''Mają to, czego brakowało w poprzednim sezonie'' (OPINIA EKSPERTA)

''Mają to, czego brakowało w poprzednim sezonie'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W niedzielnym meczu 28. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Rakowem Częstochowa. O awansie do finału Pucharu Polski, rotacjach w bramce i ofensywie oraz przyszłości trenera Marka Papszuna rozmawiamy z Tomaszem Gancarkiem, dziennikarzem Radia Katowice.



 

Raków Częstochowa w środę wywalczył awans do finału Pucharu Polski, a po zasłużonym zwycięstwie 1:0 z Legią Warszawa martwić może chyba tylko słaba skuteczność?

To było naprawdę zaskakujące, że bramka ustępującego mistrza Polski okazała się aż tak bardzo zaczarowana dla zespołu trenera Marka Papszuna. Raków stworzył sobie mnóstwo dogodnych sytuacji i ten czasownik nie jest przypadkowy, bo rzeczywiście oglądaliśmy zaplanowane, dobrze przeprowadzane akcje gospodarzy, ale czegoś brakowało, by piłka wpadła do siatki. Trzeba też oddać austriackiemu golkiperowi Legii Richardowi Strebingerowi, że w kilku sytuacjach bronił naprawdę cudem.

Jest prawo gry na Stadionie Narodowym, jest także pozycja wicelidera ekstraklasy z punktem straty do prowadzącej Pogoni. Raków to też jedyny zespół w lidze, który w 2022 roku ciągle nie przegrał, czy to już taki rytm, który pozwala myśleć nawet o dublecie?

Mam wrażenie, że w Częstochowie mało kto używa takiego określenia. Ono gdzieś tam się przewija, na przykład podczas konferencji prasowych czy wywiadów trenera Papszuna, ale takiej jasnej deklaracji nikt nie chce złożyć. Drużyna i jej wyniki świadczą same za siebie, Raków faktycznie jest ostatnim niepokonanym zespołem po zimowej przerwie, a czy to zespół na mistrzostwo oraz Puchar Polski? Jak najbardziej. Myślę, że gra, którą pokazują w tej chwili częstochowianie, każe mimo wszystko stawiać ich jako głównego kandydata do zdobycia tytułu. Natomiast oczywiście ciągle nie można odbierać niczego Lechowi Poznań i Pogoni Szczecin, bo to też są dwie świetne drużyny. Wydaje mi się, że w tym sezonie walka o mistrzostwo kraju może rozstrzygnąć się nawet w ostatniej kolejce.

Mówimy o Pucharze Polski, jednak na podkreślenie zasługuje również zwycięstwo Rakowa z poprzedniej kolejki na stadionie Warty Poznań (2:0). Zespół Papszuna wcale nie jechał przecież do Grodziska Wielkopolskiego jako zdecydowany faworyt, a jednak potrafił udowodnić swoją jakość i bez kłopotów wypunktować ambitnego rywala.

To jest coś, czego w poprzednim sezonie brakowało drużynie spod Jasnej Góry, czyli pewność, że nawet jeśli nie zagramy koncertowo, to jesteśmy w stanie z dużym spokojem zgarnąć trzy punkty. Oczywiście, Warta próbowała i miała swoje okazje, ale w gruncie rzeczy wydaje mi się, że Raków wygrał z chłodną głową, a co najważniejsze w pełni zasłużenie. Zgoda, gospodarzom przytrafiły się dwa błędy, najpierw samobójcza bramka Roberta Ivanova, zaś po przerwie kuriozalna interwencja Adriana Lisa przy uderzeniu Iviego Lopeza, ale takie sytuacje też trzeba umieć sprokurować. To też nie jest tak, że piłkarze z Poznania sami sobie strzelali gole, coś wcześniej doprowadzało do wywalczenia tego rzutu rożnego i rzutu wolnego. Raków zapracował na bramki, było w tym wszystkim trochę szczęścia, natomiast zespół Papszuna już nieraz w tym sezonie pokazywał, że nawet jak długo nie idzie, to oni tak mocno dążą do tego trafienia, że po końcowym gwizdku mogą się cieszyć.

Z Wartą między słupkami, po raz pierwszy w ekstraklasie od października, stanął Kacper Trelowski, który zastąpił powszechnie chwalonego od dawna Vladana Kovacevicia. Dlaczego trener Papszun podjął taką decyzję i jaka teraz jest sytuacja bośniackiego golkipera?

