Magiera: Gra ofensywna jest kozacka
fot.: Mateusz Porzucek
W sobotę o 20:30 w 14. kolejce ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmie Jagiellonię Białystok. Co na konferencji prasowej przed tym spotkaniem miał do powiedzenia trener Jacek Magiera?
Jak wygląda sytuacja kadrowa?
Bartek Pawłowski i Mark Tamas to dwaj zawodnicy, którzy z nami nie trenują. Pozostali byli dzisiaj do dyspozycji, 22 zawodników z pola, natomiast jest kilka powrotów po kilku tygodniach przerwy. Jesteśmy w trakcie rozmowy w sztabie na temat, jak będzie wyglądała 20-tka meczowa i jak będzie wyglądał skład na jutrzejszy mecz.
Może pan powiedzieć coś więcej na temat urazu Marka Tamasa?
Jest to bardzo przewlekły uraz. Trwa dużo czasu i od dłuższego czasu Mark z nim walczy. Jeździł wszędzie, gdzie można było wysłać go na konsultacje - Budapeszt, Serbia, Włochy, cały czas szukamy przyczyny tego bólu. Jeśli zostanie to wyciszone, to Mark może wrócić na kilka dni do treningów, ale to powraca, co nas niepokoi. Szukamy rozwiązania, a nasz sztab czeka podjęcie decyzji, czy to będzie operacja i w jaki sposób, czy też nie. Oraz kiedy. Patrząc na to, co dzieje się z Markiem od dłuższego czasu, to straciliśmy półtorej, dwa miesiące czasu, ale nie siedząc z założonymi rękami, ale szukając rozwiązań. Też nie jest powiedziane, że ten zabieg może całkowicie rozwiązać sprawę. Pierwszą oznaką kontuzji Marka był w czasie, kiedy mnie tu jeszcze nie było. Rozmawiałem z Markiem i sztabem medycznym. Nie wiem, czy pamiętacie taką sytuację, jak Mark na dzień przed meczem w Araracie był na treningu, ale nie wyszedł na mecz. Była to pierwsza przyczyna, czemu nie zagrał i pierwsza taka sytuacja za naszej kadencji. Było to wyciszone, zagrał z Legią, a po meczu z Legią te same problemy. Pojechał na reprezentację, gdzie trenował z bólem i zagrał dwie minuty. Miał zagrać od początku, ale tego nie zrobił, także jest to dosyć duży problem. Jest to zawodnik ważny dla naszego zespołu, a w czerwcu kończy mu się kontrakt, więc te sprawy zdrowotne stawiamy na pierwszym miejscu.
Pięciu istotnym zawodnikom kończy się w czerwcu kontrakt. Czy trener wybiega już gdzieś myślami do tego czerwca?
Umówiliśmy się z dyrektorem sportowym na rozmowę na tę najbliższą przerwę reprezentacyjną, aby na ten temat porozmawiać, bo jest to sprawa bardzo ważna, to jak za jakiś czas drużyna będzie wyglądała, ten kształt drużyny. Nie ukrywam, że jestem ambitny i chcę, aby zespół się rozwijał, grał o czołowe lokaty w lidze. To gwarantujemy tylko wtedy, gdy będzie jak najwięcej jakości w zespole. Wiemy, jaką jakość mają ci zawodnicy i to jest najistotniejsze.
Czy poświęciłby pan część stwarzanego przez Śląsk widowiska, na rzecz większej ilości punktów?
