''Ostatni mecz udowodnił duże możliwości'' (OPINIA EKSPERTA)

''Ostatni mecz udowodnił duże możliwości'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Śląsk Wrocław w niedzielnym meczu 2. kolejki ekstraklasy podejmie Pogoń Szczecin. O udanych występach w europejskich pucharach, początkach pracy trenera Jensa Gustafssona i formie Luki Zahovicia rozmawiamy z Arturem Dyczewskim, dziennikarzem Radia Szczecin.



 

Mecz Pogoni we Wrocławiu poprzedził jej bardzo nierówny występ na początek rywalizacji w 2. rundzie kwalifikacji Ligi Konferencji Europy z Brondby (1:1). Z czego wynikała metamorfoza przy niekorzystnym wyniku w przerwie po słabiutkiej pierwszej połowie?

Można powiedzieć, że dzień po meczu w Szczecinie wszyscy cały czas się nad tym zastanawiamy. Po 45 minutach chyba nikt nie przypuszczał, że Pogoń może poprawić swoją grę i osiągnąć remis, raczej bardziej obawiano się kolejnych bramek dla Duńczyków i prawdziwej kompromitacji. Tymczasem po wyjściu z szatni zobaczyliśmy zupełnie innych Portowców, to bez wątpienia była ich najlepsza połowa w tym sezonie, nawet lepsza od tej z pierwszego meczu przeciwko KR Reykjawik (4:1) w poprzedniej rundzie. Zespół trenera Jensa Gustafssona faktycznie w drugiej części w czwartek zagrał świetnie, natomiast trzeba na poważnie zastanowić się, dlaczego tak nie było od początku. Być może stawka meczu, nastawienie mentalne, troszeczkę chyba ten stres niektórych graczy sparaliżował.

Pogoń w końcu po raz pierwszy w historii awansowała do kolejnej rundy europejskich pucharów.

Do tego styl gry rywala, który od początku rzucił się do ataku i w pierwszych pięciu minutach wywalczył chyba cztery rzuty rożne. To nie pozwoliło szczecinianom złapać pewności siebie w tej grze, a gdy już około 20. – 25. minuty wydawało się, że gospodarze już uporządkowali sytuację, to stracili gola i już do końca pierwszej połowy nie byli sobą. W przerwie zawodnicy Portowców naprawdę musieli spokojnie usiąść, porozmawiać, wytłumaczyć, że nie ma tutaj nic do stracenia. Natomiast to, co zaprezentowała Pogoń w drugiej części, naprawdę przeszło najśmielsze oczekiwania. To była istna nawałnica, Brondby praktycznie nie istniało na boisku. Dobrze, że udało się zremisować, bo jedyne, co można zarzucić Pogoni po tym meczu to brak wykończenia akcji czy ostatniego dokładnego podania. Wynik 1:1 sprawia, że sprawa awansu przed przyszłotygodniowym rewanżem jest otwarta, chociaż śmiało można ocenić, że Brondby tak jak było faworytem przed rozpoczęciem rywalizacji, tak jest nim nadal. Pogoń pokazała jednak, że może pokusić się o niespodziankę i dobry wynik w Kopenhadze.

Klub ze Szczecina również jako jedyny z naszych pucharowiczów nie zdecydował się na przełożenie meczu w 2. kolejce ekstraklasy, co zapowiadał już przed pierwszym starciem z Brondby. Czy biorąc pod uwagę realne szanse na awans, o których rozmawiamy, to dobra decyzja?

