Mecz przyjaźni na remis: Śląsk - Lechia 1:1 (1:1)

Zespół Śląska wreszcie mógł zagrać przy ul. Oporowskiej. Magia własnego stadionu miała pomóc piłkarzom w odniesieniu zwycięstwa. Niestety wrocławianie wywalczyli tylko jeden punkt. W kolejnym meczu żaden z graczy WKS-u nie znalazł sposobu na pokonanie bramkarza rywali. Okazało się jednak, że piłkarzom Śląska pomógł golkiper gości, który skierował furbolówikę do własnej bramki. Na stadion przybyło około 6000 widzów, w tym duża grupa fanów z Gdańska. Kibice Śląska i Lechii od wielu lat darzą się sympatią i na trybunach panowała wyśmienita atmosfera. Spotkanie rozpoczęło się z kilkunastominutowym opóźnieniem, bowiem kłopoty technicznie miała drużyna Lechii. Już pierwsza groźna akcja Śląska przyniosła im prowadzenie. Po serii szybkich podań piłka trafił do Kowala, który składał się do strzału, ale w ostatniej chwili spod nóg wybił mu ją Kosznik. Piłka trafiła do Bredego, który próbował ją kopnąć jak najdalej od bramki, jednak nieszczęśliwie trafił w Kosznika. Futbolówka odbiła się od gracza Lechii i zmierzała w stronę bramki, zaskoczony golkiper próbował ją odbić, jednak zrobił to tak niefortunnie, że skierował piłkę do siatki. Wrocławianie długo nie nacieszyli się z prowadzenia, po tak kuriozalnym golu, bowiem trzy minuty później goście wyrównali. Szulik zagrał do Wiśniewskiego, ten uwolnił się spod opieki Naskręta, wbiegł w pole karne i nie dał szans Janukiewiczowi. Oszołomieni wrocławianie chwile później pozwolili, by napastnik z Gdańska znów miał okazję do zdobycia gola, jednak tym razem szczęście było po stronie gospodarzy. Inicjatywa należała do wrocławian, rywale skupili się na obronie i wyczekiwali na okazje do kontrataków. Zaskoczyć Bąka próbował m.in. Wołczek i Ulatowski. Najbliżej trafienia do siatki był Dudek, którego silny strzał z dystansu golkiper końcami palców zdołał wybić na rzut rożny. Obaj bramkarze nie mieli jednak wiele pracy, Janukiewicza próbowali zaskoczyć uderzeniami z daleka Szulik i Wiśniewski. Druga polowa nie przyniosła wielu emocji. Obaj trenerzy dokonywali zmian w swoich zespołach, jednak nowi zawodnicy nie zmienili obrazu gry. W pierwszej drużynie w barwach Śląska zadebiutował Kamil Bliński, który w zespole rezerw seryjnie trafia do siatki. W tym spotkaniu także próbował uderzać na bramkę, ale zabrakło mu precyzji. Strzelali także Kowal, Rosiński i Sztylka, ale Bąk nie dał się zaskoczyć. W końcówce obie drużyny miały okazję na zdobycie zwycięskiej bramki. W 78 minucie po stracie Rodrigo okazję miał Wiśniewski, a kilka minut później gorąco było pod bramką Bąka. Rzut wolny wykonał Rosiński, piłkę głową tracił Dudek, jednak zrobił to zbyt lekko. W 87 minucie arbiter pokazał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę kapitanowi Lechii – Kalkowskiemu i goście kończyli mecz w osłabieniu. Atut w postaci jednego zawodnika nie pomógł wrocławianom i mecz zakończył się podziałem punktów.
Trener Lubos Kubik zdecydował się przed tym spotkaniem na roszady. W meczowej osiemnastce zabrakło miejsca m.in. dla Wana, Kosztowniaka, Hajdamowicza, Ostrowskiego, a na ławce rezerwowych usiedli Sourek i Ignasiak. Wrocławianie zagrali w nowym ustawieniu – z jednym wysuniętym napastnikiem Kowalem, którego wspierać mieli ofensywnie grający skrzydłowi Ulatowski i Szewczuk. Ze środka wspierać miał ich Dudek, a zabezpieczeniem tyłów zajęli się Sztylka i Chrobot. O ile gra WKS-u w defensywie wyglądała przyzwoicie (rywalom nie udało się przeprowadzić wielu groźnych kontr), o tyle ofensywa wyglądała nienajlepiej. Boczni pomocnicy często cofali się zbyt głęboko pozostawiając osamotnionego Kowala z przodu.
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:1 (1:1)
Bramki:
1:0 Bąk (sam.) 7'
1:1 Wiśniewski 10'
Śląsk : Janukiewicz - Wołczek, Solarz, Rodrigo, Naskręt (90' Małecki) - Szewczuk (61' Biliński), Chrobot, Sztylka, Dudek, Ulatowski (61' Rosiński) - Kowal.
Lechia: Bąk - Pęczak, Manuszewski, Brede, Kosznik - Kalkowski, Piątek (74' Pietrowski), Pawlak (63' Szczepiński), Szulik, Wiśniewski - Król (67' Rusinek).
Żółte kartki: Chrobot, Szewczuk - Szulik, Kalkowski, Pęczak
Czerwone kartki: Kalkowski (87') za 2 żółte
Sędzia: Piotr Pielak (Mazowiecki ZPN)
Widzów: 6000
źródło: własne
