Milczący Japończyk

Istotnym punktem wczorajszej wizyty w Zieleńcu miało być spotkanie z testowanym pomocnikiem z Japonii. Po raz pierwszy Takafumiego Akahoshi zobaczyliśmy w holu, tuż przed wyjściem na bieg. Uśmiechnięty przybysz z Kraju Kwitnącej Wiśni przywitał się z grupą dziennikarzy. I na tym właściwie nasze kontakty się zakończyły. Okazało się, że Takafumi ni w ząb nie mówi po angielsku, czym zaskoczony był nawet rzecznik prasowy wrocławskiego klubu. Po rosyjsku zresztą także, o co nie omieszkał zapytać jeden z fotografów.


 

Nie mówi, ale nie znaczy, że nie rozumie. Rzecznik Michał Mazur odniósł wrażenie, że jego słowa do Japończyka docierały. Ba! Po chwili skupienia Akahoshi miał nawet powiedzieć kilka słów w języku zza kanału La Manche. W trakcie poobiedniej sjesty na prośbę fotografów pojawił się na pierwszym piętrze Strasznego Dworu. Był tam ustawiony stół do gry w popularne „piłkarzyki”, który okazał się nad wyraz pomocny. To przy nim odbyła się sesja, podczas której Akafumi pociągał za drążki. Uśmiechał się szeroko, choć widać było, że jest nieśmiały i lekko speszony okazanym mu zainteresowaniem.

Pojawiło się pytanie, w jaki sposób piłkarze i trenerzy porozumiewają z zagranicznym gościem. Oświecenie przyszło ze strony Mariusza Pawelca, który zdradził, że kontaktów z Japończykiem wcale nie unika. Wręcz przeciwnie. - Zawsze pytam się go, czy jest OK., a on odpowiada, że OK. – powiedział z uśmiechem na ustach Mario.

Śląsk w Zieleńcu przebywa od soboty. Akahoshi dołączył w poniedziałek, choć wcale nie musiał, bo o jego przydatności do zespołu zadecydują sparingi z MKS-em Kluczbork (2 lutego) i Górnikiem Zabrze (5 lutego). - Przyjechał, żeby zapoznać się z drużyną i być tutaj razem z nami. Te kilka dni, które spędzi z drużyną przed rozegraniem dwóch sparingów, będą dla niego korzystne – tłumaczył Paweł Barylski. - Nie przechodził żadnych badań. Traktuję go ulgowo na różnego rodzaju biegach, bo nie znam jego parametrów i wolę dmuchać na zimne. Uczestniczy w treningach, ale z mniejszymi obciążeniami niż pozostali zawodnicy. Nie chcę zrobić mu krzywdy, choć widać, że jest cały czas jest w treningu – kontynuował drugi trener.


- Jak się dogadujemy? Troszeczkę angielskiego i mowa ciała, która jest uniwersalna. Na razie jest nienajgorzej i jakoś nam to wychodzi. Jeśli chce grać w Polsce, to musi chyba zacząć się uczyć polskiego, żeby się porozumiewać – zakończył Barylski.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.