Chciałbym punkty z widowiskiem. Tak chcemy do tego wszystkiego podchodzić. Ja wiem, że w czterech ostatnich meczach Śląsk zdobył tylko trzy punkty, a mógłby mieć tych punktów przynajmniej trzy więcej. Nie mówiąc o czterech, bo jeszcze mecz z Rakowem. Mecz z Lechem był całkowicie dla Lecha, natomiast mecz z Rakowem był 50 na 50. Mecz w Niecieczy to nie do zaakceptowania, że przegraliśmy mecz, w którym po 20 minutach powinniśmy prowadzić 3:0. Strzeliliśmy 2 gole, jeden został nieuznany, mental trochę spadł. Nie jest to żadne usprawiedliwienie, ale kto grał w piłkę, ten wie, że nieuznanie prawidłowo zdobytej bramki, zrzucenie z odpowiedniego toru, daje tlen przeciwnikowi. Termalica wykorzystała nasze niezdecydowanie, naszą pasywność, bo gol stracony na 1:1 był przy dużej pasywności zespołu. Mimo wszystko mecz i tak był do wygrania, a jest przegrany. Z góry spadliśmy na dół emocjonalnie i to potwierdzamy. Gol w ostatniej minucie miał duży wpływ na nasze samopoczucie, a moje to już szczególnie podczas podróży powrotnej do Wrocławia. Wiemy o tym, ale chcemy grać widowiskowo. Jesteśmy zespołem, który patrząc na statystyki, widzimy, że rośnie. Dzisiaj mając pięć punktów więcej w tabeli, co było całkowicie realne, zupełnie inny byłby pogląd na Śląsk. A mimo tych trzech porażek i tak dwóch zawodników jest branych pod uwagę do piłkarza października, co pokazuje tylko i świadczy o rozwoju. Akcje ofensywne stoją na wysokim poziomie, gra ofensywna jest kozacka, bo tak trzeba to powiedzieć, kreujemy mnóstwo sytuacji. To, w jaki sposób nie strzeliliśmy gola w Niecieczy po strzale Stigleca w słupek, Mąki z jedenastu metrów, Exposito, gdzie trafia Loskę w nos, to już rzeczywiście były sytuacje trudne do niewykorzystania, ale to się w piłce zdarza. Dwa gole w drugiej połowie, kiedy byliśmy w ataku, stracone sprawiły, że goniliśmy wynik. Świetna zmiana Adriana Łyszczarza, szkoda, że nie zakończona zwycięstwem czy remisem.
Czy te dwa gole Łyszczarza sprawiają, że jest bliżej składu?
Wszystko bierzemy pod uwagę i bardzo się cieszę, że Adrian wszedł i dał tak dobrą zmianę. Jeśli zawodnik wejdzie na boisko i nic nie wniesie do zespołu, to następnym razem tej szansy nie dostanie, bo będziemy mieli to w pamięci. Dzisiaj Adrian jest zapamiętany z tego, że strzelił dwa gole po bardzo dobrych akcjach i był motorem napędowym. To, czy dzisiaj zdecydujemy o tym, czy on wyjdzie jutro w podstawowym składzie, czy też nie, nie ma żadnego znaczenia w patrzeniu na Adriana. Jeśli będzie dalej tak się prezentował, to te szanse będzie dostawał. Ma budować swoją pozycję w Śląsku i ma być cierpliwym. Czasami są takie sytuacje, że zawodnik da więcej drużynie wchodząc z ławki niż od początku, co też bierzemy pod uwagę. Adriana znam bardzo dobrze, widzę, że jest bardziej dojrzałym zawodnikiem i człowiekiem. Dzisiaj patrzymy na niego przez pryzmat seniora, a jeszcze rok temu był taki młodzieżowiec z myśleniem juniora. To się zmienia i to cieszy. Ma pracować i być gotowy. W jakim wymiarze czasowym będzie jutro brany pod uwagę, to się okaże.
Czy Łyszczarz może być przywódcą grupy, czy ma odpowiednie cechy mentalne, aby być kapitanem?
Inaczej prowadzi się zespół rówieśników, a inaczej zespół seniorski. Nie ma porównania. Adrian był jednym z kapitanów reprezentacji młodzieżowej, tam był też Tymoteusz Puchacz i Radosław Majecki, my nie mieliśmy lidera takiego z prawdziwego zdarzenia też poza boiskiem, żeby powiedzieć, że to jest człowiek stworzony do noszenia opaski i bycia prawdziwym liderem. Takim zawodnikiem w tej drużynie był Radosław Majecki, bramkarz, który tę opaskę dostał na mecz z Włochami i Senegalem. Adrian był bardzo ważną częścią zespołu, ale nie był jednocześnie liderem, od którego byśmy zaczynali wystawianie składu, bo Adrian często siedział też na ławce rezerwowych. Nie porównywałbym tego, jak ten zawodnik funkcjonuje w szatni Śląska i reprezentacji młodzieżowej. Był ostatnio w Rzeszowie i jeden z trenerów nie poznał go, patrząc na jego sylwetkę i patrząc na to, jak się porusza. Zadzwonił do mnie i powiedział, że są to już takie seniorskie ruchy. Pokazał to tam na boisku i pokazał też w Niecieczy. Ten mecz w Niecieczy z pewnością na długo zapamięta i niech to będzie dla niego trampoliną.
