Mączyński: Jak nam idzie dobrze, to siedzą w norze (WYWIAD)
fot.: Paweł Kot
- Są ludzie, którzy jak nam idzie dobrze, to siedzą w norze, a jak przegrywamy, to się wyłaniają na 5 minut - mówi nam Krzysztof Mączyński. Nie było łatwo kapitana Śląska Wrocław przekonać do tej rozmowy, bo - jak podkreśla poniżej - nie ma potrzeby być w mediach zbyt często. Dla nas „Mąka” zrobił jednak wyjątek i opowiada nam o swoich relacjach z kibicami, mediami, nerwowych wymianach zdań na Twitterze i wielu innych ciekawych wątkach, nie unikając odpowiedzi na trudne pytania.
Mało jest cię w mediach…
Ja tego nie potrzebuję. Od kiedy byłem w reprezentacji byłem krytykowany i trochę się na to wszystko uodporniłem i zdystansowałem się. Są piłkarze, którzy lubią, kiedy jest o nich głośno, ja mam 34 lata i jestem w momencie, kiedy już promować się nie muszę. Żyję swoim życiem, nigdy tego fejmu nie potrzebowałem.
Nie uważasz, że jako kapitan zbyt rzadko zabierasz głos publicznie?
Jak zostałem kapitanem Śląska powiedziałem w szatni, że ja będę chodził do mediów jak będzie źle, niech to do mnie „strzelają”. A jak będzie dobrze – niech chodzą inni. I to podtrzymuję. Nigdy nie odmówiłem rozmowy po porażce, ale po jakichś pewnych zwycięstwach – rozmawiajcie z innymi. Jak będzie potrzeba wstawić się za zespołem – jestem pierwszy.
Jak byś ocenił swoje relacje z mediami?
Bardzo dobre, świetne. Nie widzę problemów. Nie mam potrzeby bycia w mediach, dlatego czasami ich unikam, ale jestem otwarty.
Brak mixed zony (obecnie w ograniczonym zakresie już jest – przyp.red.) jest na rękę piłkarzom?
Nie sądzę, żeby dla zawodników przejście przez mixed zonę, w której czasami we Wrocławiu nie znajduje się zbyt wielu dziennikarzy, było jakimś problemem. Nie widzę w tym problemu, żeby odpowiedzieć na 2-3 pytania. To, czy piłkarz będzie miał ochotę rozmawiać, to jest jego indywidualna sprawa.
Szerokim i bardzo negatywnym echem odbiło się przedłużenie z tobą prawie rok temu aż do 2023 roku kontraktu. Bolało cię to, że kibice tak źle to odebrali?
Uważam, że takich głosów byłoby znacznie mniej, gdyby nie fakt, że krótko po podpisaniu nowej umowy doznałem urazu. Mimo wszystko poleciałem na obóz z drużyną, walczyłem o to, żeby nie dopuścić do zabiegu, bo był na to cień szansy. Niestety na jednym z treningów łąkotka została uszkodzona i musiałem przez kilka tygodni pauzować. Pechowa sytuacja, gdyby nie ten uraz, nie byłoby tylu negatywnych głosów. Uważam, że patrząc przez pryzmat sportowy, zasłużyłem na ten kontrakt, bo wykonaliśmy z drużyną dobrą robotę zajmując 5. miejsce, rok wcześniej broniąc się przed spadkiem. To po takim sezonie kontrakt miałby nie zostać przedłużony tylko dlatego, że mam 34 lata? Uważam, że wiek nie powinien odgrywać najważniejszej roli. Ja czuję się dobrze, nie odstaję i nie przegrywam pojedynków z młodszymi zawodnikami.
Ale kontrakt został z tobą przedłużony przed tą kontuzją i już wtedy kibice po tobie jechali.
Tak, ale krótko potem pojawiła się kontuzja i to dolało oliwy do ognia. W ostatniej kolejce wcześniejszego sezonu opuściłem mecz z urazem. Przed obozem wszystko wydawało się dobrze, miałem 3-tygodniową przerwę i specjalny program treningowy, niestety bodajże na trzecim treningu w Turcji doszło do skręcenia kolana i wtedy już nie miałem wyjścia, musiałem przejść zabieg. Wróciłem na boisko w kwietniu i od tamtej pory nic mi nie dolega, czuję się znakomicie.
Zasługujesz na taką krytykę, która często na ciebie spada?
