Okiem Patrona: Klucz w środku pola
fot.: Paweł Kot
Po dłuższej nieplanowanej przerwie byliśmy świadkami kolejnego emocjonującego widowiska. Szkoda tego, że nie zagraliśmy z Legią, jak i tego, że z Pogonią musieliśmy wystąpić w przetrzebionym składzie. Ale cóż, w statystyce chorych było prawdopodobnie o jednego za mało, a mieliśmy wyniki wystarczająco wcześnie, więc jak mus to mus. Ale teraz trzeba się cieszyć z tego, że znów zagraliśmy na wysokim poziomie i pokonaliśmy Cracovię.
Lata futbolowej żenady w Śląsku kojarzą mi się z nijakością, zwłaszcza w środku pola. Widzę przed oczyma chaotycznego Felipe Goncalvesa, zmuszonego do gry na defensywnym pomocniku Tima Riedera, który był mocno przeciętny wraz z Augusto czy Michała Chrapka, który równie wysoko punktował w klasyfikacji kanadyjskiej, co irytował niechlujnością i powolnością.
Dlatego te kilka meczów Śląska od kiedy wrócił do Wrocławia Waldemar Sobota jest jak słuchanie naprawdę dobrego, mocnego grania na koncercie. Za każdym razem. Jeśli czegoś do szczęścia mogło nam brakować, to właśnie takiego zawodnika. Kreatywnego, nieszablonowego, który zrobi przewagę dryblingiem. Sobota w wersji 2.0 to może być klucz do sukcesu w tym sezonie.
Autor tego tekstu jest Patronem ŚLĄSKnetu. Wejdź na www.patronite.pl/slasknet i dołącz do wąskiego grona osób, które wspierają naszą redakcję i mogą liczyć na coś w zamian!
Nawet w tym nieszczęsnym meczu z Pogonią, gdzie przegraliśmy bardziej przez nagromadzenie pecha i nieskuteczności, z tak osłabionym składem, pojedynczymi akcjami, rozegraniami Waldek prowadził ten zespół do przodu. A otoczony takimi filarami jak Krzysztof Mączyński, Wojciech Golla czy Robert Pich – tworzy konstrukcję, która potrafi naprawdę dobrze grać w piłkę.
Kiedy w Śląsku zjawił się Viteslav Lavička, mój dobry kolega po szalu – Michał Gdowicz, którego serdecznie pozdrawiam – ciągle szukał informacji na jego temat. Jedna rzecz z jego researchu zapadła mi w pamięć. Czesi mieli zarzuty, że nasz trener w swoich klubach ciągle trzymał się jednego planu, a po dwóch sezonach gdzieś to już mocno się wypalało, przeciwnicy znali jego styl gry na wylot, wiedzieli jak się ustawiać.
Duże wątpliwości to mogło wywołać, zmuszało do myśli, czy też tak będzie u nas? Myślę, że na dziś można stwierdzić z całą stanowczością, że nie. Styl Śląska jest określony, ale ciągle się rozwija i mam wrażenie, że ta maszyna ciągle się dociera, że z każdym meczem, jeśli unikniemy kolejnych licznych chorych czy kontuzji, że będzie coraz lepiej nasz styl wyglądał.
To zasługa trenera, nawet jeśli popełniał takie błędy, wyciągnął wnioski i nad tym pracował. Natomiast znów trzeba zwrócić uwagę, jak ewoluuje ta kadra. Ten skład jest już w 90% inny, niż przed kadencją Czecha. Tych kilka okienek powoduje stopniowe wymiany kolejnych ogniw, czy to słabych, czy to zbyt mocnych które nam inni podbierali.
Co jakiś czas wracają hasła o tym, jak to musimy zbudować skład na sukces. Moim zdaniem to mit. Znając nasze miejsce w futbolowej hierarchii (tak nasze jak i całej ligi) musimy się pogodzić z ciągłą zmianą, ważne, aby to oznaczało ewolucję, a nie rewolucję. Dobrze, że u nas to pierwsze ma miejsce.