Ligowy świat rok temu wrócił we Wrocławiu
fot.: Paweł Kot
Po blisko trzech miesiącach niepewności i niespotykanego nigdy wcześniej ligowego lockdownu, piłkarze ekstraklasy wrócili na murawy dokładnie dwanaście miesięcy temu. 29 maja 2020 roku areną historycznego starcia był Stadion Wrocław.
Kiedy w poniedziałkowy wieczór 9 marca ubiegłego roku sędzia Daniel Stefański kończył mecz Korony Kielce z ŁKS (1:0), nie znalazłby się chyba śmiałek, który przewidziałby, że rozbrat z ligową piłką potrwa aż tak długo. Owszem, Europa poznawała już wtedy siłę koronawirusa, a w Polsce mieliśmy stwierdzonych już pierwszych kilkadziesiąt przypadków nowej choroby, każdy miał jednak nadzieję, że konsekwencje tych niezwykłych wydarzeń będą jak najmniejsze. Przerwa od ekstraklasy pierwotnie miała trwać dwa tygodnie, później półtora miesiąca, ostatecznie stanęło na 80 dniach, a względna normalność zaczęła wracać od meczu na stadionie Śląska Wrocław.
Nowa rzeczywistość
W pierwszym meczu ekstraklasy czasów pandemii zielono-biało-czerwoni w piątek 29 maja 2020 roku o godzinie 18:00 podejmowali Raków Częstochowa. Na trybunach nie mogli pojawić się kibice, a wyposażeni w maseczki i rękawiczki dziennikarze oraz przedstawiciele obu zespołów na Stadionie Wrocław nie mogli zrobić kroku bez natknięcia się na środki do dezynfekcji. Polska liga nagle znalazła się w zupełnie nieznanej rzeczywistości, kiedy jednak na Maślicach zabrzmiał pierwszy gwizdek, wreszcie można było poczuć się jak w starych, dobrych czasach.
"W pierwszej połowie próżno było szukać ładnej gry, a oba zespoły oddały tylko po jednym celnym strzale, zdecydowanie goręcej raz po raz robiło się jednak w polu karnym beniaminka. Szczególnie niebezpiecznie było po akcji Erika Exposito - hiszpański napastnik wpadł w szesnastkę Rakowa, wygrał fizyczne starcie z Jarosławem Jachem i z bliskiej odległości trafił w słupek"
- pisaliśmy w naszej relacji z historycznego meczu, którą możecie przypomnieć sobie TUTAJ.
Wrocław zaczął wielkie dokańczanie
Największe emocje kibiców Śląska i Rakowa czekały jednak w ostatnim kwadransie gry. W 83. minucie po dośrodkowaniu rezerwowego Daniela Bartla bramkę głową zdobył nieskuteczny wcześniej tego wieczora Felicio Brown Forbes, to jednak nie oznaczało gwarancji kompletu punktów dla ówczesnego beniaminka. Wrocławianie Vitezslava Lavicki grali bowiem do końca i w doliczonym czasie zdołali uratować remis. Zupełnie niepotrzebny faul na Robercie Pichu we własnym polu karnym popełnił Tomas Petrasek, do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Michał Chrapek i ustalił wynik meczu na 1:1.
Mecz sprzed dokładnie 365 dni rozpoczął bardzo sprawne dokańczanie sezonu 2019/2020 w ekstraklasie. Ligowcy w ciągu nieco ponad półtora miesiąca rozegrali brakujących 11 kolejek, żaden mecz nie musiał być przełożony z powodu potwierdzenia przypadków koronawirusa, a Śląsk do przedostatniej serii gier miał szansę awansu do europejskich pucharów. Pewnym paradoksem jest, że niespełna pięć miesięcy później Stadion Wrocław zapisał się w piłkarskiej historii pandemii ponownie, tym razem jednak w mniej przyjemny sposób. 14 października 2020 Maślice gościły reprezentacje Polski oraz Bośni i Hercegowiny w Lidze Narodów (3:0), a aż do połowy maja bieżącego roku ten mecz był ostatnim, który z trybun w naszym kraju mogli oglądać kibice.