''Nadzieja Jagiellonii to rywale'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Mateusz Porzucek
W sobotnim meczu 31. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. O słabych pierwszych połowach, braku poprawy pod wodzą Piotra Nowaka oraz defensywie rozmawiamy z Kubą Cimoszko, dziennikarzem WP Sportowe Fakty.
Jagiellonia podejmie Śląsk po porażce 1:2 w Gliwicach, której chyba można było spokojnie uniknąć? Pierwsza połowa na stadionie Piasta była naprawdę wyrównana.
To jest problem białostoczan od początku sezonu, że grają mecze lepsze i mecze gorsze. Nadal ma te same problemy, czyli bardzo nierówne połowy oraz duża nieskuteczność. Z reguły, kiedy rywal Jagiellonii wykorzystuje swoją pierwszą sytuację, to pojawia się nerwowość i kończy się tak jak w sobotę w Gliwicach. Krótko po pierwszy straconym golu był drugi, a później nieskuteczne gonienie wyniku, które przyniosło ostatecznie kolejną porażkę.
W bilansie Jagiellonii poza zdecydowanie większą liczbą bramek zdobywanych w drugich połowach niż w pierwszych (11 z 12 ostatnich), rzuca się też w oczy brak choćby jednego trafienia w kwadransie 1-15’ w skali całego sezonu. Z czego to wynika, że zespół tak późno dojeżdża na mecze?
Jagiellonia ma problem mentalny, który istnieje dłużej niż tylko od początku tej rundy czy sezonu. To jest dłuższy czas i ciężko powiedzieć z jakiego powodu to się bierze, ale to, że zespół wychodzi z pewnym opóźnieniem na mecze jest bardzo wyraźne. Zazwyczaj budzi się w okolicach 30. minuty. Dobrze to było widać choćby w jesiennym meczu przeciwko Piastowi, kiedy białostoczanie niby grali dobry mecz, nagle dostali bramkę z niczego, po czym ani się nie obejrzeli, a do przerwy przegrywali przed własną publicznością 0:2 i zaczęło się gonienie. Jest to problem, który trudno pokonać, nie wiem czy ten zespół jest w stanie to zrobić. Na Podlasiu sądzono, że pracujący od początku roku trener Piotr Nowak swoimi umiejętnościami motywacyjnymi czy działania interpersonalnego będzie w stanie wyciągnąć z piłkarzy pewne rzeczy, ale jak na razie, szczerze mówiąc, tego nie widać. Trzeba zaznaczyć, że ostatni domowy mecz z Pogonią (1:2) pod tym względem był już lepszy, to tam Jagiellonia zdobyła jedyną bramkę w 2022 roku w pierwszej połowie, prowadziła, ale wtedy znowu gorsza okazała się druga część i Portowcy wyjechali z kompletem punktów.
Skoro padło już nazwisko szkoleniowca zespołu ze Słonecznej, to zapytam też o dotychczasowe wrażenia z jego pracy. Gdy przychodził zimą, wspominano jego dobrą pracę w Lechii Gdańsk i można było się spodziewać chyba czegoś znacznie więcej niż dwa ligowe zwycięstwa do przedostatniego weekendu kwietnia.
Powiedzmy sobie wprost, trenera Nowaka zatrudniono przede wszystkim po to, żeby poprawił wyniki. Z klubu płynęły głosy, że następca Ireneusza Mamrota ma plan na poprawę medialnej strony tej drużyny, ale teraz widać, że póki co tego planu nie zrealizował. Te same problemy, które Jagiellonia miała wcześniej, cały czas są widoczne. Jedyne, co tak naprawdę zmieniło się po przyjściu Piotra Nowaka, to w tym momencie większa liczba młodych zawodników w składzie. To oczywiście jest dużym kapitałem, ale przecież raczej nie po to zmienia się trenera w ekstraklasie, żeby tylko obniżył średnią wieku swojej jedenastki.
