Magiera: W tym sezonie ciągle można dużo wygrać
fot.: Krystyna Pączkowska / slaskwroclaw.pl
Nowy trener Śląska Jacek Magiera w pierwszej wypowiedzi po podpisaniu kontraktu w rozmowie z oficjalną stroną klubu opowiedział o swoich planach, oczekiwaniach i pomyśle na pracę we Wrocławiu.
O celach...
Chcemy być zespołem, który będzie wygrywał, a każdy patrząc na tabelę może sobie sam odpowiedzieć na pytanie co jest jeszcze w tym sezonie do wygrania. Poprzez dobrą grę można jeszcze w tym sezonie dużo zyskać, cały czas jest szansa, by zerkać w kierunku górnej części klasyfikacji i to nas interesuje. Każdy zawodnik przed najbliższymi meczami ma sobie postawić cel, o który będziemy walczyć, my również taki cel postawimy.
W kolejnych tygodniach będziemy dużo rozmawiać, poznawać się nawzajem, ale to nie zwalnia nas z obowiązku grania o jak najwyższe lokaty w lidze. Taki będzie przekaz. Cele długoterminowe? Poprzeczkę zawsze stawiałem sobie bardzo wysoko, także ustaliliśmy, że chcemy, by Śląsk z każdym sezonem znajdował się na coraz wyższym miejscu w tabeli.
O wiedzy na temat nowej drużyny...
Nie jest tak, że przychodzę do miejsca, gdzie są piłkarze, z którymi nie miałem do czynienia. Oglądam ekstraklasę, jako selekcjoner reprezentacji U-19 bywałem na Stadionie Miejskim na meczach Śląska, widywałem też ten zespół w spotkaniach wyjazdowych. O każdym zawodniku mogę sporo powiedzieć jak się prezentował do tej pory. Oczywiście teraz, kiedy wchodzę do szatni jako trener moja wiedza o tej ekipie będzie zdecydowanie większa. Będziemy starali się doprowadzić do takiej sytuacji, kiedy jak najlepsze poznanie tych zawodników i model gry spowodują, że zespół będzie się dobrze czuć na boisku.
O pracy z młodymi piłkarzami...
Nigdy nie dzieliłem zawodników na młodzieżowców i nie-młodzieżowców. Młodzieżowiec rywalizuje z każdym piłkarzem, on ma napierać na tych bardziej doświadczonych, a starsi powinni czuć pozytywne zagrożenie ze strony młodych piłkarzy chcących grać w pierwszym zespole Śląska. Tak będzie też teraz. Oni muszą wiedzieć, że wyłącznie od ich zaangażowania i pracy zależy czy wyjdą w pierwszym składzie. Nie patrzymy w metrykę.
Gramy takimi zawodnikami, którzy w danym momencie będą w najlepszej dyspozycji. Mamy dwa tygodnie do pierwszego meczu ligowego. Jest czas na pracę, a także na to, by w sobotę zobaczyć rezerwy Śląska w II lidze. Ich miejsce na szczeblu centralnym to również coś bardzo ważnego w kształtowaniu młodych piłkarzy.
O tym jak wyobraża sobie pracę ze Śląskiem...
Wrocław jest pięknym miastem, miałem okazję kilka razy tutaj być. Śląsk to wielki klub ze swoimi aspiracjami oraz celami. Wiem i widzę, że jest to miejsce, które w każdym momencie może się jeszcze bardziej rozwinąć. To było jednym z powodów, dlaczego podjęliśmy rozmowy ze Śląskiem Wrocław. Jestem z tego powodu zadowolony, natomiast zawsze jestem zdania, że lepiej więcej robić, pracować i pokazywać czynami niż opowiadać. Chciałbym, żeby nasza współpraca była widoczna i wskazywała, że Śląsk jako klub, drużyna jako drużyna oraz każdy zawodnik indywidualnie rozwija się, to znaczy idzie w dobrym kierunku do przodu.
O różnicach między pracą w klubie i kadrze...
Specyfikacja pracy trenera klubowego i reprezentacyjnego jest zupełnie inna. W klubie skupiamy się na codziennej pracy oraz kształtowaniu zawodników. Natomiast na zgrupowaniach to przede wszystkim selekcja, kontrola tego, co reprezentanci robią pomiędzy kolejnymi przyjazdami na kadrę, a także mała liczba jednostek treningowych, które mamy do przeprowadzenia. Zarówno jedna, jak i druga praca jest bardzo rozwojowa, ktoś kto ma pasję na pewno może z tego czerpać i się cieszyć.
Bardzo sobie cenię, że przez ostatnie trzy lata miałem możliwość pracy w komfortowych warunkach w PZPN. Prowadzona przeze mnie reprezentacja U-20 grała z najlepszymi – po trzy razy z Niemcami i Włochami, po dwa z Portugalią, Holandią, mistrzem Afryki, mistrzem Azji. Te doświadczenia są na pewno cenne, ale cieszę się, że wracam już do piłki klubowej, czyli miejsca, gdzie na co dzień można pracować z zawodnikami i co tydzień rozgrywać mecze ligowe.