Sytuacja Kovacevicia jest klarowna, on nadal jest bramkarzem numer jeden Rakowa, tyle że przeciwko Warcie nie mógł zagrać wykartkowany Ben Lederman. A nie oszukujmy się, opiekun wicemistrza Polski, podobnie jak wielu innych szkoleniowców w naszej lidze, nie ma dwóch – trzech młodzieżowców, którzy mogliby od razu wskoczyć do wyjściowego składu i stanowić o jego sile. Trzeba było zatem zdecydować, albo skrzydłowy Wiktor Długosz albo właśnie Trelowski, mam wrażenie, że z tej dwójki dużo lepszym pomysłem było postawienie na bramkarza. On pokazuje się z naprawdę dobrej strony, choć w tym roku skończy dopiero 19 lat, a przy okazji myśl w Częstochowie jest też taka, by tego chłopaka budować. Jeżeli to ma być, zgodnie ze słowami właściciela klubu Michała Świerczewskiego, pierwszy wychowanek w historii Rakowa, który zostanie sprzedany za milion euro, to Trelowski musi grać. Nie może tylko patrzeć na wydarzenia z perspektywy ławki rezerwowych, czy rywalizować z Kovaceviciem na treningach, tylko uczestniczyć w prawdziwych meczach i uważam, że to była bardzo dobra decyzja, by postawić na niego w 27. kolejce. Ten sam temat pojawił się również w środę, bo w Pucharze Polski przepis o młodzieżowcu dotyczy już dwóch zawodników – Lederman mógł grać, a naturalnym wyborem między słupkami także przeciwko Legii był Trelowski. Myślę, że w walce o finał ten zawodnik nie popełnił ani jednego błędu.

W składzie na mecz z Wartą uwagę przykuło również nazwisko nowopozyskanego 22-letniego Białorusina Ilji Szkurina, który zadebiutował w wyjściowej jedenastce. Jaki to zawodnik i czy taką szansę należy traktować jako wotum nieufności Papszuna wobec zwykle nieskutecznych Vladislavsa Gutkovskisa i Sebastiana Musiolika?

Wydaje mi się, że Łotysz broni się nie tylko liczbami, ale również pracą, jaką wykonuje na boisku. Moim zdaniem w pucharowym meczu z Legią widzieliśmy naprawdę radykalną zmianę gry ofensywnej Rakowa, gdy Gutek pojawił się na murawie od początku drugiej połowy. Trudno jest mi przewidzieć, jakie będą dalsze losy Musiolika, natomiast Szkurin jest piłkarzem o potencjale, którego szuka Marek Papszun. To zawodnik wysoki, dobrze grający tyłem do bramki. Jasne, gdy wyszedł od pierwszej minuty w Grodzisku Wielkopolskim, niczym specjalnym nie błysną. Nie odkrył prochu, nie sprawił, że wszystkim otworzyły się oczy i raptem powiedzieliśmy: „Rany boskie, jakiego świetnego piłkarza ma Raków”. Natomiast oczywiście to jest chłopak o fajnej przeszłości, sądzę, że w Częstochowie może być z nim jak z kilkoma innymi piłkarzami, a przykład, który mi się nasuwa to Deian Sorescu. Rumun przyszedł tej zimy z Dinama Bukareszt za milion euro, jednak to wcale nie oznaczało, że zawodnik z urzędu będzie miał miejsce w podstawowym składzie. Nic z tych rzeczy, to miejsce musiał sobie wywalczyć. Przypuszczam, że Szkurin może mieć drobne zaległości treningowe, ale przecież z czasem je oczywiście nadrobi. Już tylko kataklizm mógłby odebrać Rakowowi awans do europejskich pucharów, więc zespół będzie potrzebował szerokiej kadry, by z sukcesami rywalizować na trzech frontach.

W ostatnich miesiącach równie często, co o piłkarzach Rakowa mówiło się o jego szkoleniowcu, który był mocno kuszony przez Legię Warszawa. Marek Papszun zimą co prawda przedłużył kontrakt do końca przyszłego sezonu, jednak czy nie ma obaw, że była to tylko zagrywka taktyczna, a temat Łazienkowskiej lub innego klubu, w najbliższym czasie powróci?

Zastanawiam się nad tym, Legia na pewno kusi trenera Papszuna i mam wrażenie, że nie tylko kwestiami finansowymi, które mogłyby być lepsze niż w Częstochowie, ale jakimś sentymentem ten szkoleniowiec klub ze stolicy na pewno darzy. Czy ten nowy roczny kontrakt to jest straszak dla Michała Świerczewskiego? Ciężko mi powiedzieć, przecież w przestrzeni medialnej pojawiają się nawet pogłoski, jakoby obecny opiekun Rakowa w ogóle zastanawiał się nad zakończeniem kariery. Trochę robi nam się z tego epopeja, a może warto byłoby po prostu podpisać kontrakt na trzy – cztery sezony, bo Marek Papszun ciągle ma przecież do wykonania swoje zadanie przy Limanowskiego. Nawet gdyby okazało się, że w tym sezonie zrobi dublet, to przecież ciągle czekają europejskie puchary, faza grupowa jakichkolwiek rozgrywek, nie mówiąc o Lidze Mistrzów. Na arenie międzynarodowej trener Papszun ze swoim zespołem tak naprawdę jeszcze się nie pokazał. Trener Rakowa mocno ukrywa swoje plany, dozuje informacje dotyczące przyszłości, może czasami puszcza tylko jakieś pojedyncze sygnały. Trudno mi określić, czy po wypełnieniu obecnego kontraktu nadal będziemy go widzieć na ławce pod Jasną Górą.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.