Czy mimo wszystko w grze białostoczan, którzy mają niewielką, ale jednak pięciopunktową przewagę nad strefą spadkową, widać coś takiego, co pozwala wierzyć jej kibicom, że o utrzymanie nie trzeba będzie drżeć do ostatniej kolejki?
Jedyne, co teraz daje nadzieję, że na zapewnienie utrzymania nie trzeba będzie czekać tak długo, to fakt, że rywale w walce na dole tabeli mają jeszcze większe problemy. Widzieliśmy jak w poprzedniej kolejce zagrały choćby Zagłębie Lubin (2:4 z Górnikiem Zabrze) czy Wisła Kraków (3:4 z Wisłą Płock). To dzisiaj jest taka naprawdę główną siłą Jagiellonii, bo nawet bezpośredni mecz z ekipą Piotra Stokowca na początku kwietnia przy Słonecznej (2:1) pokazał, że problem w drużynie z Podlasia jest naprawdę duży. Druga ważna sprawa to również słowa trenera Nowaka, który sugerował, że będzie w stanie utrzymać tą drużynę bez wzmocnień. I trochę przewrotnie to zabrzmi, ale gdyby nie wybuch wojny na Ukrainie, to dziś miałby jednak duży problem z uratowaniem ekstraklasy dla Białegostoku, bo transfery Diego Carioki czy Marca Guala dały bardzo dużo jakości z przodu, a zostały dokonane przecież tylko dlatego, że wstrzymane zostały rozgrywki ligi ukraińskiej. Wspomniany mecz z Zagłębiem czy późniejszy z Radomiakiem (2:2) udowodnił, że one dla tej walki o utrzymanie okazały się tak naprawdę kluczowe. Bez nich w tym momencie byłoby już naprawdę niebezpiecznie.
Nierozwiązanym problemem pod wodzą Piotra Nowaka wydaje się też gra w defensywie, bo Jagiellonia na czyste konto czeka od ośmiu spotkań (0:0 z Cracovią 19 lutego). Przed sezonem duże nadzieje wiązano z powrotem Michała Pazdana, efekty jego dowodzenia linią obrony są jednak dosyć mizerne.
Nawet nie tylko pod wodzą Piotra Nowaka, jeśli chodzi o defensywę, to również powiedziałbym, że ten problem istnieje od dłuższego czasu. Pracujący jesienią Ireneusz Mamrot miał duży problem, żeby zagrać tym samym zestawieniem obrony dwa spotkania z rzędu, bo ciągle ktoś wypadał, a to przez kartki, a to przez kontuzje czy jeszcze coś innego i tą defensywą trzeba było rotować. Trener Nowak zmaga się z podobnymi wyzwaniami, bo przecież dwie kolejki temu z Pogonią nie mógł zagrać właśnie wykartkowany Pazdan, z urazem zmaga się też chwalony póki grał 18-letni Miłosz Matysik. Nie oszukujmy się, obrona jest newralgicznym punktem każdej drużyny, tam wzajemna komunikacja jest niezwykle ważna. Jeśli w Jagiellonii obrona ciągle się zmienia, to niestety ma to wpływ na zachowania i kiedy spojrzymy, w jaki sposób ten zespół traci bramki, to z reguły są to jakieś dziwne indywidualne zapomnienia albo coś w tym rodzaju. Tak jak mówiłem o meczu w Gliwicach, dobra gra, po czym jeden stracony gol, nerwówka, trzeba się otworzyć i kolejny cios. To co, poprawiło się jednak względem poprzednich rund to na pewno obsada bramki Jagiellonii. Oczywiście Zlatan Alomerović jakieś błędy również już w tym roku popełnił, ale generalnie wygląda to zdecydowanie pewniej niż choćby kilka miesięcy temu, kiedy ekipa z Podlasia traciła dużo punktów przez stawianie na nastoletniego Xaviera Dziekońskiego. Wokół niego wytworzyła się duża presja, a on nie do końca sobie z nią poradził.