Jak skomentuje pan, że Praszelik został młodzieżowcem września, za chwilę może zostać najlepszym zawodnikiem października, a nawet nie ma go w reprezentacji?
Ja mogę o nim powiedzieć taką rzecz, że rozwija się cały czas. Jest w bardzo dobrej dyspozycji i praca, którą z nim wykonujemy, przynosi bardzo dobre efekty w postaci goli i asyst, ale też brania odpowiedzialności. Mateusz gra dzisiaj nie dlatego, że jest młodzieżowcem, ale dlatego, że wygrywa rywalizację i jest zawodnikiem pełnoprawnym w drużynie. To cały mój komentarz do tego, jak prezentuje się Mateusz, chociaż uważam, że nie jest to jego sufit. W niedalekiej przyszłości może być brany pod uwagę, aby trafić do dobrego europejskiego klubu. Konstrukcja młodego zawodnika jest różna i to, co mówi się do nich trafia czasem po pół roku, czasem po roku, ale Mateusz jest zawodnikiem, który w miarę szybko to wszystko łapie. Dlaczego nie jest powoływany? Tu trzeba rozmawiać z trenerem Stolarczykiem, który jest odpowiedzialny za reprezentację. Byłem trener reprezentacji i miałem swój sposób prowadzenia drużyny. Pytanie powinno być skierowane do selekcjonera i ja nie wnikam w to, co się dzieje. Rozmawiałem z Mateuszem i powiedział, że dostał informację od trenera Stolarczyka miesiąc temu, że nie pojedzie na zgrupowanie. Co będzie z nim dalej, to zobaczymy. Jestem przekonany, że dużo może osiągnąć.
Czy ostatnie mecze zweryfikowały Śląsk jako średniaka, czy jednak widzi pan, że Śląsk może być spokojnie w top 4?
Mecz z Lechem widzieliśmy, mecz z Rakowem 50 na 50 i takich meczów, gdzie można powiedzieć, że traci się punkty przez błąd indywidualny każdy zespół ma bardzo dużo. Na koniec nikogo to nie interesuje. Dzisiaj nie pokazujemy gola Exposito w meczu z Wisłą Płock, jako gola po pięknej akcji zespołowej, tylko pokazujemy przez pryzmat narysowanej linii i pięty Schwarza. Jestem zdania, że drużyna robi progres. Nie widać tego w tabeli. Gdybyśmy mieli 5-6 punktów więcej, to byśmy powiedzieli, że jest to drużyna do zajęcia miejsca medalowego. Dzisiaj do miejsca medalowego brakuje nam bardzo dużo i każdy kolejny mecz jest aby gonić czołówkę. Każda strata punktów może oznaczać, że będziemy grali o nic. Do tego dopuścić nie chcemy. Patrząc na budżet i kadrę, Śląsk nie jest zespołem, który powalczy o mistrzostwo Polski i będzie faworytem, ale to mistrzostwo zdobywały drużyny, które grały równo. My równo nie gramy, tracimy punkty w sposób taki, gdzie te mecze są do wygrania. Świadomość, gotowość i poświęcenie to rzeczy, które muszą być w standardzie każdego zawodnika Śląska.
Czy przez błędy indywidualne dopuszcza pan możliwość roszad w składzie?
Są różne drogi, można wymienić całą linię obrony, ale można też doskonalić, zgrywać, każda droga jest inna, ale ważne, aby była skuteczna. Byliśmy w ataku pozycyjnym w Niecieczy, strzelając trzy gole tam, nie mamy prawa przegrać. Szczególnie, w taki sposób, w jaki straciliśmy. Exposito miał piłkę, do gry pokazał mu się Verdasca i nagłe poślizgnięcie odkrywa całą stronę. Trudno, żeby w momencie, kiedy Erik prowadzi piłkę, nasza obrona stała w piątkę i czekała na stratę, bo jest to faza przejściowa i tę fazę wykorzystał przeciwnik. Przy bramce Wojtka Golli wprowadzenie piłki zamiast podanie na 30 metrów też byłoby lepszym rozwiązaniem, potem łańcuszek błędów w linii obrony posypał całą sytuację. Chcemy grać odważnie, co widać po statystykach, po tym ile jesteśmy w trzeciej strefie. Wszystko idzie w górę i cieszymy się z tego. Ja wiem, że nie każdy to zobaczy, bo najczęściej liczy się suchy wynik, natomiast widzimy progres. Ale chcemy też wygrywać.