Wiesz co, to jest grupa kilkunastu osób, którzy na Twitterze chcą pokazać swoje ząbki i chcą mnie ugryźć. Chodząc po Wrocławiu czy rozmawiając z ludźmi, którzy znają się na piłce i mają doświadczenie boiskowe – nie czuję, żeby coś było nie tak.
Żałujesz, że czasami na Twitterze reagujesz za ostro?
Ja jestem tak nauczony, żeby nie dać sobie wejść na głowę. Czasami faktycznie niepotrzebnie nerwowo reaguje, ale nie może być tak, że jakiś twitterowicz będzie sobie pisał wszystko co chce, a piłkarz będzie siedział cicho i będzie się bał cokolwiek odpisać. Możesz mnie krytykować jako piłkarza, że słabo gram i tak dalej, ale jeśli zaczniesz mnie wyzywać od ch**ów i tym podobne – jesteś od razu blokowany i nie chcę mieć z tobą do czynienia. Niektórzy ludzie robią to z premedytacją, liczą na jakieś 2-3 polubienia, chcą się na Twitterze pokazać… Czasami moje odpowiedzi też polegają na tym, żeby kogoś ukąsić, by ten ktoś nie poczuł się zbyt ważny.
Odstaw alkohol ,kiedyś już napisałem !
— Krzysztof Mączyński (@Maka29_5) October 2, 2021
Piłkarze przejmują się krytyką?
Są zawodnicy, którzy za bardzo biorą do siebie wpisy jakiegoś Janka Kowalskiego bojącego się pokazać swoją twarz. Niektórzy piłkarze wychodząc na boisko mogą mieć w głowie takie negatywne komentarze i boją się, że znowu popełnią jakiś błąd i pojawi się hejt czy przyklei się im jakąś łatkę… Profesjonalny zawodnik musi być odporny na krytykę, dlatego czasami ja próbuję się za chłopakami wstawiać, bo widzę, że ktoś ma problem z komentarzami. Dlatego na Twitterze czasami tak ostro reaguję. W szatni przewijają się różne tematy, staramy się trzymać razem w takich trudnych sytuacjach.
Jaka jest twoja rola jako kapitana? Za co czujesz się odpowiedzialny?
Jak przejąłem opaskę, dla mnie najważniejsze było profesjonalne podejście każdego i zdyscyplinowanie. Wiemy, że jest przepis o młodzieżowcu i on musi grać, ale musi też zasłużyć w szatni na szacunek. Pamiętam, jak ja wchodziłem do szatni seniorskiej, to trzeba było mocno walczyć o swoje. Dopóki będę w Śląsku, będę taką dyscyplinę trzymać.
Miałeś w swojej karierze jakiegoś kapitana, na którym się wzorujesz?
Wielką przyjemność pracy miałem z Radkiem Sobolewskim. To człowiek z dużą charyzmą, charakterem… Miałem możliwość funkcjonowania w szatni tej bardzo mocnej Wisły Kraków i tam na kogo byś nie spojrzał, był szacunek, respekt.
Jak byś opisał swoje relacje z kibicami?
Poruszyłeś wcześniej temat Twittera i powiedziałem ci, że tam „działa” wąska grupka, która za mną nie przepada, ale ja mam tak ogólnie bardzo dobre relacje z kibicami. Szczególnie tymi najbardziej zagorzałymi, z którymi czasami rozmawiam. U takich ludzi widzę duży szacunek do mnie. Te 70-80 osób, które zostały nam podziękować po meczu z Bruk-Betem, to jest tak naprawdę przykład tego, dla jakich kibiców szczególnie warto wychodzić na boisko. Oni są ze Śląskiem na dobre i na złe i do nich po meczu będziemy zawsze przychodzić i dziękować za doping.
Kibic musi być na dobre i na złe?
Ja tak się wychowałem, że „czy wygrywasz, czy nie…” Irytujące jest to, kiedy przegrywasz spotkanie i słyszysz gwizdy. Nie jest to przyjemne. Jesteśmy dorośli i przyjmiemy to na klatę, ale razem wygrywamy i razem przegrywamy. Przykro nam było, że dużo kibiców pojechało do Poznania i musieli widzieć taką tragedię w naszym wykonaniu. Naszym zadaniem jest dawać kibicom radość i w poprzednim sezonie trochę jej daliśmy.
