsk Wrocław – Ruch Chorzów 1:0 (1:0)
Szewczuk 24'
Śląsk: Janukiewicz, Kaczorowski (Rudolf 60'), Pokorny, Wójcik, Lasocki, Szewczuk, Sztylka, Cap (Ulatowski 46'), Dudek, Pajączkowski (Wan 72'), Imeh.
Ruch: Mioduszewski, Makuch (Łudziński 72'), Baran, Adamski, Nykiel, Pulkowski, Grzyb, Skokołowski, Ćwielong (Janoszka 77') , Mikulenas, Jezierski.
Żółte kartki: Wójcik, Lasocki, Rudolf - Nykiel
Sędzia: Piotr Pielak (Warszawa)
Widzów: 5500
źródło: własne
