Nie było spalonego
Mecz Śląska z Ruchem dostarczył nam dwie kontrowersyjne sytuacje sędziowskie. Emocje wzbudził faul Jarosława Fojuta na wychodzącym na czystą pozycję Macieju Jankowskim oraz bramka dla wrocławian, która zdaniem niektórych padła ze spalonego. O opinię na ten temat specjalnie dla ŚLĄSKnetu poprosiliśmy sędziego Wojciecha Kretka. Bramka dla Śląska Wroclaw
Sytuacja, po której Mateusz Cetnarski zdobył bramkę, była bardzo złożona i można brać pod uwagę wiele czynników przy ocenie, czy gol ten został strzelony w sposób prawidłowy. Wystarczy jednak jedno proste wyjaśnienie, które powinno rozwiać wszelkie wątpliwości. Mianowicie, pod uwagę przy ocenie spalonego bierze się tylko i wyłącznie ostatnie zagranie współpartnera zdobywcy bramki, czyli w tym wypadku kopnięcie piłki przez Sebastiana Milę - Cetnarski wówczas znajdował się za linią piłki, a zatem o spalonym nie ma mowy.
Co innego, gdyby zamiast Mili piłkę w niekontrolowany sposób zagrał obrońca drużyny gości. Wówczas należałoby wrócić do dośrodkowania Przemysława Kaźmierczaka, w momencie którego Cetnarski był na pozycji spalonej i po takim domniemanym zagraniu obrońcy trzeba byłoby zastosować przepis o skorzystaniu z przebywania na pozycji spalonej i spalonego odgwizdać.
Ewentualnie, można również rozważać, czy pozycja spalona Cetnarskiego w momencie zagrania przez Kaźmierczaka nie zamieniła się w spalonego, gdy Cetnarski wyskoczył do piłki. Wyskok ten jednak niczego w akcji nie zmienił, nie zdezorientował on ani bramkarza, ani obrońców Ruchu Chorzów, w związku z czym nie było podstaw do przerwania gry.
Sytuacja bramkowa Ruchu Chorzów
W 14. minucie meczu Jarosław Fojut pociągnął za ramię Macieja Jankowskiego, który wykorzystał sytuację, wywrócił się i został pozbawiony tzw. realnej szansy do zdobycia bramki. Czy rzeczywiście? Patrząc na tę sytuację z szerokiej perspektywy, nie wyobrażam sobie, by Piotr Celeban czy tym bardziej Dariusz Pietrasiak zdążyliby powstrzymać szarżującego na bramkę Jankowskiego, który bez wątpienia, niewytrącony z równowagi, znalazłby się w sytuacji "sam na sam" z bramkarzem Śląska. A to oznacza, że Ruch Chorzów został pozbawiony realnej szansy do zdobycia bramki, co jest równoznaczne z ukaraniem Fojuta czerwoną kartką i wykluczeniem go z gry. W tej sytuacji, moim zdaniem, sędzie popełnił błąd, pokazując Fojutowi tylko żółtą kartkę.
źródło: Wojciech Kretek