Krzysztof Mączyński huknął z dystansu, @SlaskWroclawPl cieszy się z 4. miejsca w tabeli!#ŚLĄSTM 1:1 pic.twitter.com/E6cgP8qWqt
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) May 16, 2021
W ostatnim okresie dwa mecze wstrząsnęły Śląskiem – porażka w Poznaniu i nieco wcześniej w Izraelu. Uważam, że niezależnie od tego, jak byście zagrali z Lechem, to chyba trudno byłoby poznaniaków tego dnia pokonać...
Oni byli w bardzo dobrej dyspozycji tego dnia. W pierwszych dwudziestu minutach zagrali tak, że nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Dopiero w drugiej połowie nasza postawa wyglądała lepiej, ale niestety straciliśmy kolejne dwie bramki i było po meczu. Wiesz, trudno się gra, gdy „dostajesz” jedną, drugą, trzecią, czwartą „sztukę”... Pamiętam mecz w reprezentacji z Danią przegrany 0:4 – nie było gościa, który by tego dnia wyglądał u nas dobrze. Takie spotkania czasami się zdarzają.
Wszyscy nas skarcili za Izrael, ale nikt nie podkreśla tego, jak dobrze zagraliśmy to pierwsze spotkanie. To był nasz najlepszy mecz, chyba jeden z lepszych w barwach Śląska jaki pamiętam. Organizacja gry, stłamszenie przeciwnika, całkowita kontrola na boisku i to przeciwko takiemu dobremu rywalowi. Gdybyśmy podobnie zagrali w rewanżu, byłby awans i wszyscy by z nas robili przyszłych mistrzów Polski. Ten pierwszy mecz pokazał, że w tym zespole jest potencjał, że da się grać na takim poziomie. Niestety w Izraelu kilka czynników miało wpływ na naszą porażkę, ale ja szczególnie zapamiętałem to, że byliśmy nieskuteczni.
To odpadnięcie z Hapoelem chyba ciągle boli…
To była dla nas lekcja. Ja mam 34 lata, ale ciągle się czegoś uczę, a tym bardziej młodzi piłkarze. Nie wierzę, że na młodych zawodnikach to nie robi wrażenia, kiedy przyjeżdżamy do Izraela, a tam już godzinę przed meczem jest kocioł, głośny doping i później krzyk tysięcy gardeł. Ja w tych porażkach przyczyny upatrywałbym w naszych głowach – nie umiemy się jeszcze odciąć od pewnych spraw, od otoczki, presji, bo sportowo nie widzę, żeby ktoś był gorszy. I z Lechem i Hapoelem u siebie potrafiliśmy przecież wygrywać. Gdybym miał szukać przyczyn porażki z tymi drużynami – moim zdaniem zaszwankowało nastawienie mentalne.
Zapytałem o tę kwestię trenera Magierę po meczu w Poznaniu, czy Śląsk nie udźwignął presji, ale zaprzeczył temu.
Przed meczem wydawało mi się, że wszystko organizacyjnie było w porządku. Po pierwszym gwizdku ewidentnie coś jednak nie zagrało. Ta porażka nie decyduje jeszcze o wszystkim, to kolejna lekcja dla nas.
Trzy punkty z Lechem i Bruk-Betem ważą tyle samo?
Mecze z Legią, Lechem czy Zagłębiem to spotkania prestiżowe. Ten prestiż mistrzostwa Polski jednak nie da. Spotkania z Bruk-Betem czy innymi drużynami z dołu tabeli – je musisz wygrywać i to one tak naprawdę decydują o tym, które miejsce zajmiesz.
Żeby Śląsk mógł się dalej rozwijać, trener Lavicka musiał odejść?
Nie jestem od decydowania o tym. Jako zespół robiliśmy wszystko, żeby się odbudować. Ja niestety w tamtym ostatnim okresie nie mogłem trenerowi pomóc, bo zmagałem się z urazem. Odejście trenera Lavicki na pewno w jakimś sensie bolało, bo wszyscy byliśmy mu wdzięczni za jego pracę, żegnał go każdy pracownik klubu naprawdę z dużym sentymentem. Relacje na linii zawodnik – trener były na wysokim poziomie. Patrząc na kadrę i nasze możliwości, praca, którą wykonaliśmy z trenerem Lavicką była bardzo dobra. Otarliśmy o puchary, byliśmy blisko czwartego miejsca, a rok wcześniej walczyliśmy przecież o utrzymanie. Wiedzieliśmy, jak bardzo we Wrocławiu jest potrzebny lepszy wynik, dzięki trenerowi Laviczce to się udało, wszyscy mieli już dość tułania się na dole tabeli.
