Na kogo liczyć z Jagiellonią?

Na kogo liczyć z Jagiellonią?

fot.:

Po porażce w Niecieczy ważne jest, aby jak najszybciej ustabilizować defensywę i wrócić na zwycięskie tory. Patrząc na historię rywalizacji naszych zawodników z Jagiellonią, możemy znaleźć w niej zarówno pozytywne, jak i negatywne aspekty. Na kogo w takim razie możemy liczyć w nadchodzącym starciu?



 

Zaczniemy od postaci, która w tym cyklu nie została jeszcze uwzględniona jeszcze ani raz. Trener Jacek Magiera, bo o nim mowa, znalazł patent na Jagiellonię. W trzech dotychczasowych meczach z białostoczanami ma bilans 2-1-0. Próbka może i nie jest największa, lecz nadchodzący rywal naszemu szkoleniowcowi może kojarzyć się szczególnie dobrze. To właśnie w Białymstoku zadebiutował on na ławce trenerskiej Śląska, przełamując od razu wyjazdowy marazm trenera Vitezslava Lavicki i przywożąc 3 punkty do Wrocławia.

ULUBIONY RYWAL

Starcia z Jagiellonią lubi również inna osoba z przeszłością w warszawskiej Legii. Mateusz Praszelik jest co prawda młodzieżowcem, lecz w kontekście rywalizacji z białostoczanami napisał już bardzo dobry początek do pięknej historii. Pomocnik brał udział w trzech tego typu starciach i zawsze zwyciężał - raz jeszcze w barwach Legii, a dwa razy już będąc zawodnikiem Śląska. O ile w przypadku meczu w Warszawie trudno mówić o jakimś realnym wpływie na wynik, wszak Praszelik pojawił się na boisku na minutę przed końcowym gwizdkiem przy rezultacie 4:0, o tyle, będąc już pełnoprawnym wrocławianinem, odgrywał role absolutnie kluczowe.

W ósmej kolejce sezonu 2020/2021 Praszelik spotkanie z Jagiellonią rozpoczął na ławce. Na murawie zameldować musiał się jednak stosunkowo szybko - w 41. minucie kontuzji doznał Marcel Zylla, a w jego miejsce pojawił się drugi z dostępnych wówczas młodzieżowców. Trener Lavicka nie miał innej opcji, jeśli chodzi o zmianę. Praszelik musiał wejść na boisko, bo wymagały tego przepisy, więc trudno mówić tu o strzale w dziesiątkę, lecz fakty są takie, że był to prawdziwy “game changer”. W 48. minucie pomocnik przechwycił piłkę na połowie, przebiegł sam ok. 40 metrów i świetnie wykończył całą akcję, ustalając tym samym wynik spotkania na 1:0. Był to jednocześnie jego debiutancki gol w Śląsku.

Równie ważną rolę Praszelik odegrał we wspomnianym wcześniej debiucie trenera Magiery. Młodzieżowca na murawie mogliśmy oglądać tym razem od pierwszych minut, a Śląsk ponownie wygrał 1:0. Gol strzelony wówczas przez wrocławian był przedniej urody - świetnie wyprowadzona kontra, z piłką chodzącą jak po sznurku, zakończona fantastyczną asystą Praszlika i dobrym wykończeniem Exposito. 

TRAUMATYCZNE PRZEŻYCIA

Nie każdy jednak może wspominać starcia z Jagiellonią tak kolorowo. Matus Putnocky w trakcie swojej wieloletniej kariery rozegrał aż 12 spotkań z białostoczanami. 1 zwycięstwo, 3 remisy, 8 porażek, 17 wpuszczonych goli - nie jest to wymarzony bilans, nie jest to nawet bilans średni. Słowakowi ten rywal po prostu wyjątkowo nie leżał, a na swoją pierwszą wygraną z Jagiellonią musiał czekać aż do wspomnianego wcześniej meczu, w którym Praszelik strzelił gola.

Najgorzej Putnocky wspomina starcie z sezonu 2015/2016, kiedy to w barwach Ruchu Chorzów uległ białostoczanom aż 0:4. Do tak wysokiej porażki bez wątpienia przyczynił się właśnie Słowak, który w 45. minucie sfaulował Fedora Cernycha w polu karnym, przez co ujrzał czerwoną kartkę. Po trafieniu Tarasa Romańczuka z jedenastu metrów worek z bramkami się rozwiązał, a gole przy swoich nazwiskach mogli później dopisać również Karol Maćkiewicz, Przemysław Frankowski oraz Piotr Tomasik. Co ciekawe, na boisku oglądaliśmy wówczas kilku obecnych reprezentantów Polski - w 71. minucie Frankowskiego na murawie zastąpił Karol Świderski, a pełne 90 minut rozegrał Jacek Góralski oraz Bartłomiej Drągowski.

BOISKOWE WYGI

Starcia z Jagiellonią są dla zawodników Śląska dużym kawałkiem historii. 12 spotkań Putnockiego nie plasuje go nawet na podium pod względem ilości rozegranych z białostoczanami meczów. Brązowy medal w tej kategorii należy do Bartłomieja Pawłowskiego, który w 14 starciach może pochwalić się bilansem 7-2-5, 2 golami oraz asystą. Ex aequo na pierwszej lokacie znajdują się Krzysztof Mączyński oraz Robert Pich. Nasz kapitan w tych meczach wychodzi idealnie na zero - 7 razy wygrywał, raz zremisował i 7 razy przegrał. Słowak z kolei, może pochwalić się bilansem 8-2-5 oraz 3 trafieniami i 2 asystami.

Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok, 5. listopada, piątek, godz. 20:30

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.