Niegościnne Czermno: Heko - Śląsk 1:1 (1:1)

Wśród staropolskich przysłów można znaleźć „Gość w dom, Bóg w dom”, jest także „Czym chata bogata, tym rada”. Piłkarze zespołu Heko nie okazali się na tyle gościnni by oddać trzy punkty wrocławianom, miejscowi działacze natomiast skandalicznie po meczu potraktowali dziennikarzy z Wrocławia. Na murawie wszyscy zawodnicy mieli równe szanse, natomiast przed wejściem do budynku klubowego niemała grupka żurnalistów z Wrocławia nieposiadająca karty GOŚĆ zmuszona została do kilkunastominutowego stania na deszczu w oczekiwaniu na konferencję prasową, gdy w tym samym czasie miejscowi dziennikarze grzali się w sali bankietowej... ot wiejska gościnność.


 

Wrocławianie jechali na mecz niezwykle zmobilizowani i pałający żądzą zmazania plamy po kompromitującej porażce 0:3 z Drwęcą. Drużyna wyjechała ze stolicy Dolnego Śląska już w sobotę i noc spędziła w hotelu kilkadziesiąt kilometrów od Czermna. Gdy w niedzielę zawodnicy dojechali na stadion większość od razu zwróciła uwagą na fatalny stan murawy. W takich warunkach zdecydowanie łatwiej jest się bronić, niż atakować.



Trener Tarasiewicz musiał coś zmienić w składzie po ostatnim meczu i zdecydował się desygnować do gry od pierwszej minuty Rudolfa, Rosińskiego i Egharevbę, a na ławce rezerwowych usiadł Budka i Kowal. Z powodu kontuzji w meczu nie mógł zagrać Bugaj i oczywiście Szewczyk. Natomiast w zespole Heko fani Śląska mogli zobaczyć Jarosława Solarza, który pełnił funkcję kapitana, a niedawno był testowany w WKS-ie oraz Pawła Woźniaka, który kilka lat temu reprezentował barwy Śląska. Znajomy wrocławskim fanom był także arbiter – Marek Kowal, który mocno zapadł w pamięci za sprawą swoich wyczynów w jesiennym meczu z Kujawiakiem.



Niestety wrocławianie po raz kolejny zaspali w pierwszych minutach meczu. Po rzucie rożnym najwyżej w polu karnym wyskoczył Drozd i ledwo spotkanie się rozpoczęło, a Śląsk musiał odrabiać straty. Podrażnieni stratą bramki zawodnicy ruszyli do ataku W 10 minucie w polu karnym sfaulowany został Ulatowski i sędzia wskazał na „wapno”. Do piłki ustawionej na 11 metrze podbiegł Dudek i okazał się pewnym egzekutorem. Mecz rozpoczął się jakby od początku. Drużyna WKS-u starała się pójść za ciosem i objąć prowadzenie. Groźnie z dystansu uderzał Dudek, piętą strzelał Naskręt. W 25 minucie po kontrze w dobrej sytuacji znajduje się Frank, ale piłka po jego uderzeniu z kilkunastu metrów uderzyła w poprzeczkę.



W przerwie nastąpiła jedna zmiana we wrocławskiej drużynie. Ostrowskiego zastąpił Budka, który miał wprowadzić jeszcze więcej ożywienia do gry ofensywnej. Śląsk nadal był stroną atakującą, jednak gracze WKS-u nie potrafili postawić kropki nad „i”. Gospodarze nie ograniczali się jednak tylko do obrony. Gdy tylko nadarzyła się okazja próbowali wyprowadzić szybkie kontry. Właśnie po takiej akcji w 54 minucie oko w oko z Janukiewiczem znalazł się Kanarski, ale na szczęście dla wrocławian górą w tym pojedynku okazał się golkiper Śląska. Obraz gry do końcowego gwizdka nie uległ zmianie. Inicjatywa należała do podopiecznych trenera Tarasiewicza, jednak zawodnikom brakowało zimnej krwi pod bramką rywali. Piłkarze próbowali zaskoczyć Mańkę uderzeniami z dystansu, grą kombinacyjną, gorąco także robiło się po rzutach rożnych, jednak bramka Heko była jak zaczarowana. Gdy wydawało już się, że wynik nie ulegnie zmianie, w ostatnich minutach obie drużyny wypracowały sobie doskonałe okazje do strzelenia zwycięskiego gola. Szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny mogli przechylić zmiennicy. Najpierw w 88 minucie gospodarze wyprowadzili kontrę, ale Socha nie potrafił wykorzystać okazji, a już w doliczonym czasie gry piłkę 8 metrów od bramki otrzymał Kowal, ale jego próba lobowania bramkarza skończyła się fatalnie. Trener Tarasiewicz po zmarnowaniu takiej okazji z wściekłością miotał się koło ławki rezerwowych z okrzykiem, który nie nadaje się do publikacji.



Po meczu, który obserwowało wiele osobistości m.in. selekcjoner Paweł Janas , wrocławianie mogą czuć niedosyt. Przez całe spotkanie byli stroną atakującą, inicjatywa należał do nich. Jednak wygrywa ten zespół, który strzeli więcej goli, a tego dnia, podobnie zresztą jak w ostatnich spotkaniach, skuteczność pod bramką rywali nie była najmocniejszą stroną Śląska. Trzeba cieszyć się z jednego punktu, bowiem gdyby gospodarze zachowali więcej zimnej krwi to komplet oczek mógłby zostać w Czermnie. Teraz wrocławianie mają 10 dni odpoczynku do meczu w Radomiu. Po 7 meczach w rytmie środa-weekend przyszedł czas na złapanie oddechu i nabranie sił do decydujących meczów.





Heko Czermno - Śląsk Wrocław 1:1 (1:1)


1:0 2' - Drozd

1:1 9' - Dudek (karny)



Heko: Mańka - Solarz, Boguś, Branowicki, Drozd, Sobczyński, Woźniak (46' Socha), Pałkus (59' Matuszczyk), Cheda (77' Pluta), Kościukiewicz, Kanarski.



Śląsk: Janukiewicz - Rudolf, Ignasiak, Naskręt, Celeban - Rosiński, Sztylka, Dudek, Ostrowski (46' Budka) - Ulatowski, Egharevba (80' Kowal).





Sędziował: Marek Kowal (Katowice)


Widzów: 1000+100.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.