''Nikt nie wie, z czego bierze się ten patent'' (OPINIA EKSPERTA)

''Nikt nie wie, z czego bierze się ten patent'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W 26. kolejce ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra na wyjeździe z Wisłą Płock. O ubiegłotygodniowym debiucie trenera Pavola Stano, szansach na europejskie puchary i znakomitych wynikach na własnym stadionie rozmawiamy z Michałem Wiśniewskim, redaktorem naczelnym strony portalplock.pl.



 

Wisła Płock w debiucie nowego trenera Pavola Stano wygrała dopiero drugi w sezonie mecz na wyjeździe (1:0 z Jagiellonią). Po wizycie na Podlasiu jedyne, na co można narzekać, to nieskuteczność?

Na pewno trzeba uznać, że debiut nowego szkoleniowca Nafciarzy był udany. Stano wchodził w momencie, w którym nie mógł skorzystać z wykartkowanych Łukasza Sekulskiego i Jakuba Rzeźniczaka, czyli jakby nie patrzeć ważnych zawodników. Słowacki trener zamieszał w tym kotle, nie od dziś wiadomo, że choćby Kristian Vallo lepiej się czuje z przodu niż broniąc dostępu do własnej bramki i zagrał chyba najlepszy mecz w barwach Wisły Płock. Na Marko Kolara też już pojawiały się głosy narzekania, bo wszyscy wiemy, że to jest dobry piłkarz, a do tego meczu strzelił tylko dwa gole w ekstraklasie i nie pokazywał swojego potencjału. W Białymstoku chorwacki napastnik dostał szansę, trener nie postawił na oczywistości typu Patryk Tuszyński na dziewiątce i łatanie klasycznym do tej pory skrzydłowym.

Wyszło dobrze, rzeczywiście można mieć niedosyt, że to była tylko jedna bramka, choć w przypadku Wisły Płock, która do tej pory na wyjazdach głównie zawodziła, może to brzmieć dziwnie. Rywala trzeba dobijać, jeśli jest ku temu okazja, bo naraziliśmy się na nerwową końcówkę, gdy w 90. minucie sędzia Tomasz Musiał oglądał na monitorze starcie Damiana Zbozienia z Michałem Pazdanem, ale nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego dla Jagiellonii. Można gdybać, zdania są podzielone. Generalnie debiut trenera Stano na duży plus, z tego co zawodnicy też się wypowiadają, treningi są ciekawe, intensywne. Pewnie jeszcze za wcześnie, by mówić, że widać rękę nowego szkoleniowca, ale ten mini kryzys z początku roku Nafciarze chyba mają już za sobą.

Ten mini kryzys w postaci trzech kolejnych porażek z rzędu kosztował posadę trenera Macieja Bartoszka, którego przed przyjściem Stano chwilowo zastąpił asystent Łukasz Nadolski (3:1 z Górnikiem Łęczna). Co spowodowało, że poprzedni szkoleniowiec Wisły Płock musiał odejść, wyniki ogólnie były przecież całkiem niezłe?

Pewnie nie o wszystkim wypada już w tym momencie mówić, a pewne rzeczy lepiej, żeby już pozostały tajemnicą. Czy trener Bartoszek musiał odejść ze względu na wyniki? Pewnie można się było pokusić o danie szansy na przełamanie w meczu z Łęczną, ale z drugiej strony są osoby w tym klubie będące znacznie bliżej drużyny, obserwujące chłopaków i jak funkcjonuje szatnia praktycznie w każdym momencie. Widocznie ktoś uznał, że z tej mąki chleba już nie będzie, a jak widać została podjęta dobra decyzja. Dwa mecze, sześć punktów, warto też podkreślić, że wspomniany trener Nadolski w ostatnich latach w Płocku zrobił błyskawiczną karierę, bo zaczynał stosunkowo niedawno od analityka, potem stał się asystentem trenera Bartoszka i na jeden mecz przejął ekstraklasowy zespół. Z tego co wiem, zwolniony w lutym szkoleniowiec Wisły nie miał jakichś wielkich konfliktów personalnych z zawodnikami, ale czasami jest tak, że coś się musi skończyć, żeby coś innego mogło się zacząć.

Wygrana w Białymstoku spowodowała, że najbliższy rywal Śląska zbliżył się na zaledwie cztery punkty do potencjalnie pucharowego 4. miejsca w tabeli. W Płocku celuje się w europejską przepustkę, mówi się o niej, czy taki rozwój wypadków byłby tylko miłym zbiegiem okoliczności?

