Młynarczyk: Moim celem jest debiut w ekstraklasie (WYWIAD)

Młynarczyk: Moim celem jest debiut w ekstraklasie (WYWIAD)

fot.:

Moim celem jest debiut w ekstraklasie, to mnie napędza codziennie, motywuje mnie – powiedział nam Mateusz Młynarczyk, 22-letni pomocnik Śląska Wrocław. Wychowanek Bałtyku Gdynia przeszedł niesamowitą drogę w barwach WKS-u: od CLJ przez IV ligę do II ligi, wcześniej zaliczając przygody w Anglii i reprezentacji Polski.



 

Kim jest Mateusz Młynarczyk?

Jestem ofensywnym, środkowym pomocnikiem, wychowałem się w Bałtyku Gdynia, w którym grałem kilkanaście sezonów. W wieku 16 lat zadebiutowałem tam w III lidze, więc dosyć szybko zacząłem łapać doświadczenie w seniorskiej piłce. Po dwóch sezonach zostałem zaproszony na testy do Śląska do drużyny grającej w Centralnej Lidze Juniorów, szkoleniowcem tego zespołu był wtedy Dariusz Sztylka. Zagrałem w jednym sparingu, trener powiedział, że mnie chce i zostałem. Jestem we Wrocławiu od czterech lat i czuję się tutaj bardzo dobrze.

Długo, bo około 3,5 roku pracowałeś pod okiem trenera Piotra Jawnego, od tego sezonu szkoli was Krzysztof Wołczek. Jakie są różnice między nimi?

Myślę, że jest dużo podobieństwa. Nasza gra nie różni się jakoś bardzo w stosunku do poprzedniego sezonu. Na pewno trener Wołczek ma trochę inne nawyki, oczekiwania, inaczej też organizujemy naszą obronę. Treningi trwają nieco dłużej niż u trenera Jawnego, ale przychodzi się na nie z chęcią. Widać, że są układane pod zawodników i nas rozwijają indywidualnie i drużynowo, nie odbywają się tak po prostu, żeby tylko były.

Miałeś w karierze takie treningi, które odbywały się tak po prostu, bez zaangażowania trenerów?

Ja na szczęście nie. Swoją przygodę z piłką zaczynałem w Bałtyku Gdynia i tam te treningi też były naprawdę fajne. Po przenosinach do Śląska to już w ogóle nie ma o czym mówić - tutaj wszystko jest profesjonalne. Zaczynałem u trenera Sztylki, który prowadził mega treningi. Po pół roku pojawił się trener Jawny, z którym zaliczyliśmy dwa awanse. Teraz jest trener Wołczek, czyli mamy trochę taką kontynuację myśli szkoleniowej trenera Jawnego. Mając takich szkoleniowców i będąc w takim klubie nie pozostaje nic innego, jak tylko ciężko trenować.

Szybko zadebiutowałeś w III lidze w barwach Bałtyku, później zaliczyłeś drogę od CLJ przez IV i III ligę do II ligi. Brakuje kolejnego kroku.

Moim celem jest debiut w ekstraklasie, to mnie napędza codziennie, motywuje mnie. Jak będę dalej tak pracował, to w końcu mi się to uda. Trener Magiera pod koniec zeszłego sezonu zaprosił mnie na treningi, pod koniec minionego okresu przygotowawczego zagrałem też w sparingu z Piastem Żmigród. Trener obserwuje nas wszystkich i wiem, że muszę jeszcze lepiej pokazać się w rezerwach, by móc liczyć na coś więcej.

Trener Magiera podchodzi do zawodników z młodszych grup inaczej niż trener Lavicka?

Myślę, że tak. Trener Magiera przede wszystkim rozmawia dużo więcej z młodymi zawodnikami i później na nich stawia - wystarczy popatrzeć na Konrada Poprawę czy Szymona Lewkota. Ich przykłady są dla nas, aspirujących zawodników, dużą motywację, bo widać, że trener Magiera po prostu nie boi czasami zaryzykować i postawić na kogoś niedoświadczonego w ekstraklasie.

Za trenera Lavicki było czuć, że macie jakąś szansę zaistnieć, czy byliście traktowani po macoszemu?

Byłem na obozie z pierwszą drużyną, ale ciężko to ocenić, bo za dużo razy z trenerem Lavicką nie rozmawiałem. Miałem okazję trenować pod jego okiem i prowadzone przez niego zajęcia były ciekawe, ale w meczach później czy nawet w samej kadrze meczowej nie dawał za bardzo szans piłkarzom z rezerw czy drużyn juniorskich.

Kiedy znalazłeś się w IV lidze, nie miałeś wątpliwości, czy taki poziom to dobre miejsce dla ciebie?

