O incydentach mówią
Jak to się stało, że kibice mieli na trybunach drewniane paliki, kamienie i szklaną butelkę? - zapytaliśmy Alfreda Gulbinowicza, szef zabezpieczenia imprez masowych firmy Impel.
- Jest kilka możliwości. Pierwsza to taka, że jest grupa 14 kibiców, którzy otrzymali od prezesa Dariusza Pszczołowskiego olbrzymi kredyt zaufania i oni mogą się przemieszczać na stadionie jak chcą i kiedy chcą. Klub po prostu poszedł im na rękę i oni mają zgodę na wnoszenie rac świetlnych. Poza tym za trybuną odkrytą jest teren bardzo trudny do zabezpieczenia. Kibice tam chodzą się załatwiać i stamtąd mogą przynieść wszystkie te przedmioty. Ale tych zajść bym nie demonizował. Mimo bardzo nerwowej atmosfery nie doszło do poważniejszych incydentów.
Dlaczego Impel nie zabezpieczył zejścia piłkarzy i sędziów do szatni?
- Ochrona była w odpowiedniej liczbie, ale musieliśmy działać w różnych miejscach. Po końcowym gwizdku baliśmy się, że kibice będą próbowali wtargnąć na boisko. Poza tym przejście do szatni nie powinno wyglądać tak jak wygląda. Ale to jest problem właściciela obiektu.
A zniszczony autokar?
- Był zaparkowany w niewłaściwym miejscu.
źródło: Wieczór Wrocławia
