''Niczego wielkiego po Lechii nie oczekuję'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Mateusz Porzucek
W 3. kolejce ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na własnym stadionie z Lechią Gdańsk. O spokojnym okienku transferowym, bramkarzach i przewidywaniach na rozpoczynający się sezon rozmawiamy z Tomaszem Osowskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej Trójmiasto.
Jeżeli ktoś popatrzy na suchy wynik poniedziałkowego meczu Lechii z Wisłą Płock (1:0) i odnotuje, że jedyny gol padł po strzale samobójczym, może uznać, że biało-zieloni mieli sporo kłopotów z niezbyt wymagającym przeciwnikiem. Tak ten mecz faktycznie wyglądał?
Mam trochę spaczony pogląd na to spotkanie, bo przede wszystkim byłem zachwycony atmosferą na trybunach po tym prawie roku grania bez kibiców (Lechia w poniedziałek zagrała dopiero pierwszy mecz z publicznością po zniesieniu obostrzeń – przyp. red.). Wreszcie byli fani i byłem też zaskoczony frekwencją, bo jak na mecz z Wisłą Płock w takim terminie, 8 tysięcy to naprawdę niezły wynik. Niesamowita atmosfera, przez 90 minut doping, chociaż oczywiście poszły też świece dymne, co spowodowało przerwanie gry, podobnie jak w czwartek na meczu Śląska z Hapoelem (2:1).
To, co się działo na trybunach to od razu było plus pięć do atrakcyjności spotkania. A na boisku, szczerze mówiąc, Lechia zgrzytała w ofensywie. Przez cały mecz, pomimo tego, że nie za bardzo szło i nie było wiele składnych akcji, cały czas dążyła do zdobycia bramki, za to należy ją pochwalić. Różnymi sposobami, głównie skrzydłami, ale było widać tę determinację i jednak Lechia miała zdecydowaną przewagę. Wisła Płock zagrażała praktycznie tylko po stałych fragmentach gry. Jak na pierwszy mecz w sezonie, to myślę, że kibice i postronni obserwatorzy mogli być zadowoleni z tego, co pokazali biało-zieloni.
W składzie gdańszczan próżno też szukać nadmiaru nowych zawodników, temat małej aktywności na rynku transferowym tego lata często podnosili również zaniepokojeni kibice. Taki był plan trenera Piotra Stokowca czy po prostu ten klub nie może sobie w tym momencie na nic więcej pozwolić?
Przyczyna jest prozaiczna, w Gdańsku mamy teraz bardzo dużą odpowiedzialność finansową. Doskonale znany we Wrocławiu prezes Paweł Żelem przyszedł, by tego pilnować niczym policjant, przy nim nie ma mowy o żadnych finansowych szaleństwach. Do tej pory wyglądało to jak wyglądało, natomiast wiem, że jest przygotowany specjalny budżet na ofensywnego pomocnika, typową dziesiątkę, kreatora gry. Poszukiwania cały czas trwają. Na pozostałych pozycjach to czekanie na okazje, jakieś fajne strzały, które wydają się mniej spodziewane. Przyszedł jednak Turek Ilkay Durmus, skrzydłowy i to jest właśnie ciekawy zawodnik. Może okazać się ulepszoną wersją Kenny’ego Saiefa w tym sensie, że będzie miał liczby, powinien mieć bramki oraz asysty. Również ma dryg do gry kombinacyjnej, lubi zejść ze skrzydła do środka pola, czasami pełni rolę tej dziesiątki, której jeszcze nie ma. Z tej pozycji stara się zaskakiwać defensywę rywala, a przy tym potrafi też pociągnąć skrzydłem do linii i dośrodkować.
Widać też, że wspólny język złapał też duet Durmus – Conrado. Brazylijczyk wygrał rywalizację z Rafałem Pietrzakiem na lewym boku obrony, cały mecz kursuje spod jednego do drugiego pola karnego, a Durmus robi mu miejsce na tej stronie schodząc do środka, czasami też się dublują. Właśnie lewa strona Lechii w tym momencie wygląda na największe zagrożenie dla jej przeciwników, chociaż po prawej jest też zupełnie nieobliczalny Joseph Ceesay. Bardzo szybki zawodnik, któremu czasami brakuje trochę jakości piłkarskiej, na przykład technika szwankuje, ale rzeczywiście gaz ma. Jest tylko bardzo nierówny. Potrafi zrobić trzy – cztery świetne akcje, a za chwilę spartaczyć najprostszą. Z tych skrzydeł biorą się dośrodkowania w pola karne, gdzie czeka Łukasz Zwoliński, który już z pełnym zaufaniem trenera Stokowca jest absolutnie napastnikiem numer jeden Lechii.
W pierwszych dwóch kolejkach między słupkami gdańszczan stał Zlatan Alomerović, a nie Dusan Kuciak, co było o tyle zrozumiałe, że Słowak wrócił z EURO 2020. Czy szkoleniowiec Lechii ma jednak jakiś plan na tę sytuację? Odbywa się niewypowiedziane oczekiwanie na pretekst do posadzenia byłego bramkarza Korony, czy Kuciak po prostu jesienią musi pogodzić się już z pozycją numer dwa?
