Mikołajkowy prezent dla kibiców

Wrocławscy szczypiorniści zrobili swoim fanom mikołajkowy prezent i w niedzielny wieczór pokonali Warszawiankę, choć przez całą pierwszą połowę prowadzili goście ze Stolicy.


 

Podopieczni trenera Karpińskiego wyszli na przedmeczową prezentację w niecodziennym stroju. Otóż każdy z graczy miał na głowie czerwoną czapeczkę świętego Mikołaja. Świąteczne gadżety po chwili wylądowały wśród najzagorzalszych wrocławskich fanów, którzy odwzajemnili się żywiołowym dopingiem przez cały mecz.



Wsparcie kibiców było niezmiernie potrzebne, bowiem od pierwszych minut Warszawianka prezentowała się niezwykle dobrze i mecz zapowiadał się emocjonujący do ostatnich minut. Pierwszego gola meczu zdobyli goście, jednak szybko odpowiedział Jacek Wardziński. Już w 3 minucie Śląsk grał w osłabieniu, bowiem karę 2 minut dostał Michal Salami.



Wrocławianom udało się skutecznie rozbijać ataki gości, jednak sami grali niefrasobliwie w ofensywie i zawodnicy z Warszawy nadal prowadzili. W tym czasie kibice mogli zobaczyć kilka strat gospodarzy, a także rozregulowane celowniki WKSiaków.



W 9 minucie na tablicy wyników widniało 4:6, a chwilę później po skutecznych akcjach Leszka Starczana było już 4:8, a Wrocławianie prezentowali bardzo niefrasobliwą grę. W 16 minucie przewaga Warszawianki osiągnęła apogeum. Goście prowadzili 7 bramkami (12:5) I trener Karpiński poprosił o „czas”. Gracze Śląska próbowali odrabiać straty, jednak dobrze dysponowany bramkarz gości Marcin Wichary kilkukrotnie stawał na wysokości zadania, popisując się efektownymi paradami.



Jednak w 18 minucie coś zacięło się w dobrze dotychczas funkcjonującej warszawskiej maszynce. Gole zdobywali tylko gospodarze doprowadzając do wyniku 13:14. Na pewno pomogła decyzja szkoleniowca Śląska, który desygnował do gry Mokrzkiego i Mistaka. Zawodnicy ze Stolicy nie zdobyli bramki przez 7 minut i trener gości poprosił o przerwę.



Nie pomogło to, bowiem w trans wpadł Garbacz, który wespół z Dmytruszyńskim wziął na siebie ciężar zdobywania goli. Jednak pierwsza część gry kończy się wynikiem 14:15, ale widać było, że gospodarze weszli na właściwy rytm gry.



Druga połowa zaczęła się od trzech goli Macieja Dmytruszyńskiego i zanim kibice się obejrzeli, to gospodarze objęli prowadzenie. Na parkiecie pojawia się Andrzej Mokrzki, a Śląsk powiększa już tylko swoja przewagę. Świetnie gra Garbacz z Dmytruszyńskim i nawet, gdy gospodarze są w osłabieniu nie dopuszczają gości do zbliżenia się na niebezpieczną odległość.



W 43 minucie po siódmym golu Dmytruszyńskiego WKS prowadził już 25:19, a w Hali Orbita mogliśmy podziwiać meksykańską falę. W ostatnich minutach obroną karnego popisał się jeszcze Banisz, który grał przez cały mecz, raz tylko, by bronić rzut karny zmienił go Ciechanowicz. Na 2 sekundy przed końcową syreną ostatnią bramkę w meczu zdobył Krzysztof Mistak, ustalając wynik na 35:28.



Mecz był emocjonujący, widowisko zadowoliło kibiców, na których wsparcie zawodnicy Śląska liczą w pojedynku z Dunkierką, który zostanie rozegrany w przyszłą sobotę.



Śląsk Wrocław - Warszawianka Warszawa 35:28 (14:15)



Śląsk: Banisz, Ciechanowicz - Lewicki 4, Gliński 4, Lijewski 0, Mokrzki 1, Wardziński 5, Gudz 4, Nowak 0, Garbacz 8, Mistak 1, Salami 0, Dmytruszyński 8.



Warszawianka: Suchowicz, Wichary - Anuszewski 7, Degtiarow 0, Kłosowski 2, Korus 1, Obruszewicz 2, Pepliński 3, Starczan 5, Waśko 4, Wolski 3, Olecki 0.

źródło: inf. własna

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.