''Nie mamy się czego wstydzić'' - W. Tęsiorowski

Mimo, że w środowy wieczór piłkarze Śląska toczyli zaciekły bój z Wisłą Kraków, następnego poranka nie mogli sobie długo pospać. Zawodnicy, którzy grali w meczu 1/16 finału Pucharu Polski mieli odnowę biologiczną. Wyjątkiem był jedynie Krzysztof Ulatowski, który na murawie pojawił się dopiero w końcówce meczu. Pozostali piłkarze z kadry pierwszej drużyny spotkali się natomiast na normalnym treningu..Po zajęciach chwilę czasu poświęcił nam Waldemar Tęsiorowski, drugi trener Śląska, który dokonał krótkiej analizy środowej potyczki i opowiedział o najbliższych planach drużyny.
Chyba trochę żal, bo byliście bardzo blisko awansu do kolejnej rundy Pucharu Polski?
Waldemar Tęsiorowski (II trener Śląska): - - Byliśmy blisko awansu i trochę szkoda, bo mieliśmy szanse na zwycięstwo. W dogrywce wypracowaliśmy sobie dwie dobre okazje na przechylenie szali zwycięstwa na nasza korzyść. Pokazaliśmy, ze możemy jak równy z równym walczyć z drużyną z czołówki ekstraklasy i na pewno to doda jeszcze więcej wiary w siebie naszym piłkarzom. Wisła indywidualnie ma lepszych zawodników, ale liczy się drużyna. Gdyby nie ta nieszczęśliwie stracona druga bramka, mecz mógłby się chyba inaczej potoczyć?
- Szkoda tych straconych bramek w pierwszej połowie, bo mecz mógłby mieć zupełne inny przebieg, gdyby nie te dwa błędy. Wiedzieliśmy jak Wisła wykonuje stałe fragmenty gry, że są dośrodkowania na długi słupek i albo Cleber albo Głowacki zgrywają piłkę do środka i jeden z piłkarzy miał ich pilnować. Przy drugiej bramce rywale mieli dużo szczęścia, było takie małe zamieszanie, piłka trafiła do Kosowskiego, a ten się pośliznął i uderzył, a futbolówka odbiła się od słupka, głowy Radka Janukiewicza i wpadła. Podobny gol, jak Jacka Krzynówka w meczu z Portugalią.
Jednak mimo dwubramkowej straty piłkarze ambitnie walczyli i udało się wyrównać. To chyba spory sukces?
- Rywale myśleli chyba, że jest już po meczu. Nawet, gdy strzeliliśmy na 2:1, to trener Skorża wpuścił na boisko Sobolewskiego, już raczej starając się tylko dowieźć ten wynik do końca. Na pewno nie mamy się czego wstydzić, pokazaliśmy charakter i to, że także mamy dobrych piłkarzy. Przykładowo Vladimir Ćap potrafił ograć trzech rywali w jednej akcji.
Na Oporowskiej wygrał faworyt, ale w pozostałych środowych meczach Pucharu Polski było sporo niespodzianek.
- Rzeczywiście, szkoda, że nie doszło do niej również we Wrocławiu. Czytałem, że w meczu Groclinu arbiter pokazał gospodarzom 4 czerwone kartki, a ja chciałbym zobaczyć powtórkę tej sytuacji, gdy bez piłki u nas zaatakowany został Krzysiek Ulatowski, a sędzia pokazał żółtą kartkę interweniującemu Łudzińskiemu. Kilka razy arbiter odgwizdywał faule przy lekkich starciach, a czasami pozwalał na bardzo ostrą grę.
W środę o wszystkim decydowały rzuty karne. Może jednak trzeba było na ostatnim treningu poćwiczyć ten element?
- Nie trenowaliśmy specjalnie przed tym meczem rzutów karnych, ale normalnie na zakończenie treningu często piłkarze strzelają z 16 i 11 metrów. W czasie meczu nie było dyspozycji kto ma wykonywać jedenastkę, ale widziałem, że chciał chyba strzelać Krzysiek Wołczek, jednak po rozmowie wykonywać rzut karny zdecydował się Przemek Łudziński.
A jak wyglądała sytuacja przed decydującą serią, która decydowała o zwycięstwie?
- Nie byli wcześniej wyznaczeni piłkarze do serii jedenastek, wybraliśmy piątkę piłkarzy, a oni stwierdzili, że czują się na siłach.
Takiej atmosfery na Oporowskiej jak przy okazji meczu z Wisłą chyba dawno nie było?
- Atmosfera była bardzo fajna i szkoda, że na trybunach mogło zasiąść tylko 6 tysięcy widzów. Teraz czeka nas mecz z Polonią Warszawa i liczę, że przyjdzie na stadion również dużo kibiców
Mecz z Polonią już w poniedziałek, a o wygraną nie będzie raczej łatwo.
- Oni też mieli ciężką przeprawę w pucharze z Lechem, ale jednak nie grali 120 minut. „Czarne koszule” miały mały ostatnio dołek, ale to jest zespół, w którym są bardzo dobrzy zawodnicy. Ostatnio wygrali ze Zniczem, teraz z Lechem i są na fali wznoszącej.
Będą jakieś specjalne przygotowania do tego meczu?
- Przygotowujemy się normalnie do tego pojedynku, będziemy mieć po jednym treningu do niedzieli. Nie wiem czy znów w dniu meczu zespół spotka się wcześniej na wspólnym obiedzie, tak jak przed meczem z Wisłą, to jeszcze ustalimy. Zrobimy wszystko, by komplet punktów został na Oporowskiej.
Co będzie kluczem do zwycięstwa?
Musimy zagrać wysoko i agresywnie. Myślę, ze uda nam się wypracować sobie odpowiednią ilość dogodnych akcji, by przechylić szalę zwycięstwa na naszą korzyść.
Śląsk jest wiceliderem, w czołówce panuje jednak duży ścisk. Można być zadowolonym z 23 punktów po 12 meczach?
- Szkoda tych straconych punktów p remisach w Łomży i ze Stalą. Gdybyśmy wygrali, to mielibyśmy już przewagę nad resztą stawki. Żal straconych 4 punktów, szczególnie, że byliśmy zdecydowanie lepsi od rywali.