Czułeś, że zespół pod jego wodzą doszedł do ściany, że już nie jest w stanie się dalej rozwijać?
Ludzie w tej ostatniej fazie narzekali na styl, że na naszą grę nie da się patrzeć. Natomiast ja nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek pod wodzą trenera Lavicki grali pięknie w piłkę. Jak graliśmy o utrzymanie, nikomu nie przeszkadzało, w jakim stylu zdobywamy punkty. W górnej ósemce ciągle graliśmy tak samo, trener miał swoją wizję, którą konsekwentnie realizował, czyli wolał grę zachowawczą, nie chciał podejmować zbyt dużo ryzyka. W trzecim sezonie ludziom już przestało się to podobać. My piłkarze na takie decyzje wpływu nie mamy, że kogoś zwolniono. Chociaż przepraszam, mamy, możemy po prostu wygrywać.
Co się zmieniło po przyjściu trenera Magiery?
Miałem okazję pracować z trenerem w Legii, więc wiedziałem, czego się spodziewać.
Jak się dowiedziałeś, że Śląsk postawił na Magierę, ucieszyłeś się?
Trener Magiera ściągał mnie do Legii, więc wiedziałem, że nasze relacje będą dobre. Chociaż niektórzy przypominali sytuację z Legii, że niby to m.in. przeze mnie zwolnili trenera Magierę i były wątpliwości, jak się dogadamy.
Ta sprawa ostateczne skończyła się w sądzie.
To jest długa historia. Trener bardzo dobrze wiedział, że te insynuacje są wyssane z palce i jak się spotkaliśmy w Śląsku od razu powiedział, że całkowicie o tej sytuacji zapominamy. On mnie ściągał do Legii, to wyobraź sobie: ktoś do ciebie wyciąga rękę, daje ci zarobić na chleb, a później gościa zwalniasz? Trenerzy Magiera i Vuković to byli jedyni ludzie w Legii, którzy chcieli mojego transferu i to jest odpowiedź na to wszystko.
Wracając do twojego wcześniejszego pytania – trener wprowadził coś nowego, zupełnie nowy system gry, do którego musieliśmy się zaadaptować. Trener Magiera to przedstawiciel nowej generacji szkoleniowców, wprowadza nowe rozwiązania. Mamy grać ładną dla oka piłkę, ale jednocześnie muszą za tym iść wyniki. Tego nowego systemu musimy się jeszcze uczyć, bo ciągle tracimy dużo bramek.
Po przyjściu trenera pojawiła się nowa energia?
Tak, przede wszystkim u zawodników, którzy do tej pory nie grali lub grali mało. Zmiana trenera dla takich piłkarzy to nowy bodziec, żeby się pokazać i spróbować zaatakować pierwszy skład. Za darmo jednak nikt niczego nie dostanie. Trener Magiera nie jest też zwolennikiem wprowadzania młodych zawodników na siłę, tylko trzeba na to sobie zapracować. Nie przypominam sobie innej ligi, która ma ten przepis o młodzieżowcu. Przez takie rozwiązania młodzi są rozpieszczani, bo dostają to miejsce w składzie, chociaż nie zawsze na nie zasługują.
Pracowałeś wcześniej z trenerem Magierą w Legii, teraz jesteście razem w Śląsku. Jak przez ten czas trener się zmienił?
Nie widzę za dużo jakichś różnic. Jest ciągle ambitny i chce wydobyć z zawodników maksimum.
Jesteś zadowolony z jakości wykonywanych przez ciebie stałych fragmentów gry?
Muszę chyba znowu wziąć sprawy w swoje ręce, bo ostatnio wykonywał je ktoś inny, ale ludzie dalej mówią, że to ja… Ostatnio faktycznie nie było efektów naszych stałych fragmentów, wcześniej kilka bramek z nich zdobyliśmy i musimy do tego wrócić. Może klub kupi jakiegoś Sebastiana Milę… Wtedy jakość byłaby stuprocentowa. Kibicom ich rozegranie może się nie podobać, ale to trener będzie decydował, kto te stałe fragmenty będzie wykonywał.
