Nic nie może wiecznie trwać (ZAPOWIEDŹ)
fot.: Paweł Kot
A za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić. Kibice Śląska za swoją miłość w tym sezonie mogą zapłacić rozdwojeniem jaźni. Kibicujemy jednej drużynie, w rzeczywistości jakby oglądamy dwie. Warunkiem zaliczenia ostatnich występów w Szczecinie i Płocku do wypadków przy pracy jest dobry mecz w Warszawie. Dzisiaj o 18.00 z Legią na ul. Łazienkowskiej. Czysto statystycznie nic na to nie wskazuje. W lidze ostatni raz wygraliśmy tam w 2011 roku, Śląsk prowadzony przez Vitezslava Lavickę nigdy nie strzelił Legii gola, a nasze ostatnie dwa ligowe mecze wyjazdowe nie nastroiły pozytywnie. Rolą kibica jest jednak wierzyć, a w tej zapowiedzi poszukamy dla tej wiary racjonalnych przesłanek.
Śląsk kadrowo na warunki ekstraklasy jest mocny i ta wyjazdowa niemoc kiedyś musi się w końcu zakończyć. Czemu wierzę, że może stać się to dzisiaj? Paradoksalnie dlatego, że nie jesteśmy faworytem i mało kto na nas stawia. Ekipa trenera Lavicki nie radzi sobie z rolą faworyta i z drużynami, które wolą przeszkadzać niż grać w piłkę. Dobitny przykład mieliśmy w Płocku. Legia u siebie nie powinna być taką drużyną. Zarówno Czesław Michniewicz jaki i Vitezslav Lavicka są trenerami, którzy skupiają mnóstwo uwagi na zorganizowanej grze defensywnej. Obaj Ci szkoleniowcy są jednak w punkcie, gdy od ich drużyn wymaga się przede wszystkim konkretów w ofensywie. Dlatego dzisiejsze spotkanie będzie w dużej mierze rozgrywką taktyczną między trenerami. Na tym polu w zeszłą niedzielę Lavicka poległ w Płocku z Sobolewskim, zaś Michniewicz poradził sobie z Sevelą, trenerem Zagłębia, dobrze ustawiając drużynę, która wygrała z naszym lokalnym rywalem 2:1.
Czeski trener Śląska raczej stroni od rewolucji w składzie i sposobie gry. Nie możemy się spodziewać za wielu zmian personalnych, pewnym wydaje się być powrót do pierwszej jedenastki Lubambo Musondy. Oddany żołnierz Lavicki jest ważną częścią jego pomysłu taktycznego, przede wszystkim dlatego, że w odróżnieniu od Bartłomieja Pawłowskiego nie boi się pracy defensywnej. Wyzwaniem dla obrony dyrygowanej przez Wojciecha Gollę będzie w tym meczu powstrzymanie Tomasa Pekharta. Czeski napastnik Legii potrafi się znaleźć w polu karnym, jest znakomity w pojedynkach powietrznych i w tym sezonie ma już na swoim koncie 6 bramek.
Niewątpliwie jest to kluczowy mecz dla Śląska, żeby zdefiniować jego realną siłę na początku tego sezonu. Piłkarze, którzy rozpalają nasze nadzieje na udany sezon meczami we Wrocławiu, równie szybko je gaszą każdym kolejnym meczem wyjazdowym. Jeśli Śląsk jest drużyną na miarę czołówki ekstraklasy 2020/21 dziś powinien to w końcu potwierdzić także udanym meczem wyjazdowym. Pierwszy gwizdek sędziego Sebastiana Jarzębaka zabrzmi już o godzinie 18:00.