Okiem Blondynki: Frekwencja to nie wszystko


Mecz Śląska z Legią skończył się zanim się na dobre rozpoczął. Publiczność, licząca 22 000 osób, mogłaby właściwie rozejść się do domów, gdyby nie kibice z sektor B, którzy uratowali to spotkanie.


 

Bez wątpienia spotkanie Śląska z Legią (a mówiąc brutalnie sama Legia, jako drużyna biorąca udział w Lidze Mistrzów) przyciągnęło ludzi na Stadion Miejski. Frekwencja na meczu ligowym we Wrocławiu nie była tak zadowalająca od dwóch lat. Sektor B również wypełnił się po brzegi. Szkoda, że nie wszyscy dostosowali się do obowiązującego tam dress code’u - bardzo dużo osób nie miało na sobie zielonej koszulki. Niestety takie mecze, jak ten z Legią właśnie ściągają na sektor fanatyczny “niedzielnych” kibiców, którzy albo barw po prostu nie mają, albo nie wiedzą, że panują tam odpowiednie zasady ubioru (jak w kościele, teatrze, na basenie etc.).

Zważywszy na wojnę błyskawiczną, jaką przeprowadzili Radović i spółka na najbliższym meczu z Pogonią pojawi się może połowa tych, którzy postanowili odświętnie dopingować Śląsk. Choć, jak mniemam spora grupa widzów jest tym spotkaniem usatysfakcjonowana - czego nie mogli oglądać na żywo na Signal Iduna Park zobaczyli we Wrocławiu. Wprawdzie warszawianie strzelali bramki w nieco zmienionym składzie niż w Dortmundzie i w innym odstępie czasowym. Klasa rywala też nieco się różniła, ale Legia dała próbkę Ligi Mistrzów tym, którzy chcieli być jej naocznymi świadkami.

Warszawscy kibice (ok. 1300 osób) rozpoczęli doping racowiskiem:



Ci, którzy przyszli obejrzeć bardziej Śląsk niż Legie mogą być rozczarowani. A jeśli oglądali poprzedni mecz z Lechem to mogą być rozczarowani potrójnie. Wrocławianie stwarzali, bowiem w Poznaniu groźne sytuacje, które już w niespełna 5 minut mogli zamienić na bramki. Ostatecznie nie odwrócili na Bułgarskiej losów spotkania, przegrywając 0:3, ale gra miała ręce i nogi. Trzeba też oddać Śląskowi, że w starciu z Kolejorzem grał od pierwszej minuty meczu. Przeciwko Legii, do 20. minuty wrocławianie byli praktycznie nieobecni. Nic dziwnego, że ich zejściu do szatni towarzyszyły im gwizdy.

Kibice, którzy przyszli wspierać Śląsk, mimo wyniku mogą być zadowoleni. Wiadomo, że jak po 7 minutach jest rozstrzygnięty rezultat, a po drugiej stronie siedzi liczna ekipa Legionistów, to honor można uratować już tylko dobrym dopingiem. Kibice Śląska zaprezentowali efektowną oprawę z ciekawą sektorówką z łacińskim napisem: "Fanaticus est semper virens", a zielono-biało-czerwony dym był dopełnieniem całości. Gorzej wypadło śpiewanie. Może to z powodu zimna, może z powodu słabej mobilizacji.



W drugiej części spotkania odpalono pirotechnikę i na B zrobiło się gorąco:



Jeśli chodzi o pozdrawianie przyjezdnych, to przebiegło ono wyjątkowo kulturalnie. Wymiana "uprzejmości" między fanami Śląska i Legii nie trwała długo, więc rodzice, którzy zabrali dzieci na stadion mogą być zadowoleni.

Uwadze kibiców nie uszły zmiany na stanowisku przewodniczącego Rady Nadzorczej Śląska Wrocław. Włodzimierz Patalas nie będzie już pełnił tej funkcji, dlatego na młynie przygotowano dla niego pożegnalny transparent. Stanowisko w Radzie obejmie od grudnia Maciej Bluj.



Śląsk nie zdołał przeciwstawić się zdeterminowanej od pierwszych sekund Legii. Kiedy po upływie kwadransa spróbował podjąć rękawice było już tak naprawdę po meczu. Szkoda, że wrocławianie nie doczekali się, chociaż honorowej bramki, bo wspierali zawodników do samego końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.