Gol dla Lecha, który padł po naszym stałym fragmencie gry, nie jest dobrą reklamą Śląska.
To był błąd całej drużyny, ten stały fragment miał być rozegrany inaczej, do tego nie było asekuracji. Od pierwszego zagrania piłki popełniliśmy wszyscy taktyczne błędy. Piłka odbiła się od Kamińskiego dla nas pechowo, na dziesięć takich zagrań może dwa skończyłyby się tak szczęśliwie dla niego. Ten mecz od pierwszych minut nam się nie układał, gdybyśmy weszli w to spotkanie bardziej pobudzeni, może byśmy zauważyli, że jesteśmy źle ustawieni. Po to są analizy, żebyśmy więcej takich błędów nie popełniali.
Najbardziej dostało się jednak tobie, bo byłeś ostatnim zawodnikiem Śląska, który dotknął piłki.
Byłem ostatnim, który piłkę dotknął, ale nie powinienem być w tej sytuacji ostatnim zawodnikiem Śląska na boisku. Biorę tę bramkę na siebie, ale zapominamy już o tym, jedziemy dalej.
Jako doświadczony zawodnik i kapitan – rozmawiasz z trenerem o waszej grze? Trener pyta cię o zdanie przed podjęciem jakiejś decyzji?
Nie wchodzę w kompetencje trenerskie, decyzje podejmuje trener, od tego jest. Ja czasami mogę powiedzieć swoje zdanie i tyle.
Gdzie widzisz rezerwy w waszej grze?
Jeśli będziemy jako zespół funkcjonować jako jedność, nie będziemy mieć słabego ogniwa, to uważam, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Nie mamy wielkich wirtuozów, indywidualności, które potrafiłyby jedną akcją przechylić szalę zwycięstwa. Jak będziemy blisko siebie i będziemy pracować jeden za drugiego - to będziemy silni. Potrzebna jest koncentracja od pierwszej do ostatniej minuty.
Kilka tygodni temu Śląsk zaprezentował projekt budowy akademii – podoba ci się?
Zdecydowanie. Takie miasto jak Wrocław potrzebuje takich obiektów. Jedenaście trawiastych boisk i możliwość skupienia wszystkich zespołów Śląska, od najmłodszych roczników, to będzie piękna sprawa. Jeżeli Śląsk chce w przyszłości mieć pociechę z wychowanków, ta akademia musi powstać jak najszybciej.
Wychowałeś się na krakowskim osiedlu, w piłkę zaczynałeś grać na betonowym boisku między blokami. Zazdrościsz młodym, jakie mają teraz warunki?
Dzisiaj faktycznie realia i możliwości są zupełnie inne i to na pewno cieszy. My graliśmy w dzieciństwie na boisku betonowym od rana do wieczora. Teraz boiska są, tylko chętnych do grania nie ma. Często przejeżdżam obok tych orlików i widzę, że są puste. A my walczyliśmy o to, żeby mieć miejsce na boisku betonowym albo staliśmy w kolejce i czekaliśmy...
Przed naszą rozmową, poprosiłem na Twitterze o propozycje pytań do ciebie. Marcin Torz z Superexpressu zapytał, kiedy w końcu zaczniesz grać dobrze w piłkę. Jak ocenisz swoją formę w tym sezonie?
Jestem bardzo zadowolony z mojej formy. Pan Marcin otrzymał na Twitterze od kibiców dwie szybkie odpowiedzi, ludzie raczej nie zgodzili się z jego zdaniem. Jeśli będę słaby, to po prostu trener przestanie na mnie stawiać. Poza meczem z Lechem i tym rewanżem z Hapoelem – uważam, że grałem dobrze, chociaż brakuje mi trochę liczb. Organizacja gry i sytuacja w tabeli naszego zespołu jest zadowalająca i to jest najważniejsze. Najważniejszy jest zespół, a nie indywidualności. Ja sam meczu nie wygram i go nie przegram.
Kiedy zacznie dobrze grać w piłkę, bo w tym sezonie na razie jest tak sobie i jaką daje gwarancję, że będzie reprezentował odpowiedni poziom w kolejnych sezonach.
— Marcin Torz (@MarcinTorz) October 12, 2021
A także, czy nie ma czasami refleksji, że nie zawsze trzeba zachowywać się jak wieśniak.
Przed odpadnięciem z pucharów graliście co kilka dni i trener dosyć mocno rotował składem, ale ty grałeś bardzo dużo. To mi dało do myślenia „o kurde, Mąka jest w gazie”.
