Łudziński bez stresu
Będzie jedynym nominalnym napastnikiem w kadrze Śląska na mecz z Wisłą. Mimo tego po raz kolejny zasiądzie prawdopodobnie na ławce rezerwowych, gdyż do gry w ataku szykowany jest Piotr Ćwielong. - Wydaje mi się, że tak właśnie będzie i nie jestem z tego powodu zdziwiony – mówi Przemysław Łudziński. Napastnik Śląska spodziewa się takiego rozwiązania, bo w rundzie rewanżowej zagrał tylko kilkanaście minut. - Znajduję się jednak w dobrej dyspozycji i jeśli będę miał wejść na boisko, wniosę do drużyny coś świeżego – przekonuje Łudziński. - Jestem przygotowany do gry – dodaje piłkarz.
Do tej pory były gracz Amiki Wronki zaliczył tylko epizody w spotkaniach z Jagiellonią Białystok i Ruchem Chorzów oraz występ w jednym pojedynku Młodej Ekstraklasy. - Gdybym miał zacząć mecz od pierwszej minuty, nie byłbym zestresowany – tłumaczy Łudziński.
Na to się jednak nie zanosi. Trener Tarasiewicz od początku rundy stawia na Vuka Sotirovicia i Tomasza Szewczuka. Obaj z Wisłą nie zagrają, ale to jeszcze nie oznacza szansy dla Łudzińskiego. W ostatnich dniach drużyna trenowała ustawienie z Piotrem Ćwielongiem na szpicy i trudno przypuszczać, by we wtorek miało być inaczej.
Łudziński poprzednią rundę spędził na wypożyczeniu w Piaście Gliwice. Do Wrocławia wracał z nadzieją na przebicie się do składu. Póki co planów nie udaje się zrealizować, a do zakończenia obecnego sezonu pozostał już niecały miesiąc. Napastnik ma ważny kontrakt ze Śląskiem do końca roku. Czy jeśli sytuacja się nie zmieni, jesienią nadal będzie reprezentował barwy WKS-u? - O przyszłości staram się nie myśleć – mówi. - Skupiam się na tym, co najbliższe, czyli na meczu z Wisłą Kraków. Na rozmyślania przyjdzie jeszcze czas – zakończył piłkarz.