ŁKS Łomża - Śląsk Wrocław 0:0
Piłkarze Śląska wrócili z wyjazdu z rekordowym dorobkiem 4 punktów. W meczach w Pruszkowie i Łomży mogli jednak pokusić się nawet o sześć. Wielki niedosyt miesza się więc z radością z przełamania wyjazdowej niemocy. Wszak do niedawna nie udało nam się wygrać poza Wrocławiem przez ponad rok. Bardziej niż zdobycz punktowa cieszy postawa podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza. To był wreszcie ten WKS, jaki chcemy oglądać. Waleczny, bojowy, ambitny, zdeterminowany, a do tego lepszy piłkarsko od rywali. Zwycięstwo w Pruszkowie nie było sukcesem przypadkowym. Śląsk to już nie jest ta niedoświadczona, za to pełna wigoru ekipa sprzed 2 lat. Wrocławianie są zespołem poukładanym, w pełni świadomym stawianych przed nim zadań. To Znicz grając ostatnie 20 minut w przewadze liczebnej nie potrafił znaleźć sposobu na stanowiącą monolit defensywę przeciwnika.
Z kolei ŁKS przez pełne 90 minut nie potrafił nawet zagrozić Radosławowi Janukiewiczowi. Łomżynianie byli przez większą część meczu tylko tłem dla WKS-u, który jednak zmarnował kilkanaście dogodnych okazji do zdobycia gola i musiał zadowolić się bezbramkowym remisem. W niewykorzystanych szansach celowali bracia Gancarczykowie, którzy potrafią z niebywałą łatwością ograć rywali, ale w polu karnym zachowują się zbyt egoistycznie.
Do zamknięcia okienka transferowego pozostało ledwie kilkanaście dni, ale sztab szkoleniowy i działacze Śląska nie próżnują. Efekty ich poszukiwań widać. W drugiej połowie pojedynku w Pruszkowie na boisku pojawił się Patryk Klofik. Chłopak ma smykałkę do gry. Kilka razy wymanewrował zawodników Znicza niczym slalomowe tyczki. Jeśli dobrze wkomponuje się w drużynę będzie z niego dużo pożytku. Wszak na nadmiar graczy ofensywnych nie narzekamy. W Łomży Klofik wyszedł już w wyjściowym składzie. Nie zabrakło też innych zmian. Dużo pewności w poczynania kolegów wniósł powracający po kontuzji stoper Czech Petr Pokorny.
Sporo pretensji miał do arbitrów trener Ryszard Tarasiewicz. W spotkaniu z Łomżą szkoleniowiec Śląska przesadził jednak ze swoją reakcją po decyzji o spalonym. Wbiegł na boisko i cisnął o murawę butelką z wodą mineralną. Chwalimy szkoleniowca za emocjonalne przywiązanie do klubu, popieramy krytykę nieudacznictwa arbitrów, ale pewne zachowania nie licują ze stanowiskiem zajmowanym przez „Tarasia”. Mamy nadzieję, że nie spotka go za ten wybryk surowa kara.
Na podkreślenie zasługują osiągnięcia linii obronnej WKS-u. W 5 kolejnych meczach ligowych nie straciliśmy bramki. Ostatnio taka seria przytrafiła nam się... zaledwie kilka miesięcy temu (za trenera Jana Żurka). Do klubowego rekordu brakuje jeszcze 2 spotkań z czystym kontem. W 7 meczach z rzędu bramkarze Śląska nie wyciągali piłki w ekstraklasie na wiosnę 1982 r. oraz w 1957 r. w II lidze. W obu przypadkach kończyliśmy sezon na drugiej pozycji. Nie mamy nic przeciwko temu, aby taka sytuacja miała miejsce po raz trzeci w historii, ale będzie to niezwykle trudne: po pojedynku ze Stalą Stalowa Wola wyjeżdżamy do Gdyni na mecz z Arką. W 3 kolejnych wyjazdach nie straciliśmy gola. Ostatnio taka seria na szczeblu centralnym przytrafiła nam się 8 lat temu.
Oczywiście po 6 kolejkach nie ma jeszcze czym się podniecać. Tak samo, jak nie było potrzeby bicia na alarm po porażce w Bielsku-Białej. Wszystko jednak wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Mamy drużynę dobrze przygotowaną fizycznie, z ustabilizowanym składem. Do tej pory brakowało tylko zaangażowania na poziomie wymaganym przez wybrednych wrocławskich kibiców, teraz potrzebą chwili jest poprawa skuteczności w ataku.
Filip Podolski
ŁKS Łomża - Śląsk Wrocław 0:0
ŁKS Łomża: Ulman - Stefańczyk
, Lewandowski, Petasz, Sędrowski - Ogrodowicz (54' Łuba
), Bzdęga, Siara
(46' Świerblewski
), Adamski - Kalu (82' Raus), Jurgielewicz.
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Wołczek
, Pokorny, Wójcik
, Cap - Sztylka, Szewczuk, Klofik (79' Dudek), Rosiński (58' Gancarczyk J.), Ulatowski - Imeh (66' Gancarczyk M.).
Sędziował: Radoslaw Trochimiuk (Ciechanów)
Widzów: 2000.
źródło: FPP