Mamrot: Śląsk nie jest w dołku
fot.: Mateusz Porzucek
Trener Jagiellonii Białystok Ireneusz Mamrot odpowiedział na pytania dziennikarzy przed piątkowym meczem 14. kolejki ekstraklasy ze Śląskiem. Nasze relacje ze spotkania na Stadionie Wrocław będziecie mogli śledzić TUTAJ.
Pytanie dotyczące kadry, która pojedzie do Wrocławia – zmiany muszą zajść, bo będą dwie pauzy za kartki (Błażej Augustyn i Fedor Cernych – przyp. red.), co się zmieni?
Tylko Michał Pazdan trenował indywidualnie, z nim sytuacja w tej chwili też jest 50/50. Oczywiście, pojedzie z nami, natomiast co do gry, to każdy dzień więcej zadziałałby na jego korzyść, ale to też jest już jakiś okres bez treningu, więc później też pewien problem. Organizmu nie oszukasz, jeśli odpuścisz jeden czy dwa treningi to jest inaczej, ale jeżeli ta kontuzja już się ciągnie, to na pewno jest znak zapytania. W dalszym ciągu nie mamy także Pavelsa Steinborsa, a reszta zawodników jest cały czas, tak jak była.
Poprzedni mecz z Piastem (3:3) był bardzo ładny, ale nie zmienia to faktu, że w dwóch ostatnich występach Jagiellonia straciła osiem goli, a Śląsk w tym czasie osiem strzelił. Brzmi groźnie.
Jasne, że irytuje nas ta sytuacja. Mamy takie skoki, że gramy dwa – trzy mecze, w których nie tracimy bramek, albo tracimy jedną w trzech meczach. Trzeba sobie jednak też powiedzieć, że to były sploty okoliczności. Przy pierwszym golu z Piastem tak naprawdę trudno było zareagować, to była bardzo ładna akcja rywala – straciliśmy piłkę, a oni wyprowadzili szybką kontrę. Druga sytuacja, zupełnie niegroźna, a sprokurowaliśmy rzut karny. Trzecia? Z takiego miejsca tak uderzyć naprawdę nie jest łatwo. Piast oddał tak naprawdę trzy celne strzały i zdobył trzy bramki, to boli nas podwójnie, bo patrzyliśmy na statystyki pomeczowe. Kiedy my mieliśmy takie, na naszą niekorzyść z Pogonią, to przegraliśmy 1:4, a tutaj było odwrotnie.
Współczynnik możliwości zdobycia bramki mieliśmy czterokrotnie wyższy od Piasta i zremisowaliśmy mecz. To na pewno coś, co ciężko nam zaakceptować, ale niestety, musimy utrzymywać koncentrację. Są też takie mecze, w których bramkarz potrafi wybronić nasze sytuacje niemożliwe do wybronienia. Na przykład w Szczecinie, gdzie zagraliśmy słabsze spotkanie, ale gdybyśmy wykorzystali sytuację Cernycha, a później Jesusa Imaza na 3:2, różnie ten mecz mógł się potoczyć, a tak to Dante Stipica pomógł zespołowi. Żeby było jasne, Xavier Dziekoński nie zawinił przy żadnej ze straconych bramek, natomiast czasami jest tak, że bramkarz obroni taką piłkę, która wydaje się, że jest już w siatce. Taka spektakularna interwencja na pewno pomogłaby drużynie, ale i samemu Xavierowi.
Czy chce pan ustawić swój zespół znowu tak ofensywnie jak w ostatnim meczu? Wydaje się, że Śląsk dużo więcej plusów ma z przodu niż z tyłu.
Zmieniliśmy ustawienie na 3-4-3 w spotkaniu z Piastem i dzisiaj na pewno jesteśmy bliżej tego, aczkolwiek też rozważamy inne, nie chcę mówić jakie. Trenowaliśmy tak i tak. Zgadzam się, że Śląsk jest bardzo mocny w ofensywie, na to też na pewno musimy zwracać uwagę.
Śląsk być może jest w dołku, bo w czterech poprzednich meczach poniósł trzy porażki, czy upatrujecie w tym szansy?
Nie zgadzam się, wy oceniacie wszystko przez pryzmat wyników. Dla mnie dołek zespołu jest wtedy, kiedy zespół gra słabiej oraz nie stwarza sytuacji. Śląsk w Niecieczy tak naprawdę po kwadransie mógł sobie zamknąć mecz i dzisiaj nikt by o tym nie mówił. Moja ocena przeciwnika na pewno różni się od waszej. Z Bruk-Betem wyszli od wyniku 1:3 do 3:3, popełnili błąd w ostatniej akcji i dlatego przegrali, ale patrząc na ich dyspozycję, to uważam, że są w bardzo dobrej. Dwa tygodnie temu wygrali z Wisłą w Krakowie 5:0, wygrać w takim stosunku na wyjeździe to jest duża sztuka, zwłaszcza w naszej lidze i absolutnie nie podchodzimy do tego tak, jakby to był jakiś ich dołek. To w ogóle odpada. Jeśli popatrzymy, jak Śląsk punktuje na własnym stadionie, to też musimy zwrócić na to uwagę. Przede wszystkim jednak musimy mocno patrzeć na siebie i to powiedziałem drużynie. Musimy zagrać inaczej niż w tym wspominanym meczu w Szczecinie, który stanowi spory materiał do przemyśleń i reakcji. Spotkanie zawsze można przegrać, natomiast wychodzi się na boisko po to, żeby wygrać, tego będę oczekiwał od swojej drużyny we Wrocławiu.
Jakie wskazałby pan różnice, jeśli chodzi o ustawienie i grę Jagiellonii oraz Śląska?
My ustawienie zmieniliśmy dopiero w ostatnim meczu, czy tak to będzie wyglądało w piątek zobaczymy, mamy dwa do wyboru. Śląsk gra w tym momencie na pewno bardzo ofensywną piłkę, mają zawodników ofensywnych, są bardzo mocni po odbiorze, w ataku szybkim. Z tego musimy sobie zdawać sprawę, bo są Mateusz Praszelik, Robert Pich, Erik Exposito czy jeszcze kilku zawodników, więc to naprawdę duża jakość. Widać to zresztą w liczbach bramek Hiszpana, Słowaka albo asyst młodzieżowca. Nie wolno im zostawiać dużo miejsca, a tak zrobiliśmy z Pogonią i widzieliśmy, jak to się skończyło.
23 bramki Śląska to czołówka ligi.
Wymieniłem tych zawodników ofensywnych, którzy potrafią strzelać gole, to jest na pewno ich duży atut, ale mają też dobrych piłkarzy na wahadłach. Oni oczywiście bardzo dużo podłączają się do akcji w ataku, więc Śląsk to zespół ukierunkowany mocno na ofensywę. Na pewno jest różnica w stosunku do tego, jak grali wcześniej, za trenera Magiery to jest inna filozofia. Cała sztuka polega na tym, żeby nie dać się zdominować, i pozwolić narzucić warunki gry. Jeśli do czegoś takiego doprowadzimy, to będzie kwestia „wyroku”. Chcemy być mądrzejsi o jakieś mecze i ten mecz z Pogonią, nie sama porażka, bo ona zawsze boli, ale przede wszystkim ta pierwsza połowa, nasze podejście. Zrobimy wszystko, żeby we Wrocławiu to wyglądało dużo lepiej.