Niedosyt: Arka - Śląsk 1:1 (1:1)

Niedosyt – to słowo jest najczęściej powtarzane przez wrocławian po ostatnich meczach. Nie sposób zaprzeczyć, że w Gdyni Śląsk rozegrał bardzo dobre spotkanie, a kilku zawodników wzniosło się na wyżyny swoich umiejętności. Trudno także nie zgodzić się z opinią trenera Ryszarda Tarsiewicza , że wszystko zmierza w dobrym kierunku i zespół z meczu na mecz gra coraz lepiej. Dobra gra w potyczce z Arka nie może jednak przesłonić faktu, że w ostatnich trzech meczach (ŁKS Łomża, Stal, Arka) Śląsk wywalczył tylko 3 punkty! Za jakiś czas mało kto będzie pamiętać o olbrzymiej przewadze, kilkunastu sytuacjach bramkowych i pechowym golu samobójczym, za to na rubrykę z punktami w tabeli II ligi wszyscy będą spoglądać. W najbliższym czasie wrocławian czekać będą pojedynki z kolejnymi ekipami z czołówki – Turem, Piastem i Wisłą, jeśli Śląsk ma ambicje gry w ekstraklasie musi znów wygrywać. Liga w tym sezonie jest jednak niezwykle wyrównana i rywale także gubią punkty, a wrocławska maszyna zaczyna wyglądać na coraz lepiej pracującą (dużo wniosły nowe elementy - Klofik, Górski, Łudziński), zatem można z optymizmem spoglądać w przyszłość.


 

Mecz Arki ze Śląskiem uznany został za spotkanie podwyższonego ryzyka i w związku z tym organizatorzy zastosowali specjalne środki ostrożności, które nie do końca zdały rezultatu. Na żart zakrawają podziękowania klubu skierowane do gdyńskich kibiców, za bardzo dobre zachowanie podczas meczu. Może rzeczywiście dopuszczenie do sytuacji, w której, ponownie jak podczas meczu barażowego w 2004 roku, z bramki Radosława Janukiewicza zostaje ukradziony szalik, gdy bramkarz jest opluwany przez ochroniarzy (porządkowych?), a jedna z osób próbuje zerwać z płotu flagę wrocławian, to powód do pochwał. – Ci ludzie są nieobliczalni, zacznie się od plucia, a na czym skończy? Może potem polecą kamienie albo cegłówki? Interweniowaliśmy u arbitra w pierwszej połowie, ale nie reagował – mówił po meczu wzburzony Jarosław Szandrocho, masażysta Śląska, który pamięta jak podczas meczu barażowego kibice przeskakiwali przez płoty i stali obok murawy, a wrocławianie musieli po meczu szybko biec do szatni, bo niewiele brakowało by doszło do rękoczynów.



Trener Tarasiewicz nie zaskoczył ustawieniem wyjściowej jedenastki. Po pozostawieniu we Wrocławiu braci Gancarczyków i Tomasza Szewczuka było niemal pewne, że na skrzydłach zagrają Robert Rosiński (lewe) i Patryk Klofik (prawe). W środku pola walczyć mieli Sztylka, Górski i ofensywny Ulatowski, a rolę wysuniętego napastnika spełniał Imeh. Niegryjczyk, który w 2005 roku występował w barwach Arki, został ciepło przyjęty przez kibiców i być może to przyczyniło się do jego chyba najlepszego występu w barwach Śląska. Nie można także narzekać na grę defensywy, w której prym wiódł kapitalny Ćap. Okazale wypadł także debiut Wojciecha Górskiego, który udowodnił wszystkim niedowiarkom spoglądającym mu w metrykę, że jest w stanie wnieść dużo dobrego do gry WKS-u.



Wojciech Stawowy, szkoleniowiec Arki w tym spotkaniu nie mógł skorzystać z usług Marcina Chmiesta i Tomasza Sokołowskiego, którzy cierpieli na urazy. Trener Gdynian miał jednak do dyspozycji szeroką kadrę i nastawił swoich podopiecznych na bardzo ofensywną grę. Linię ataku tworzył wysunięty Wachowicz, którego ze środka wspierali skrzydłowi Karwan i Bazler, a ze środka Moskalewicz, także momentami wrocławianie musieli radzić sobie z czterema groźnymi atakującymi.



