Łudziński mógł grać!
We wtorek piłkarze Śląska, którzy wystąpili w meczu z Polonią Warszawa mieli odnowę biologiczną na basenie, pozostali pod okiem trenera Ryszarda Tarasiewicza ćwiczyli na Oporowskiej. Niespodziewanie w trakcie zajęć na stadion zajechało kilka radiowozów, z których wysiadła spora ilość policjantów. Okazało się, że na trybunach przeprowadzane zostały małe manewry służb mundurowych. Po meczu z „Czarnymi Koszulami” piłkarze WKS-u nie narzekają na poważne urazy. - Zawodnicy są poobijani, jak po każdym ligowym boju. Nadal przeziębieni są Andrzej Ignasiak i Robert Rosiński i dopóki się nie wyleczą mają się nie pokazywać na treningach. Krzysztof Wołczek dochodzi do pełni sił, może do gry gotowy będzie także Marek Gancarczyk, który narzeka na ból w podbiciu – informuje Jarosław Szandrocho, masażysta Śląska. W trakcie meczu z Polonia wiele osób zastanawiało się, czy mógł w tym spotkaniu wystąpić Przemysław Łudziński, który w barwach WKS-u został upomniany żółtymi kartkami przez arbitra w spotkaniach z Arką, Piastem Gliwice i GKS-em Jastrzębie, a wcześniej miał na swoim koncie także „żółtko” z okresu reprezentowania Ruchu Chorzów. Większość kibiców pamięta niedawną sytuację z grą Artura Bugaja w meczu w Sosnowcu, której konsekwencją był walkower dla rywali. – Od tego sezonu przepisy zostały uporządkowane i osobno liczą się kartki z I ligi, osobno z Pucharu Polski, Pucharu Ekstraklasy, Młodej Ekstraklasy itd. Jednak żeby nie było problemów zwróciliśmy się do PZPN-u o potwierdzenie na piśmie i taki dokument otrzymaliśmy. Dlatego Łudziński mógł grać z Polonią, a będzie pauzować teraz po 4 kartce. Podobna sytuacja jest z Wojtkiem Górskim, którego kartki z Miedzi także nie mają wpływu na jego grę w Śląsku – wyjaśnia wątpliwości Zbigniew Słobodzian, kierownik drużyny. Trener Tarasiewicz będzie musiał poradzić sobie w Opolu bez Łudzińskiego i Imeha, jednak nie załamuje rąk. – Na pewno bez nich nasza siła ofensywna trochę straci na wartości, bo obaj są w dobrej formie, ale mamy Tomka Szewczuka i Krzyśka Ulatowskiego, którzy ich powinni dobrze zastąpić. Nie mamy dużego pola manewru jeśli chodzi o pierwszą linię, w odróżnieniu od defensywy –wyjaśnia szkoleniowiec, który dodaje, że mimo wąskiego grona napastników szansy na pewno nie dostanie grający w rezerwach Kamil Biliński. - Oglądałem prawie wszystkie mecze drugiej drużyny, ostatnio byłem też w Strzegomiu. Z całym szacunkiem, ale poziom czwartej ligi to jest całkowicie co innego, niż my gramy - stwierdza Tarasiewicz, który w środę dał podopiecznym dzień wolnego, a sam pojedzie podglądać Odrę w spotkaniu z Arką Gdynia. źródło: własne
