Na kogo liczyć z Lechem?
fot.: Paweł Kot
Po niezwykle ważnym wyjazdowym zwycięstwie w Płocku nastała przerwa reprezentacyjna, podczas której trener Piotr Tworek miał w końcu trochę więcej czasu, aby wpoić swoją filozofię nowym podopiecznym oraz przygotować ich do nadchodzącego spotkania. Najbliższy rywal Śląska to drużyna z absolutnego ligowego topu, więc postanowiliśmy przyjrzeć się zawodnikom WKS-u, którzy w piątkowy wieczór mogliby zrobić różnicę na boisku.
Pierwsze problemy przy wyborze wyjściowej jedenastki zaczynają się już w bramce. Zarówno Michał Szromnik, jak i Matus Putnocky, spotkań z Lechem nie wspominają za dobrze. Znacznie mniej wspomnień ma ten pierwszy - jego jedyny pojedynek z Kolejorzem miał miejsce jeszcze w tym sezonie, lecz, jak niestety pamiętamy, zakończył się wysoką porażką 0:4. Słowak z kolei ze swoim byłym pracodawcą mierzył się 8 razy, a zwyciężyć udało mu się tylko raz, choć warto podkreślić, że było to już w barwach Śląska - na początku sezonu 2019/2020 wrocławianie wygrali z Lechem 3:1 po dwóch bramkach Łukasza Brozia oraz jednej Roberta Picha.
DEFENSYWNE PROBLEMY
O ile ból głowy przy wyborze bramkarza możemy określić jako jeden z tych mniejszych, o tyle przy zestawieniu tercetu środkowych obrońców może objawić się prawdziwa angina. Na mecz z Lechem niedostępny będzie Wojciech Golla, a także Diogo Verdaska. Chcąc grać trójką z tyłu, trener Tworek będzie musiał się opierać na Łukaszu Bejgerze, Marku Tamasu, Konradzie Poprawie lub Szymonie Lewkocie. Tutaj dużego doświadczenia w meczach z Lechem nie znajdziemy - Lewkot i Bejger grali jedynie we wspomnianym wcześniej blamażu w Poznaniu, a Poprawa z Kolejorzem rywalizował tylko w Centralnej Lidze Juniorów. Złych wspomnień z tym przeciwnikiem nie ma za to Tamas, który w sezonie 2019/2020 wystąpił w zremisowanym 2:2 meczu. Było to jednak jedyne spotkanie Węgra przeciwko Lechowi.
DOŚWIADCZONA DRUGA LINIA
Jeśli chcemy marzyć o zwycięstwie w piątek, to trzeba ja na czymś oprzeć. Jednym z potencjalnych materiałów na podwaliny dobrego wyniku może okazać się doświadczenie w pomocy. To właśnie tam znajdziemy w Śląsku zawodników, którzy na meczach z Lechem zdążyli już zjeść zęby. Krzysztof Mączyński z Kolejorzem grał 15 razy, Robert Pich - 13, Waldemar Sobota z Lechem mierzył się ośmiokrotnie, a Petr Schwarz - sześciokrotnie. Każdy z nich miewał lepsze i gorsze spotkania, lecz warto zaznaczyć, że presja w starciach z poznaniakami ich nie zjada. Złożona w ten sposób druga linia zagwarantowała łącznie 6 goli i 7 asyst w meczach z tym przeciwnikiem.
IM STRZELAĆ NIE KAZANO
Na pomocników liczymy jeszcze bardziej po spojrzeniu na dotychczasowe statystyki naszych snajperów. Erik Exposito i Fabian Piasecki nie strzelili jeszcze ani jednego gola Lechowi. Do tego grona oczywiście dodać możemy jeszcze Caye Quintanę, który ogólnie w ekstraklasie nie trafił do siatki ani razu, a także Sebastiana Bergiera, którego statystyki w najwyższej klasie rozgrywkowej prezentują się tak samo. Wobec tego po naszych napastnikach w piątek nie powinniśmy spodziewać się niczego wielkiego, lecz z drugiej strony czyż nie jest to idealny moment na przełamanie?
Śląsk Wrocław - Lech Poznań, piątek, 1 kwietnia, godz. 20:30