Mecze przyjaźni – tak, mecze nieprzyjaźni – pierwsze słyszę
Do dłuższej refleksji skłonił mnie przeczytany ostatnio w Gazecie Wrocławskiej wywiad z prezesem Śląska Wrocław - Piotrem Waśniewskim. pt. „O meczach przyjaźni i kibicowskich emocjach”.
Moje pierwsze wrażenie dotyczące tego artykułu to dosyć rzucająca po oczach tendencyjność pytań szanownego redaktora, które to zostały skierowane do prezesa Waśniewskiego. Bo jak inaczej określić pytania typu:
„Sobotnie spotkanie Śląska Wrocław z Lechią Gdańsk reklamowaliście jako ‘‘mecz przyjaźni’‘. Są też mecze ‘‘nieprzyjaźni’’” czy:
„Bandyci nazywają kibiców m.in. Lechii przyjaciółmi. Kibiców z Poznania wrogami. Na Widzew Łódź mówią ‘‘Żydzew’’. Na meczu z drużyną z Gdyni wołają ‘‘Arka Gdynia k... świnia’’”.
To tylko niektóre z dosyć nieprzyjemnych, mających drugie dno pytań i zastanawiam się, jaki one mają, bądź miały cel. Szanowny Pan Redaktor, albo kompletnie nie zna relacji kibicowskich, albo po prostu szuka taniej sensacji, ewentualnie nie zna podstawowych zasad marketingu sportowego. Wszystkie możliwości wielce prawdopodobne.
Osoba, która nie interesuje się piłką nożną i kibicowaniem po przeczytaniu takiego wywiadu, nie będzie miała większej chęci pójścia na mecz i przekonania się na własnej skórze, jak to jest na meczu ‘‘przyjaźni’’, nie wspominając już o udaniu się na spotkanie ‘‘nieprzyjaźni’’, broń Panie Boże oczywiście, nikogo zmuszać nie mam zamiaru. Tylko jaki jest cel tego, by piłkarskie święto zaprzyjaźnionych kibiców przedstawiać w takim świetle ? Czy my naprawdę już nie umiemy nie narzekać ? Mecz ‘‘przyjaźni’’ – źle, mecz ‘‘nieprzyjaźni’’ – jeszcze gorzej...zastanawiam się z czego to wynika ? Z naszej mentalności ? Może my nie umiemy się cieszyć? Coś chyba jest na rzeczy, może łatwiej jest narzekać, może przez to nie czujemy współodpowiedzialności za to, co nas otacza, co się wokół nas dzieje. Niestety ten pesymizm przekłada się również na wiele dziedzin życia codziennego. A przecież czy nie łatwiej byłoby nam cieszyć się nawet z najdrobniejszych pozytywnych chwil, sytuacji ? Życie jest za krótkie by je zmarnować na ciągłe narzekanie, śmiem twierdzić, że jest wiele ciekawszych zajęć.
Wracając do wątku kibicowskiego. Drogi Panie Redaktorze Rybak. Ostatni mecz z Lechią Gdańsk był świętem wrocławski kibiców. Wiem, wiem, skąd Pan może wiedzieć, zapewne Pana nawet na nim nie było. Ale proszę mi wierzyć, daje głowę. Święto na boisku, jak i poza nim, święto na trybunach, wiele pozasportowych atrakcji przygotowanych przez klub, bramki, emocje, czego chcieć więcej. Reklamowanie meczu, jako spotkanie przyjaźni jest jak najbardziej trafione. Zwykły marketing podparty stanem faktycznym. A jeśli jeszcze dodamy, że skuteczny, to już ręce same składają się do oklasków. Chodzę na mecze od najmłodszych lat, do czasu obecnego (mój pierwszy, rok 1995, pojedynek z Rakowem Częstochowa) I jakoś nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek myślał przykładowo o meczu z Lechem Poznań, jako o meczu wrogości.
Przyjaźnie czy animozje między kibicami drużyn to coś powszechnego nie tylko w naszym kraju. Temat rzeka, wiele podejść, planów ‘‘resocjalizacji pewnych patologii’’, ale środka gwarantującego sukces jak na razie – brak. Sympatyzujący ze sobą kibice Śląska z Lechią, nieprzepadający za sobą fani West Ham United i Milwall, czy derby Glasgow. To tylko niektóre przykłady wzajemnych relacji miedzy kibicami klubów. Ta druga, to dosyć nieprzyjemna rzeczywistość i nie ma większej potrzeby by dodawać oliwy do ognia. A już na osobna rozprawkę jest temat, skąd te waśnie się biorą, bo jest to zdecydowanie złożona sprawa, mająca swoje fundamenty nawet w odległej historii. Ale pytanie. Czy w naszym codziennym życiu jest tak kolorowo? Czy my jako ludzie mamy tylko samych przyjaciół, dobrych znajomych. Czy ktoś, kto nie jest naszym przyjacielem, staje się automatycznie naszym nieprzyjacielem i wrogiem ? Pytania dosyć retoryczne…
Nie chce być adwokatem kibiców, nie usprawiedliwiam bandyckich występków, które maja niekiedy miejsce. Jak najbardziej ze stadionowym bandytyzmem (jeśli takowy ma miejsce), chamstwem, nietolerancją, trzeba walczyć. I dodam dla pocieszenia (aczkolwiek zapewne marnego), że nie tylko my borykamy się z takimi problemami.
Uważam jednak, że jeśli możemy się cieszyć z czegoś, to róbmy to wszem i wobec. Życie nie jest usłane różami, dlatego musimy czerpać z każdej pozytywnej chwili, pełnymi garściami. A pojedynek Śląska Wrocław z Lechitą Gdańsk był doskonałym przykładem pozytywnych emocji związanych z meczem piłkarskim. Przed nami Euro 2012. Budują nam się piękne stadiony, i to nie tylko w miastach-gospodarzach. Trzeba je będzie zapełnić kibicami. Cała piłkarska infrastruktura Polski zmienia się diametralnie. Piłka nożna to olbrzymi magnes, olbrzymia szansa dla nas samych, jako narodu, jako Polaków. Budujmy razem pozytywny wizerunek kibicowania. Nie sztuką jest narzekać jak to jest źle, sztuką jest by robić coś by było coraz lepiej.
Media, kampanie reklamowe pokazujące pozytywny wizerunek kibica to podstawowe narzędzia do tego by zmieniać rzeczywistość, zmieniać nas jako ludzi. Bo przecież ‘‘tylko krowa nie zmienia zdania’’. I właśnie w takim kierunku powinny iść działania gazet, mediów. Bo nie oszukujmy się, to one kształtują jak odbierana jest przez nas rzeczywistość.
A szanownego Pana Redaktora zapraszam na 23 kwietnia na mecz Śląska z Wisła Kraków, podejrzewam, że zapewne spotkanie to będzie reklamowane jako mecz ‘‘przyjaźni’’, Serdecznie zachęcam do odwiedzenia stadionu przy ul. Oporowskiej, pozytywne wrażenia gwarantowane.