Na pewno poziom tych rozgrywek nie był wysoki, ale dla nas to było cenne doświadczenie, przechodząc z piłki juniorskiej do seniorskiej to był fajny etap. Boiska w IV lidze były fatalne, ale to też trochę kształtowało charakter. Ja dołączyłem do rezerw w tym drugim sezonie w IV lidze. Graliśmy wtedy wyśmienicie, nie chodzi mi tylko o zwycięstwa, ale też styl. Tam wtedy narodziła się ta drużyna i kontynuowaliśmy to w III lidze. Teraz mając rezerwy w II lidze piłkarze z drużyn juniorskich mają naprawdę świetne warunki do tego, żeby zbierać doświadczenie w seniorach.

Był niedosyt na zakończenie poprzedniego sezonu, że nie udało się awansować do baraży o I ligę, czy w ogóle nie było takiego celu?

Nie było takie celu otwarcie powiedzianego, ale każdy miał to z tyłu głowy i o tym myślał, bo po prostu to byłoby kolejne super doświadczenie dla tego zespołu. Lekki niedosyt był, bo zabrakło jednego zwycięstwa i czuliśmy też, że jest w nas potencjał na to miejsce. Podobnie teraz - uważam, że też mamy potencjał, by powalczyć o miejsce barażowe.

No właśnie, czy został określony cel na ten sezon?

Nie, ale każdy wie, że możemy trochę w lidze namieszać i powalczyć o baraże. Nikt w klubie jednak nam jakiegoś celu na zajęcie konkretnego miejsca nie dał. My też tak o tym nie myślimy, nie skupiamy się na tabeli, po prostu walczymy w każdym meczu o zwycięstwo.

Który zawodnik z waszej obecnej drużyny ma największy potencjał?

Trudne pytanie, ale z tych najmłodszych zawodników wskazałbym Łukasza Gerstensteina, moim zdaniem on ma bardzo duży potencjał. Adrian Bukowski to też zawodnik, który przychodzi mi do głowy, ma duże umiejętności.

Bardzo lubię chodzić i oglądać wasze mecze, często jest tam więcej emocji niż w ekstraklasie.

Powiem szczerze, że ja wszystkie nasze mecze później oglądam i nie robię tego tylko szkoleniowo, ale po prostu lubię to, jak gramy, jaki prezentujemy styl.

Zastanawiam się, co dzieje się w głowie takiego piłkarza rezerw - z jednej strony cieszą dobre wyniki, zwycięstwa, z drugiej - chyba ważniejszy jest rozwój indywidualny i debiut w pierwszej drużynie.

Taka jest specyfika drugiej drużyny: każdy, kto w niej gra, chciałby się rozwijać i awansować do pierwszej. Rezerwy powinny być tylko takim przystankiem, ale nie dla każdego, bo każdy inny potencjał i czeka go inna droga. Nie oszukujmy się - to jest niemożliwe, żeby każdy z nas dostał szansę w ekstraklasie, chociaż wszyscy o tym marzymy i robimy wszystko, żeby to osiągnąć.

Zespół rezerw jest czymś bardzo specyficznym.

To prawda, bycie w drugiej drużynie ma swoje plusy i minusy. Na przykład możesz cały tydzień trenować i pracować na swoje miejsce, po czym dowiadujesz się, że twoje miejsce zajmie jednak ktoś z “jedynki”, bo zabrakło dla niego miejsca w ekstraklasie lub wraca po kontuzji. To czasami boli, ale patrząc z perspektywy klubu, taka sytuacja jest bardzo korzystna. To też kształtuje charakter i wychodząc później na boisko po prostu trzeba pokazać swoją jakość.

Na plus zaliczyłbym chyba fakt, że tak naprawdę funkcjonujecie na co dzień w klubie z ekstraklasy.

Oczywiście, jesteśmy wszyscy Śląskiem Wrocław, jesteśmy tak naprawdę jedną drużyną, spotykamy się z zawodnikami ekstraklasy na treningach, na siłowni, to dla nas ważne doświadczenie. Mamy też dobre warunki do odnowy biologicznej. Uczymy się, podpatrujemy tych najlepszych, to jest bezcenne. W innych drużynach drugoligowych, oprócz Lecha Poznań, tego nie ma. Mamy ekstraklasę na wyciągnięcie ręki, nie musimy liczyć na transfer, by zadebiutować w tych rozgrywkach.

Dziękuję za twojego gola przeciwko Bytovii z zeszłego sezonu - to była piękna bramka i przełomowy moment dla ciebie? Później w 11 na 12 meczów wystąpiłeś od pierwszej minuty.

