Niedziela, czy sobota?
Przed startem sezonu na naszych łamach pojawiła się sonda z pytaniem jaka pora jest najlepsza do rozgrywania meczów we Wrocławiu. Pojawienie się sondy było pokłosiem wypowiedzi działaczy, którzy mówili o grze jak za dawnych lat w niedzielny poranek. W odpowiedzi ponad połowa głosów została oddana na sobotnie popołudnie. Inauguracja z Kujawiakiem w niedzielę przyciągnęła 7500 wg nas (7000 wg serwisu 90minut.pl). Potem przyszła kolej na mecze sobotnie – Podbeskidzie 6500 (6000), Zagłębie 7000 (7000), by ostatnie dwa mecze znów grać w niedzielę – Ruch 8000 (9000), Heko 7000 (8000 Gazeta Wrocławska). Kolejne mecze do końca rundy mają także być rozegrane w niedzielę. Zachodzi pytanie, czemu gramy właśnie w ten dzień? Wg działaczy ten dzień gwarantuje wyższą frekwencję, co za tym idzie więcej sprzedanych biletów i większe wpływy do klubu. Moim zdaniem jest to pogląd błędny. Oczywiście faktem jest to, że w dotychczasowych spotkaniach średnia widzów na meczach niedzielnych była wyższa, niż w sobotnich. Jest jednak kilka „ale”. Inauguracyjny mecz, to niezbyt elektryzujący kibiców Kujawiak, postawa Śląska, zespołu bez dużych wzmocnień była wielką niewiadomą, jednak w porównaniu z 3 liga ilość osób na trybunach była porażająca i nie ma co narzekać. Po tym przyszedł prysznic w postaci porażki w Białymstoku i optymizm przygasł, co od razu odbiło się na frekwencji. Mecz był porywający, emocje większe niż z Kujawiakiem, prasa pisała o „dreszczowcu” i część fanów żałowała, że została w domu. Efekt łatwy do przewidzenia, wzrost fanów na kolejnym meczu. Mimo, że mecz ze względów na imprezy dodatkowe rozpoczął się o godzinie 11, a na żywo była transmisja w TV, ilość widzów wzrosła. Postanowiono jednak następny mecz rozegrać w niedzielę. Wydawało się to ruchem dobrym, pojedynek z Ruchem oglądała, jak na razie, rekordowa ilość widzów i działacze poszli za ciosem ostatecznie rezygnując z sobót. Nie zwrócono jednak uwagi, że na frekwencję oprócz dnia ma wpływ także kilka innych czynników. Są to przede wszystkim pozycja w tabeli i ostatnie wyniki oraz klasa rywala (sportowa i kibicowska). Co z tego, że Śląsk miał szansę zostać liderem, jak na meczu z Heko widownia była już mniejsza. Widzów było jednak sporo i działacze swojej linii się trzymają argumentując, że jest fanów więcej niż na pojedynkach sobotnich. Czy zwrócono uwagę, że pierwsze mecze (w tym te sobotnie) odbywały się w czasie wakacyjnym, kiedy część fanów wypoczywa? Jasne jest, że gdy WKS zaczął grać jak z nut i wygrał w Łodzi i Gdańsku ostatecznie część kibiców widząc, że Śląsk jest „na fali” zdecydowała się na przyjście na stadion.
Ile osób pojawiłoby się meczach, gdyby odbywały się w soboty? Moim zdaniem więcej. Podam kilka powodów. Niedziela jest dniem meczów w niższych ligach. Wiele osób gra, czy też kibicuje także swoim lokalnym zespołom w B- , C-klasie, gdzie mecze tradycyjnie odbywają się w niedzielę o 11. Spotkania kończą się o 13, mecz Śląska o 16, zatem szybka jazda do domu na obiad, a potem pędem pod stadion, bo w pamięci są kolejki po bilet. A teraz w związku z aurą Radomiak planowany jest na 15:30. Problem mają także fani żużla. Mecz Śląska kończył się o 18, a początek Atlasa o 19, zatem sprint przez miasto. Cóż powiedzieć mogą osoby licznie przyjeżdżające z okolicznych miejscowości. Na mecz przyjeżdżają kibice z różnych zakątków Dolnego Śląska. Powrót do domu późnym wieczorem powoduje, ze nie ma nawet czasu na podzielenie się wrażeniami, czy świętowanie zwycięstwa, bo trzeba szykować się do pracy/szkoły. A jeśli już mówimy o świętowaniu to i dla fanów z Wrocławia nie jest to dobry termin. Niedziela jest tradycyjnym dniem wizyt rodzinnych, spotkań. Spora część kibiców w ten właśnie dzień spotyka się z babcią, teściową, rodzicami. Mecz w niedzielne popołudnie (a wkrótce właśnie w porze obiadowej) powoduje wyraźny konflikt. Wszystkie to moim zdaniem powoduje, że na trybunach jest mniej osób, niż mogłoby być.
Mecze niedzielne nie są także korzystne dla drugiej drużyny. Jeśli pierwszy zespół WKSu gra w niedzielę, to część graczy siedzących na ławce rezerwowych nie może się ograć w rezerwach, bowiem Śląsk II grywa także w niedziele. A przecież rezerwy mają walczyć o powrót do 4 ligi. Na razie grając głównie młodym składem udaje się wygrywać, ale czy będzie tak dalej? Nie bez znaczenia też jest kwestia presji. Gdy większość meczów rozegrana została w sobotę zawodnicy wiedzą, na czym stoją. Wiedza ta może mieć wpływ pozytywny, ale także negatywny. W niedzielę myśl o liderowaniu, jakby spętała piłkarzom nogi.
Oczywiście w soboty część ludzi pracuje i miałaby problem z dotarciem na czas na stadion. Główną kwestią jest oszacowanie, jak duża jest to liczba. Bo działaczom i nam chodzi o to samo – by na trybunach było jak najwięcej ludzi. Być może się mylę i to mecz w niedzielę przyciąga więcej ludzi, pytanie tylko czemu inne drużyn nie rozgrywają swoich pojedynków w ten dzień ? Dotychczas w niedziele odbyło się 30% meczów II ligi, 3 pojedynki tego dnia oprócz Śląska na swoim koncie ma tylko Radomiak. Ktoś może powiedzieć, że by osiągnąć większą frekwencję w niedzielę lepiej grać zespołom w dużych miastach. Czemu na to nie wpadli zatem w Gdańsku, Łodzi, Białymstoku, Sosnowcu? Czyżby to była nasza wrocławska specyfika?
Zapraszam do dyskusji wszystkich kibiców tych optujących za meczami w sobotę i tych, którym bardziej odpowiada niedziela. Być może działacze się mylą i Śląsk powinien grać w soboty. Jeśli by się tak okazało, wszystkie rzeczowe argumenty wpisywane w komentarzach zostaną przekazane ludziom z klubu. Choć pewnie sami przeczytają, bo wiemy, że zaglądają czasem na nasze łamy.
źródło: własne