Czy pan spodziewa się jutro trudnego meczu?
Trudno powiedzieć, ktoś fajnie napisał, że pierwsze 10 minut meczu w Niecieczy było przedłużeniem meczu w Krakowie, bo tak to było. Drużyna strzelała kolejne gole. Chcemy kontynuować passę, jeśli chodzi o stwarzanie szans w ofensywie, ale chcemy też być skuteczni w defensywie. Oczywiście, nie można porównywać Jagielloni do Termaliki i Wisły Kraków, bo każdy ma swoje atuty i wady. Mnie interesuje Śląsk i to, jak my zagramy. Chcemy być na wysokim stanie emocjonalnym, żeby sytuacje, które mają miejsce, nie wpływały na nas negatywnie. Sytuacje z zabraniem nam bramki wpłynęła na nas negatywnie, na mnie też. Straciłem dużo energii na rozmowę z sędzią, wiedząc, że popełnił błąd, bo od razu takie sytuacje do nas dochodzą i wiedząc, że ten gol dałby większą siłę rozpędu. Nad tym trzeba pracować, nad energią, aurą. Energia nie oznacza, że trzeba być głośnym, tylko to, co sobą reprezentujesz i jaki masz wpływ na inne zdarzenia. Także gramy o zwycięstwo, liczymy, że będziemy bardziej skuteczni w ataku i obronie.
Mamy analizę dla zawodników, wiemy o nich dużo. Najważniejsi jednak jesteśmy my, bo można wiedzieć dużo o przeciwniku, nie znając własnego zespołu. Nie chcę tutaj mówić, czy brak Czernycha czy kogokolwiek innego wpłynie na nich pozytywnie, czy negatywnie. Wyjdą w jedenastu i każdy z tych zawodników będzie chciał się pokazać. Potwierdzić to, że trener się nie zawiódł wystawiając go w podstawowym składzie. Zaczynamy jedenastu na jedenastu i każdy zawodnik jest ważny. Tak jak w Niecieczy, gdzie wielu kręciło głową, że schodzi Exposito, a wchodzi Łyszczarz, nikt przed meczem nie stawiałby, że Łyszczarz strzeli dwa gole. Nagle po meczu ktoś może spytać, dlaczego Łyszczarz nie grał 20 minut tylko 10, bo może strzeliłby 3 albo 4. To jest sport, to jest piłka, gdzie wiele rzeczy dzieje się w ułamku sekundy.
Czy na przerwę reprezentacyjną planowane są sparingi?
Nie, planując nasz czas na przerwy zakładaliśmy, że przy pierwszej przerwie zagramy towarzysko z polskim zespołem, w drugiej z dobrym przeciwnikiem, a trzecia będzie na pracę indywidualną. To jest listopad, zupełnie inny etap pracy z drużyną. Ci zawodnicy, którzy będą mogli zagrać mecz w drugim zespole, będą tam grać. Wiemy, że w związku z przepisami nie każdy będzie mógł to zrobić. Resztę czasu poświęcimy na pracę formacyjną i indywidualną.
Mając dwóch tak zbliżonych poziomem bramkarzy, rozważa pan zmianę na Jagiellonię?
Bramkarz jest tą osobą, która jako ostatnia może naprawić błąd kolegi na boisku, a czasami jest pierwszy krytykowany, że mógł zrobić więcej. Tak samo przykład, złudzenie z tą linią narysowaną przy bramce jest takie, że pierwszą akcję mógł wybić, czwartą sparować, natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że na telewizorze możemy sobie to zatrzymać, nagrać z drona, natomiast ułamek sekundy na boisku i decyduje instynkt. Jeden krok w lewo czy prawo. Michał nas wiele razy ratował w meczach, czasami miał sytuację, gdzie nic nie musiał robić. W Niecieczy po dwóch rekontrach nie miał nic do powiedzenia. Michał jest w dobrej dyspozycji i mu ufamy. Nie będziemy robić zmian na siłę, natomiast jest 48 godzin i nic nie wykluczajmy, bo jest katar, jest kaszel, różne rzeczy, które dziś często decydują, czy ktoś zagra, czy nie, dlatego życzę dużo zdrowia piłkarzom i wam.