''Mam czyste sumienie'' - J. Żurek
Prezentujemy część wywiadu z trenerem Janem Żurkiem, w którym oczywiście nie zabrakło odniesień do pracy Śląska Wrocław. Cały wywiad we wtorkowym wydaniu dziennika „Sport”. - Zapewne inaczej wyobrażał pan sobie wrocławską przygodę...
- Gdybym od początku sezonu dysponował tą drużyną, którą udało się zbudować zimą, to rozgrywki kończylibyśmy pewnie w innych nastrojach. Przecież, gdyby nie potknięcie w ostatniej kolejce, to w tabeli wiosny bylibyśmy w pierwszej trójce. To o czymś świadczy. Jestem zadowolony ze swojej pracy. Mam czyste sumienie.
- W Śląsku na komfort pracy raczej nie mógł pan liczyć...
- Nieustannie ciążyła nade mną wizja wejścia do klubu władz miasta, a wraz z nimi - nowego trenera. Na pewno nie pomagało mi to w pracy, ale byłem na to przygotowany. Mój cel był więc jasny: przebudować zespół i zostawić następcy solidny szkielet.
- Tyle tylko, że ten szkielet jest właśnie konsekwentnie kruszony. Mówi się nawet o czyszczeniu po Żurku...
- No to spójrzmy tylko, jakie czyszczenie było po Tarasiewiczu w Białymstoku. Każdy ma prawo do budowania drużyny wedle własnego punktu widzenia i ja to szanuję.
- Tym razem chodzi bardziej o dysproporcje w poziomie wynagrodzeń...
- Ja nie wiedziałem, kto ile zarabia, bo to nie należało do moich kompetencji. Temat rozdmuchały media. Piłkarze nie skarżyli się na swoje zarobki. System wypłat i premii był tak skonstruowany, że każdy mógł podnieść pieniądze z boiska.
- Tęsknota za piłką pojawi się pewnie lada chwila...
- Pewnie tak. Kocham to, co robię. Mój zawód wymaga, by myśleć o futbolu 24 godziny na dobę. A każdy wie, że ja jestem wariat na punkcie piłki...
źródło: Sport
