"Oglądaliśmy mecz na piewrszoligowym poziomie" - B. Baniak

Lubos Kubik (trener Śląska): – Myślę, że byliśmy świadkami bardzo dobrego meczu. W pierwszej połowie były momenty gdy przeważali gospodarze, ale my także w końcówce mieliśmy kilkanaście minut podczas których graliśmy bardzo dobrze. Mieliśmy okazje do strzelenia bramki, ale niestety nie udało się nam trafić do siatki. W drugiej połowie mecz był wyrównany, każda z drużyn miała sytuacje strzeleckie. Niestety straciliśmy bramkę - jeden z naszych zawodników stracił piłkę i potem zabrakło asekuracji. Przegrywaliśmy 0:1 i musieliśmy zmienić taktykę. Wchodzili nowi piłkarze, ale nie każdy ze zmienników zagrał tak jak oczekiwałem. W końcówce zaryzykowaliśmy, graliśmy jeden na jeden z tyłu, nie udało się jednak wyrównać, a w końcówce dostaliśmy drugą bramkę. Był to bardzo dobry mecz, liczyliśmy, że uda nam się wywieźć przynajmniej jeden punkt, ale szczęście dzisiaj stało po stronie Zawiszy. Po pierwszej bramce dałem Tomka Rudolfa na lewą stronę, bo pierwsza bramka padła po starcie Grzegorza Wana, który nie zagrał dzisiaj tak, jak od niego oczekuję. Chciałem , żeby Tomek spowodował lepszą grę z lewej strony, ale nie wyglądało to tak jak powinno. W końcówce graliśmy w 10 i nie chciałem zmienić zawodników, którzy są filarami zespołu. Wiem, że to nie jest dobre, gdy się zmienia zawodnika, który niedawno wszedł na murawę, ale graliśmy w osłabieniu, w obronie nie mogłem nikogo zmienić, z przodu też nie i nie chciałem, ale musiałem zmienić Rudolfa, innego wyjścia nie było. Tej sytuacji po której czerwoną kartką został ukarany Sourek nie widziałem dokładnie. Sędzia dał czerwoną kartkę i ja nie mogę tego komentować. Zawsze czerwona kartka, gdy w dodatku przegrywamy, jest niedobra. Radek osłabił zespół i na pewno takie zachowanie nie może obejść się bez krytyki.
Bogusław Baniak (trener Zawiszy): - Lubos powiedział w zasadzie wszystko. Nasi rywale są ekipą poukładaną, widać czeską szkołę trenerską. Mecz w zeszłym sezonie to była walka, agresja, bitwa, kopanina, dziś natomiast oglądaliśmy mecz na pierwszoligowym poziomie, szkoda tylko, że trybuny nie były wypełnione. Ekstraklasa by się nie powstydziła tak poukładanych zespołów. Śląsk grał piłkę otwartą, równie dobrze to my mogliśmy przegrywać 0:2. Gdy stracili bramkę nie wycofali się grając w dziesiątkę, tylko nastąpiły zmiany taktyczne i personalne, by walczyć przynajmniej o remis. Konsekwencją tego otwarcia się była bramka Sotirovicia, który chyba chce mnie doprowadzić do zawału serca, bo przekłada sobie piłkę jak w cyrku zamiast uderzać. Gratuluję Śląskowi postawy, a za pierwszą bramkę jako trener, bo ja na to wpływu nie miałem żadnego, chciałem przeprosić za tego młodego chłopaka. Leżał zawodnik, a on jak 17-latek wyrwał się jak spod matczynej spódnicy i ruszył na bramkę. Mecz przerósł moje trenerskie oczekiwania, podobnie jak w zespole Odry widać wpływ czeskiej szkoły futbolu.
źródło: własne