Może gdyby trener zobaczył niektóre komentarze, to wtedy by mną rotował… A na poważnie, jeżeli co trzy dni byłem w stanie grać i te wyniki i gra były dobre, to o czymś to świadczy. Jestem zadowolony z mojego przygotowania fizycznego, dobrze się czuję. Będą pewnie zdarzały się takie spotkania jak z Lechem, ale ja daję z siebie tyle, ile mogę. Nie jestem zawodnikiem, który będzie sobie „wybierał” ważne mecze zgłaszając małe kontuzje. Dla mnie najważniejszym meczem jest ten kolejny.
Dużo kibiców martwiło się o twoje zdrowie, ale wydaje się, że to już za tobą. No chyba, że czegoś nie wiemy.
Po bardzo dobrej rehabilitacji, którą przeszedłem, odpukać – ze zdrowiem jest wszystko dobrze. Nie ma żadnych objawów i mogę się skupić na pracy, przychodzę na trening uśmiechnięty i taki z niego wychodzę.
Powiedziałeś kilka lat temu „Wiśni” w jednym materiale na Łączy nas piłka, że jesteś w kwiecie wieku. Ja mam wrażenie, że, pomimo 34 lat, szybko ze sceny nie zejdziesz.
Jak sam poczuję, że przegrywam pojedynki na boisku, jestem wolniejszy, słabszy od młodych, to skończę grać. To dla mnie nie będzie problem podnieść rękę i powiedzieć „dziękuję”. Są różne wahania, kiedy gramy o coś więcej morale są lepsze i motywacja rośnie, kiedy grasz tylko o utrzymanie, nie masz takiej radości z piłki. A przy tym wszystkim najważniejsze jest zdrowie. Chciałbym w Śląsku skończyć karierę, bo czuję się tutaj bardzo dobrze. Chyba najlepiej ze wszystkich polskich klubów, włączając w to Wisłę Kraków, w której się wychowałem. Mam tu dużo do powiedzenia, jestem kapitanem, to na pewno ma wpływ na moje postrzeganie Śląska. Moja rodzina, żona, dzieci, wszystkim dobrze się tu żyje.
Masz już jakieś pomysły, co chciałbyś robić po karierze?
Raczej nie mam o to obaw. Na pewno nie będę trenerem, wolałbym się skupić na pomaganiu młodym chłopakom, którzy nie mają środków na zaistnienie w piłce. Trenując gdzieś w klubie, trzeba też ponosić koszty tego i może nie wszystkich na to stać i tracimy przez to talenty. Kiedyś ktoś mi pomógł, wyciągnął do mnie rękę, chciałbym w przyszłości się komuś tym samym odwdzięczyć. Przez pryzmat mojego doświadczenia uważam, że potrafiłbym ocenić czyjś potencjał i w razie potrzeby mu pomóc.
A młodych graczy Śląska, który ma największe szanse na karierę?
Jest kilku takich zawodników, ale nie chciałbym strzelać nazwiskami, bo za chwilę ktoś to przeczyta i będzie chciał go ściągnąć do siebie. Myślę, że przy trenerze Magierze, który też sam grał w piłkę na dobrym poziomie, każdy talent, który się w Śląsku pojawi, będzie dostrzeżony.
Chciałbyś pójść tą drogą jak Mariusz Pawelec i Piotrek Celeban, czyli zejść ze sceny przez rezerwy?
Myślę, że nie. Już nagrałem się w niższych ligach, jak mnie Legia do rezerw zesłała (śmiech).
Poszedłbyś na piwo z „Adamem z Tłytera”?
Pod warunkiem, że będzie miał prawdziwe konto .
To osoba, która często przedstawia opinii publicznej jakieś całkowicie niedostępne dla innych informacje – sprawia wam dużo problemów?
Są ludzie, którzy jak nam idzie dobrze, to siedzą w norze, a jak przegrywamy, to się wyłaniają na 5 minut.
Chciałbyś coś przekazać kibicom?
Przychodźcie i wspierajcie nas, nie tylko w meczach z silniejszymi przeciwnikami, ale zawsze. Im więcej was będzie przychodzić, tym lepsza będzie atmosfera. Wrocław potrzebuje kibiców, pełnego stadionu i tylko razem możemy zrobić tutaj coś fajnego.