Skoncentrowani wrocławianie nie dali w pierwszych minutach narzucić sobie stylu gry rywala, umiejętnie wybijali ich z rytmu gry, a w 10 minucie byli bliscy objęcia prowadzenia gdy niefortunnie interweniujący Sobieraj po dośrodkowaniu Wołcza o mały włos nie skierował futbolówki do własnej bramki. Jednak po chwili piłka zatrzepotała w siatce, gdy wrocławianom udało się skutecznie przeprowadzić akcję od dawna ćwiczoną na treningach. Z auto na wysokości pola karnego silnie piłkę rzucił Wołczek, nie sięgnął jej Imeh, za to jej lot przedłużył Klofik, a na to tylko czekał zamykający akcję Rosiński, który z 10 metrów wpakował ją do bramki obok bezradnie interweniującego Bledzewskiego. Po stracie bramki gospodarze rzucili się do odrabiania strat i w 21 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego bliski szczęścia był Szyndrowski, jednak Janukiewicz zdołał przenieść piłkę nad poprzeczką. Wrocławianie nie skupili się jednak tylko na bronieniu korzystnego rezultatu i niewiele brakowało by po raz drugi zmusili Bledzewskiego do kapitulacji. Najpierw odrobiny precyzji zabrakło Ćapowi przy strzale z rzutu wolnego, potem niecelnie uderzył z 16 metrów Rosiński, wreszcie w 30 minucie po ładnej kontrze z piłką na 7 metrze minął się Ulatowski. Gorąco było także pod bramka Janukiewicza, szczególnie po stałych fragmentach gry, jednak umiejętnie grająca wrocławska defensywa czasem ofiarnie interweniując nie dała się pokonać aż do 42 minuty. Wtedy to po rzucie rożnym dwóch zawodników WKS-u minęło się z piłkę, z 5 metrów uderzył Kowalski futbolówka odbiła się od stojącego przy słupku gracza Śląska, ale dopadł do niej Wachowicz i silnym strzałem posłał do siatki.



Nerwowo było na trybunach, nerwowo także na boisku – w pierwszej połowie uderzony łokciem w twarz został Ulatowski, ale sędzia nie zauważył przewinienia. Arbiter starał się uspokajać piłkarzy za pomocą żółtych kartek - w sumie pokazał aż 9 żółtych kartek, w tym aż 6 dla wrocławian – ale nie zdało się to na wiele. W 57 minucie główkującego Pokornego ostro zaatakował Karwan i na boisku doszło do przepychanki. Kilka minut później gospodarze stanęli przed szansą objęcia prowadzenia. Strzał Bazlera zdołał odbić Janukiewicz, a piłka po chwili trafiła do Karwana, który z 8 metrów posłał futbolówkę nad poprzeczką. Była to jedna z nielicznych groźnych sytuacji pod wrocławską bramką, większość akcji wrocławianie umiejętnie rozbijali w środku pola. Piłkarze Śląska mądrze wybijali z rytmu rywala, starali się także maksymalnie opóźniać grę. I choć wynik remisowy większość z drużyn uznałaby za sukces, to wrocławianie nie skupili się tylko na murowaniu bramki, lecz zgodnie z przedmeczowymi zapowiedziami ambitnie walczyli o zwycięstwo. W 64 minucie na murawie pojawił się Łudziński, który zmienił Rosińskiego, i po chwili zdecydował się na zaskakujący strzał z 30 metrów, piłka skozłowała jeszcze przed Bledzewskim i golkiper z największym trudem zdołał ją odbić. Z dystansu próbowali także strzelać Górski i Sztylka, ale nie zaskoczyli bramkarza Arki. Gospodarze, którzy nie mogli znaleźć koncepcji na rozmontowanie wrocławskiej defensywy, stanęli przed szansą w drugiej minucie dodatkowego czasu gry (arbiter doliczył 5 minut), ale Weinar posłał z 16 metrów piłkę nad „okienkiem” bramki. Arkowcy rzucając wszystkie siły do ataku narażali się na kontry i w 5 minucie doliczonego czasu gry wrocławianie stanęli przed szansą na zwycięstwo, ale przy podaniu Imeha Łudziński znajdował się na pozycji spalonej, a po chwili sędzia zakończył mecz.



Mecz z Arką pokazał, że wrocławianie maja duży potencjał - obiecująco zadebiutowali Górski i Łudziński, tradycyjnie dobrze grała defensywa. Czy zespół Śląska po serii remisów zdoła wygrać z Turem? Jeśli zagrają z taka wolą walki, agresywnością i zaangażowaniem jak z głównym kandydatem do awansu na jego boisku to z pewnością pokonają rewelacyjnie grającego beniaminka z Turku. W spotkaniu tym z powodu otrzymania już 4 żółtych kartek w sezonie nie będą mogli zagrać Wołczek i Ćap.



Arka Gdynia – Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)

Bramki: Wachowicz 42’ – Rosiński 14’



Arka Gdynia: Bledzewski - Kowalski (Weiner 79'), Szyndrowski, Sobieraj, Kalousek - Ława, Mazurkiewicz, Moskalewicz(k) (Niciński 72') – Bazler, Wachowicz, Karwan (Łabędzki 90+1). Trener: W.Stawowy.

Śląsk Wrocław: Janukiewicz- Wołczek, Wójcik, Pokorny, Cap - Klofik (Ostrowski 85'), Sztylka, Górski, Ulatowski (Łudziński 64'), Rosiński (Wan 64') - Imeh. Trener : R.Tarasiewicz



Żółte kartki: Karwan, Szyndrowski, Ława - Imeh, Sztylka, Wołczek, Ćap, Łudziński.

Sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa).

Widzów : 7 tys. ( w tym 300 kibiców Śląska).

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.