Ta sytuacja jest dosyć schizofreniczna. Z jeden strony, Alomerović to jest przecież dobry bramkarz, w 1. kolejce uratował Lechii punkt w Białymstoku (1:1) zupełnie fenomenalną interwencją po strzale Andrzeja Trubehy w doliczonym czasie. Natomiast wszyscy kibice biało-zielonych i wszyscy, którzy dobrze życzą temu klubowi, wiedzą po prostu, że Kuciak jest bramkarzem lepszym, równiejszym. Tylko co teraz? Liczyć na spektakularną wpadkę Alomerovicia, żeby Dusan mógł wrócić między słupki? No raczej nie. Piotr Stokowiec też nie jest takim trenerem, który wziąłby przed sezonem obu bramkarzy na rozmowę i jasno powiedział na przykład, że jeden gra do piątej kolejki, drugi od szóstej do dziesiątej, a kto lepiej się sprawdzi od jedenastej do końca.
Jednocześnie wszyscy znamy charakter Kuciaka, on już powoli zaczyna łapać nerwa, zresztą w ostatnim meczu z Wisłą Płock dostał żółtą kartkę siedząc na ławce. Już zaczynamy żartować, że może zostać pierwszym zawodnikiem, który bez wychodzenia na boisko zapracuje na cztery napomnienia i przymusową pauzę. Myślę, że sytuacja jest dosyć napięta. Alomerović na razie absolutnie nie dał powodu, żeby posadzić go na ławce, więc zobaczymy jak to się będzie dalej rozwijać, tym bardziej, że Dusan zadeklarował swój cel na najbliższe półtora roku. Chce cały czas być blisko reprezentacji Słowacji, a przede wszystkim wywalczyć wyjazd na mistrzostwa świata w Katarze. Z jeden strony to wielki komfort, bo prawdopodobnie żaden inny zespół w ekstraklasie nie ma dwóch tak wyrównanych, dobrych bramkarzy.
Chyba tylko Śląsk Wrocław.
To faktycznie, zresztą Michała Szromnika wszyscy tutaj pamiętamy i wspominamy, bo przecież jest wychowankiem Gedanii. Fajnie, że po tych wszystkich perypetiach, wojażach, tak dobrze się odnalazł. A wracając do sytuacji Lechii, Dusan może być zapalnikiem w szatni, jeżeli to będzie trwało jeszcze kilka kolejek. Sam jestem ciekawy, jak trener Stokowiec to rozwiąże. Na szczęście za chwilę rozpocznie się Puchar Polski, ale Kuciak byłby bardzo niezadowolony, gdyby miał bronić tylko w tych rozgrywkach.
Trener Stokowiec w Gdańsku pracuje już od ponad czterech lat, zdobył PP, brązowe medale mistrzostw Polski, nieźle zaprezentował się w europejskich pucharach. Lechia pod jego wodzą cały czas może notować progres, czy raczej zatrzymała się już na określonym, całkiem wysokim poziomie?
Będąc tak zupełnie szczerym, to ja niczego wielkiego po Lechii w tych rozgrywkach nie oczekuję. Liczę, że być może trener Stokowiec mnie zaskoczy, bo te trzy pełne sezony, które spędził już w Gdańsku, to jednak była bardzo podobna drużyna. Przewidywalna nie w negatywnym sensie, ale po prostu wiemy jak ona gra, że jest to piłka bardziej defensywna, pragmatyczna. Szkoleniowiec biało-zielonych od wielu miesięcy zapowiadał, że ten zespół ma grać bardziej efektownie w ataku, kontrolować grę, zaskakiwać rywala. Ja w takim razie na to czekam. Biorąc pod uwagę jakich ma wykonawców i jaki jest potencjał w ofensywie będzie o to trudno, chyba że rzeczywiście uda się pozyskać tą dziesiątkę na bardzo wysokim poziomie, o której rozmawialiśmy.
W tej chwili, w środku pola Lechii zbyt wielkiego zagrożenia nie ma. To jest tercet Tomasz Makowski – Jarosław Kubicki – Jakub Kałuziński, czyli mówimy o bardzo solidnych piłkarzach, jeśli chodzi o grę w destrukcji, ale nie takich, którzy realnie mogą stworzyć niebezpieczeństwo w ofensywie. Przez to jest pewnie też łatwiejsza do rozczytania. Jest też spora dziura na prawej obronie po sprzedaży Karola Fili do Strasbourga, bo Mykoła Musolitin na razie prezentuje się bardzo przeciętnie. Kontuzjowani są stoperzy Michał Nalepa i Kristers Tobers, a właśnie na mecz we Wrocławiu wrócić ma Bartosz Kopacz, który stworzy parę środkowych obrońców z Mario Malocą.