O łapaniu srok za ogon, priorytetach, dziwnych nagrodach i lokalnej solidarności czyli dlaczego nie będzie mistrza DLJ

Dzisiejszym remisem juniorzy Śląska stracili szanse na mistrzostwo DLJ. Dlaczego lider po rundzie jesiennej na 3 kolejki przed końcem ligi spadł na IV miejsce w tabeli (choć III Parasol ma o jeden mecz więcej rozegrany)?


 

Nie można chyba winić samych piłkarzy. Owszem, wiosną stracili kilka głupich punktów, przede wszystkim z Polaremi i Kuźnią. Jednak główne zarzuty postawiłbym władzom klubu i organizacji. Nie będę tu wałkował po raz kolejny tematu zaplecza i warunków, jakimi dysponuje Śląsk w porównaniu z Miedzią i Zagłębiem. Ale... Przed sezonem odchodzące właśnie władze klubu dokonały masowej wyprzedaży zaplecza. Odeszli młodzieżowcy, z których kilku ma pewne miejsca w składzie swoich drużyn (z kolei Śląsk nie może narzekać na nadmiar młodzieżowców, przez co trener Tarasiewicz ma małe pole manewru) oraz kilku innych zawodników. Klub osiągnął "znaczne oszczędności w kosztach osobowych" W ten sposób praktycznie zlikwidowano drużynę rezerw. O sytuacji II drużyny pisałem w innym miejscu, więc tu ten temat ominę. Ale w tym momencie juniorzy Śląska musieli grać w dwóch drużynach na raz. Pod koniec sezonu widać było zmęczenie, które zadecydowało o utracie kilku ważnych punktów. Nie potrafiono wybrać priorytetów i niestety wiele wskazuje, że oba cele nie zostaną zrealizowane.
O priorytetach można też mówić w aspekcie ostatniej „nagrody” jaką zafundował naszym graczom klub. 3 tygodnie temu pojechali na turniej do Francji. I można tu mówić o nagrodzie, możliwości konfrontacji z klasowymi drużynami, gry na dobrych boiskach itp. Ale gra w ciągu 5 dni 4 meczów oraz podróż po 1000 km w jedną stronę nie może przejść bez echa. Zwłaszcza, że Śląsk czekały ważne i ciężkie mecze w systemie środa sobota. Proponuje przyjrzeć się meczom okołoturniejowym.
Dzień przed wyjazdem Śląsk gra z Polarem i przegrywa 0:1. Czy dlatego, że piłkarze myślami byli we Francji? To akurat trudno powiedzieć ale na pewno trudno o koncentracje. Tuż po powrocie, niemal z marszu grali ciężki mecz z Parasolem. Do przerwy prowadzili 2:0 jednak ostatnie 30 minut opadli z sił i stracili 2 gole. 3 dni później wygrywają z wyjątkowo słabą tego dnia Szkółką Piłkarską Głogów. Ale już w meczu na szczycie z Zagłębiem byli słabsi. I widać było brak świeżości u naszych graczy. Tak samo w dzisiejszym meczu ze Ślęzą, kiedy to zwłaszcza pod koniec opadli z sił. Czy nagroda była nagrodą? Śmiem wątpić. Takie turnieje w trakcie ligi przed ciężkimi meczami to samobójstwo. Jestem pewien, że zawodnicy woleliby wielokrotnie zdobyć mistrzostwo niż grę z może i klasowymi drużynami ale tylko towarzysko. Bo historia nie pamięta sparingów a mistrzów tak. Takie turnieje mogą być ale po lidze.
I taka mała refleksja po dzisiejszym meczu. Drużyna Ślęzy zagrała dziś na ogromnej ambicji. Bardzo zależało im, aby pokonać Śląsk. Po meczu wybuchła eksplozja radości a nie walczyli o nic. Ale remisem uniemożliwili Śląskowi mistrzostwo, promując Miedź lub Zagłębie. Taki jest sport ktoś powie. Ale może czasem należy myśleć o lokalnych sentymentach. Tak kiedyś ratowano np. Parasol. Poza tym ja mam w pamięci słowa osoby ważnej w juniorach Ślęzy (nie zawodnika, ale kto to jest niech będzie moją tajemnicą) wypowiedziane rok temu „ panuje taka głupia moda na walkę o bycie pierwszym we Wrocławiu, nawet jeśli nic te punkty nikomu nie dają. A przecież można współpracować i sobie pomagać” Tylko wtedy Ślęza broniła się przed spadkiem. W tym sezonie nie walczy o nic i wiosną w derbach pokonała walczący o utrzymania Polar i walczący o mistrzostwo Parasol. A dziś ta sama osoba bardzo koncentrowała się na „współpracy”. Jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

źródło: własne

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.