Hehe, dziękuję. Myślę, że ten gol przekonał mnie do tego, że warto podejmować czasami takie decyzje, podejmować ryzyko strzału z dużego dystansu. Na pewno ten moment pomógł mi w nabraniu większej pewności siebie, moja forma poszła w górę i w efekcie zasłużyłem na nowy kontrakt w Śląsku. W tym sezonie też dużo gram, cieszę się z tego, bo to jest najważniejsze, ale wiem, że moja forma może być jeszcze wyższa i mogę pokazać więcej na boisku.

Trener Magiera rozmawiał z tobą, co musisz rozwijać, by dostać szansę?

Nie, nie było takiej rozmowy, ale ja wiem, że muszę robić swoją, wykonywać swoją ciężką pracę i wierzę, że osiągnę swój cel i uda mi się zadebiutować w pierwszej drużynie. Ja oczywiście wiem, nad czym muszę pracować i cały czas to robię. 

Nad czym?

Myślę, że jednym z kluczowych elementów w piłce nożnej jest podejmowanie właściwych decyzji. Ciągle tego się uczę, zbieram doświadczenie. Moją mocną stroną na pewno nie jest siła fizyczna.

Od siły fizycznej masz teraz Piotra Celebana. Jak wygląda jego wsparcie?

Pomaga nam, podpowiada, doradza. To jest profesjonalista i naprawdę dużo można się od niego nauczyć.

Jaka jest rola Mariusza Pawelca?

Podobnie jak Piotrek, Mariusz też z nami normalnie trenuje, co nam dużo pomaga. Ich doświadczenie jest bezcenne.

Podpisałeś nową umową, ale czemu tylko na rok?

Tak zdecydował klub i jestem wdzięczny i szczęśliwy, że mogłem tutaj zostać, bo kocham to miasto i marzę o debiucie w barwach Śląska w ekstraklasie. Czuję się tu świetnie i mam motywację, by grać tu dalej i walczyć o pierwszą drużynę. Uważam, że ciągle się rozwijam, mogę grać jeszcze lepiej.

W międzyczasie zaliczyłeś testy w różnych klubach.

To było jeszcze jak byliśmy w III lidze, szukałem jakiegoś drugoligowego zespołu, ale ostatecznie zostałem w Śląsku i wyszło mi to na dobre.

Najmilej i najczęściej wspominasz pewnie testy w Anglii.

Tak, jak miałem 15 lat pojawiła się możliwość skorzystania z zaproszenia do Sunderlandu, którym w tamtym czasie miał super akademię i grał w Premier League. Byłem tam tydzień, trenowałem z zawodnikami starszymi ode mnie o rok, zagrałem w jednym sparingu. To było niesamowite doświadczenie, zobaczyć inny piłkarski świat, trenować na prawie nowych obiektach akademii, która już wtedy miała kilkanaście boisk... Super przygoda.

Czemu po tygodniu wróciłeś do domu?

Po tygodniowych testach odpowiedź była taka, że piłkarsko wszystko super, że nie odstaję od innych pod tym względem, ale że brakuje mi fizyczności.

Trenowałeś później w porównywalnych warunkach?

Nie, w Polsce trudno o takie akademie, mam na myśli infrastrukturę, ale jeśli chodzi o jakość treningów - Śląsk absolutnie nie odstaje. Zresztą widać, że nasze zespoły juniorskie potrafią wygrywać z zachodnimi klubami, ale zagadką jest, co dzieje się później, że nie przebijają się w seniorskiej piłce na najwyższym poziomie.

Mało kto pewnie kojarzy się cię z reprezentacji Polski, a miałeś przyjemność zagrać z orzełkiem na piersi.

Tak, to prawda. Pierwszą styczność z kadrą miałem w 2013 roku, zostałem zaproszony na konsultacje w kadrze do lat 15. W październiku 2016 roku, kiedy grałem w III lidze w barwach Bałtyku, dostałem powołanie od Rafała Janasa do kadry U-18. Trenera wtedy akurat nie mogło być na zgrupowaniu, zastępował go Łukasz Becella. Najpierw trenowaliśmy 5 dni w Otwocku, skąd przenieśliśmy się w Finlandii, przeciwko której zagraliśmy dwa spotkania. W pierwszym meczu zagrałem w wyjściowym składzie, na boisku spędziłem 65 minut, wygraliśmy 2:0. Dwa później wszedłem z ławki na 29 minut, tym razem pokonaliśmy Finów 3:2. Na tym zgrupowaniu był też Adrian Łyszczarz, ze znany obecnie postaci mogę wymienić też Tymoteusza Puchacza czy Dawida Kurminowskiego – króla strzelców poprzedniego sezonu w lidze słowackiej. Co ciekawe, mieszkaliśmy w Finlandii w tym samym hotelu co pierwsza reprezentacja Chorwacji – miło było spotkać np. Mario Mandżukicia. Nigdy nie zapomnę tego momentu wyjścia na boisko i odśpiewania hymnu... Mam ciary do dzisiaj.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.