Wszyscy raczej mamy tutaj świadomość, że Wisła nie jest takim klubem, który może otwarcie zadeklarować: „tak, celujemy w europejskie puchary”. Wiadomo, że jeżeli jest taki moment sezonu, to trzeba po prostu myśleć o każdym kolejnym zwycięstwie i kto wie, co będzie po 32. czy 33. kolejce. Jeżeli wtedy będzie realna szansa na wywalczenie europejskiej przepustki, to ktoś będzie mógł wyjść i zadeklarować, że taki jest plan. Pan mówi o czterech punktach do 4. miejsca, a ja zwrócę uwagę, że to też raptem sześć oczek przewagi nad 12. Jagiellonią. W tej tabeli jeszcze dużo się może zmienić, przed Wisłą jeszcze dużo ciężkich spotkań. Widziałem już gdzieś wyliczenie, że zespół trenera Stano ma 0% szans na spadek i to jest tak naprawdę najważniejsze, z punktu widzenia Płocka minimum, dobrze mieć to już w marcu załatwione.

Nafciarze są już szósty sezon w ekstraklasie, już trochę wyrośliśmy z tego, jak ja to nazywałem bycia „małym, miejskim klubem”. Nosimy głowy trochę wyżej, ale jeszcze nie na tyle, by zapowiedzieć walkę o europejskie puchary. To byłaby fajna przygoda, fajne przetarcie, nawet podczas zimowego zgrupowania w Turcji sparingi z takimi zespołami, jak Łudogorec Razgrad, Rubin Kazań czy Neftci Baku wyglądały całkiem przyzwoicie. Wiadomo, że okres przygotowawczy to trochę co innego, ale powrót do pucharów po latach dla kibiców, dla klubu, byłby na pewno fajnym epizodem. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło w ostatniej kolejce sezonu 2017/2018 w Białymstoku byłaby to może nawet jakaś sprawiedliwość dziejowa (błędne decyzje arbitra odebrały drużynie Jerzego Brzęczka właśnie pucharowe 4. miejsce – przyp. red.).

Powiedzieliśmy sobie, że wyjazdowe zwycięstwa Nafciarzy w tym sezonie to rzecz niecodzienna, ale z drugiej strony jest ten niesamowity patent na mecze przed własną publicznością. Bilans 9-2-1 i różnica bramek 20:6 są imponujące, nie sposób zapytać z czego to wynika? Specyfika przebudowywanego stadionu, granie praktycznie za każdym razem o godzinie 12:30?

Od kilku miesięcy pytam o to praktycznie każdego, pamiętam choćby rozmowę z Kubą Rzeźniczakiem, wszyscy sami zadają sobie to pytanie. Można uciekać się do piłkarskich banałów, murawa wszędzie jest identyczna, bramki takie same, a w domu idzie, podczas gdy na wyjeździe jest dużo słabiej. Wisła Płock na wyjazdach miała już co prawda też przebłyski dobrej gry w roli gościa, na przykład jesienią w Zabrzu, gdzie prowadziła 2:1, jednak się posypała i przegrała 2:4. Nikt nie potrafi wskazać z czego bierze się ten domowy patent, to jakaś magia. Każdy kolejny mecz napędza drużynę, trener Bartoszek też budował na tym przekaz, że mamy swoją twierdzę i będziemy jej bronić. Na pewno fajnie wypadła szczególnie końcówka ubiegłego roku, gdy tydzień po tygodniu były wygrane z pikującą Legią i Lechią (dwa razy po 1:0), ale to też nie jest tak, że Wisła w Płocku wszystkich rozwałkowuje. Zdarzały się też przepychane, słabsze mecze czy ten jedyny w sezonie przegrany z Piastem (0:2) w połowie lutego, to był jeden z najgorszych występów u siebie od dawna. Drużyna miała świadomość, że totalnie dała ciała.

Wisła to też piąta najlepsza ofensywa w ekstraklasie, a jeśli dokładnie przyjrzeć się jej kadrze, to tam naprawdę ma kto grać – Rafał Wolski, Mateusz Szwoch, Dominik Furman, Łukasz Sekulski i nie tylko. To chyba cały czas niedoceniany zespół?

No właśnie, Szwoch to już od dawna marka w ekstraklasie, wiemy jakim zawodnikiem jest Furman, który teraz wraca do formy po słabszej jesieni, Damian Rasak miał też fantastyczną minioną rundę. Spójrzmy też, kto zdobywa bramki, choćby ten Sekulski, którego ŁKS przed rozpoczęciem obecnego sezonu oddał bez większego żalu. W pierwszej części sezonu bardzo skuteczny był też Damian Warchoł, wyciągnięty w wieku 26 lat z trzecioligowych rezerw Legii Warszawa, on w tym momencie dochodzi do siebie po kontuzji. To jest miks ludzi, mających doświadczenie i ogranie z takimi, którzy mają coś do udowodnienia w ekstraklasie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.