Magiera: Śląsk był bardzo zdeterminowany
fot.: Mateusz Porzucek
"Moje spotkanie z prezesem Zbigniewem Bońkiem też trwało 15 minut. On mnie doskonale rozumiał. To jest człowiek piłki, który wie, że ja też chcę się rozwijać, że jestem ambitny." - mówił Jacek Magiera.
Nowy szkoleniowiec Śląska bardzo dobrze rozpoczął swoją współpracę z klubem i w pierwszych dwóch spotkaniach zgarnął 4 punkty. Co jednak ważniejsze wrocławianie zaczęli grać atrakcyjny dla oka futbol, a poziom oraz kultura ich gry stoją na znacznie wyższym poziomie niż miesiąc temu. Na łamach portalu sport.pl trener Jacek Magiera opowiedział o kulisach odejścia z Polskiego Związku Piłki Nożnej, a także o swoich początkach z wrocławskim zespołem.
"Uznałem, że pozostanie na tym stanowisku nic nie wniesie do mojej kariery trenerskiej. Bo ile można pić kawę? Wytrzymasz tydzień, dwa, a potem zaczniesz myśleć. Pojawią się problemy z samym sobą, których ja nie lubię. Jestem ambitny i chce przede wszystkim pracować" - mówił o odejściu z PZPN.
"W 2020 roku miałem rozegrać z kadrą osiem oficjalnych spotkań, a rozegrałem tylko dwa, bo reszta została odwołana. Bywało nawet, że w ostatniej chwili, bo przed meczami z Czechami i z Danią już siedzieliśmy w autokarze. Zamiast przeprowadzić ponad 50 treningów w kadrze, byliśmy w stanie przeprowadzić tylko dziesięć"
Oprócz znikomej liczby treningów na decyzję Jacka Magiery wpłynęły również odwołane mistrzostwa, o których mówił chwilę później.
"To w zasadzie przyspieszyło moją decyzję, bo po mistrzostwach, na które planowaliśmy się oczywiście zakwalifikować i tak chciałem rozstać się z futbolem młodzieżowym. Nastąpiło to szybciej, a moje spotkanie z prezesem Zbigniewem Bońkiem też trwało 15 minut. On mnie doskonale rozumiał. To jest człowiek piłki, który wie, że ja też chcę się rozwijać, że jestem ambitny. Dlatego nie próbował mnie na siłę zatrzymać w PZPN, ale z drugiej strony w ostatnich miesiącach też nie miał mi czego zaoferować" - tłumaczył trener Magiera.
Szkoleniowiec odniósł się również do pierwszych kontaktów ze Śląskiem i szybszym niż planował objęciu wrocławskiej drużyny.
"Już dzień po odejściu z PZPN odebrałem pierwszy telefon z Wrocławia, a potem jeszcze jeden. To były długie cztero-, pięciogodzinne rozmowy. Śląsk był bardzo zdeterminowany, choć początkowo rozmawialiśmy o tym, że przejmę zespół od nowego sezonu. Sytuacja się jednak zmieniła. Pamiętam, że odebrałem kolejny telefon w sobotę i dostałem pytanie, czy w poniedziałek mogę stawić się na treningu. Spojrzałem się tylko na żonę i powiedziałem, że jadę" - skomentował Magiera.
źródło: sport.pl