MKS Oława - Śląsk II Wrocław 1:1 (1:1)
Przygotowania drugiej drużyny Śląska do czwartoligowego sezonu powoli wchodzą w decydująca fazę. W środę wrocławianie zmierzyli się z MKS-em w Oławie, a po końcowym gwizdku arbitra piłkarze WKS-u mogli czuć niedosyt. Podopieczni trenera Wiesława Urycza stworzyli sobie kilka doskonałych okazji do zdobycia zwycięskiej bramki, nie wykorzystali nawet rzutu karnego. W meczu nie wzięło udziału kilku piłkarzy, którzy starają się o angaż w innych klubach, między innymi Gajosa (Polonia/Sparta Świdnica), Galusia (Miedź Legnica), Pędzicha, Hajdamowicza, Struzika, a także kontuzjowanych Dąbrowskiego i Kaczorowskiego.
Wrocławianie już w 3 minucie mogli objąć prowadzenie, ale Tarasiewicz nie trafił czysto w piłkę po rzucie rożnym. W odpowiedzi gorąco zrobiło się po drugiej stronie boiska – błąd popełnili stoperzy i Zakliński nie zmarnował okazji na wyprowadzenie gospodarzy na prowadzenie. Piłkarze Śląska starali się szybko odrobić straty – strzelał Ilków-Gołąb ,ale bramkarz zdołał z najwyższym trudem wybić piłkę na rzut rożny. Na brak pracy nie mógł narzekać także Trojan, który w 18 minucie obronił groźny strzał. Chwilę później po szybkiej akcji Tarasiewicz zacentrował piłkę z prawej strony, a Mróz dopełnił formalności i wrocławianie wyrównali. Po golu gra wyrównała się, a piłkarze obu drużyn mieli problemy z dokładnym ostatnim podaniem otwierającym drogę do bramki. Tuż przed końcem meczu znów piłkarz z Oławy znalazł się oko w oko z Trojanem, ale golkiper WKS-u nie dał się zaskoczyć.
Po przerwie obraz gry nie zmienił się znacząco, ciekawie zrobiło się dopiero od 70 minuty. Wrocławianie w końcówce meczu uzyskali optyczną przewagę, gospodarze chyba w końcowych minutach opadli z sił. W 71 minucie po prostopadłym podaniu sam na sam z bramkarzem znalazł się Kaźmierczak, ale piłka nie znalazła drogi do siatki. Chwilę później groźnie zaatakowali gospodarze, ale znów Trojan wyszedł zwycięsko z pojedynku sam na sam. W 73 minucie ponownie w doskonalej sytuacji znalazł się Kaźmierczak, ale tego dnia napastnikowi brakowało szczęścia. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie i po kilkudziesięciu sekundach przed szansą na objęcie prowadzenia po błędzie Stopy i Trojana stanęli gospodarze, ale i tym razem piłka nie zatrzepotała w siatce. W 81 minucie po ładnej akcji Pajączkowski dograł piłkę do Kaźmierczaka, a ten został nieprzepisowo powstrzymany przez Żelaskę. Arbiter wskazał na 11 metr, a piłkę do strzału ustawiał już sobie sam poszkodowany, kiedy do akcji wkroczył Tarasiewicz, który miało ochotę na wykonanie rzutu karnego. Trener Urycz zgodził się na to rozwiązanie, ale rozgrywający tego dnia niezły mecz Tarasiewicz uderzył w środek bramki i golkiper zdołał trącić futbolówkę nogą i wybić nad poprzeczkę. Przed końcem meczu jeszcze jedną okazję na zdobycie gola miał Kaźmierczak, ale nie zdołał jej wykorzystać i mecz skończył się remisem.
W zespole z Oławy występowało dwóch dobrze znanych kibicom Śląska zawodników Marek Kowalczyk i Waldemar Żelasko, w drużynie MKS-u zagrali także bracia Gancarczykowie... Andrzej i Krzysztof.
W sobotę wrocławianie zmierzą się ze Skalnikiem w Graczach, początek spotkania o godzinie 11:00.
MKS Olawa – Śląsk II Wrocław 1:1 (1:1)
Bramki: Zakliński 5’ – Mróz 19’
MKS: Florczyk, A. Gancarczyk, Żelasko, Szponar, Siwiński, Ochmański, Konon, Kowalczyk, Lipiński, Zakliński, Sikorski oraz Świder, K. Gancarczyk, Kosek, Kozioł, Gogola.
Śląsk II : Trojan – Danek (46’ Frey), Chrobot, Woźniak (56’ Stopa), Gawron (55’ Bordulak) – Tarasiewicz, Gul (55’ Błąkała), Wilusz (46’ Szewczyk), Pajączkowski – Ilków-Gołąb (55’ Kaźmierczak), Mróz (66’ Wyszyński).
źródło: fot guardian