Moim zdaniem tak. Piłkarze zawsze podkreślają, że lubią grać i nie przeszkadza im, jeżeli mają mecze co trzy dni, nawet wolą takie tempo rozgrywania spotkań, bo na przykład po nieudanym występie pomaga zapomnieć, można szybko pokazać, że jednak potrafią grać. Poza tym, jeżeli mamy gonić tę piłkarską Europę i coś znaczyć w pucharach, to musimy być przygotowani na dużą intensywność oraz kalendarz, który będzie bogaty oraz napięty. Był niedawno okres przygotowawczy, trener Gustafsson podkreśla na każdym kroku, że zespół go dobrze przepracował, że ma szeroką kadrę. Czy wszyscy są wysokiej jakości to oczywiście można dyskutować, ale szkoleniowiec ma też pole manewru, może rotować swoim składem. Chociaż pamiętajmy też, że kilka dni przed przyjazdem Brondby, tuż po wyeliminowaniu KR Reykjawik w 1. rundzie, był domowy mecz z Widzewem Łódź (2:1) na inaugurację nowego sezonu ekstraklasy i okazało się, że tych zmian wcale nie było tak dużo. Wyjściowa jedenastka w stosunku do rewanżowego spotkania na Islandii była praktycznie taka sama, dwie zmiany, jedna wymuszona kontuzją Konstantinosa Triantafyllopoulosa. Uważam, że dobrze się stało, że Pogoń zagra zgodnie z terminarzem i utrzymuje swój rytm meczowy, nie chcę wnikać, jakie są powody decyzji innych klubów. Być może chodzi o logistykę, bo jednak inaczej będzie się jechało z Częstochowy do Kazachstanu, czy z Poznania do Gruzji. Każdy klub podchodzi do tego indywidualnie. Nie ma się co tłumaczyć, że Pogoń ma ważny mecz w czwartek, bo jeżeli chcemy brać wolne przed rewanżem 2. rundy kwalifikacji, to co by się działo w razie awansu do fazy grupowej, gdy tych spotkań będzie jeszcze więcej.

Wspomniał pan o spotkaniu z Widzewem z 1. kolejki ekstraklasy, który dla trenera Gustafssona był chyba trudnym pierwszym spotkaniem z naszą ligą. Brązowi medaliści poprzedniego sezonu odwrócili co prawda losy rywalizacji i wygrali 2:1, jednak beniaminek, szczególnie w pierwszej połowie, był zespołem zdecydowanie lepszym.

Bardzo trudne było to pierwsze spotkanie Szweda z ekstraklasą i nie ma co owijać w bawełnę, to gra Widzewa w tym spotkaniu mogła mocniej przypaść do gustu postronnym kibicom. Łodzianie pozostawili po sobie naprawdę korzystne wrażenie, zagrali nie jak beniaminek, tylko ekipa występująca w ekstraklasie od wielu lat. Ostatecznie można też powiedzieć, że zagrali tak, jak przystoi takiemu klubowi, bo nie zapominajmy, że mówimy o czterokrotnym mistrzu Polski i uczestniku europejskich pucharów. Zgoda, to było jeszcze w poprzednim wieku, ale marka Widzewa jednak do czegoś zobowiązuje. Być może Pogoń podeszła do tego spotkania na zbyt dużym luzie na zasadzie: „Przyjedzie beniaminek, my jesteśmy mocni, awansowaliśmy w pucharach, dwa razy z rzędu kończyliśmy ligę z brązowymi medalami”. Miałem wrażenie, że zespół trenera Janusza Niedźwiedzia trochę zaskoczył szczecinian, którzy nie spodziewali się tak dobrze grającego przeciwnika. Koniec końców komplet punktów został przy Twardowskiego, o czym zadecydował błysk geniuszu, czyli kolejny kapitalny gol po wejściu z ławki Wahana Biczachczjana. Piłkarskie indywidualności nieraz mogą zrobić różnicę, Pogoń miała takich zawodników ciut więcej i jeden z nich zapewnił jej wygraną. Gry Portowców na inaugurację nikt jednak nie przyjął z entuzjazmem, raczej zaczęliśmy się martwić, że zespół być może ma jakiś problem, skoro po czwartkowym beznadziejnym występie w Reykjawiku (0:1), postawa przeciwko Widzewowi też nie przekonała. Mecz z Brondby, a szczególnie druga połowa, udowodniła jednak, że Pogoń ma naprawdę duże możliwości.

Spotkania z beniaminkiem i Duńczykami łączy również nazwisko Luki Zahovicia, który w obu przypadkach wpisywał się na listę strzelców. Po transferze z jesieni 2020 roku, Pogoń musiała długo czekać na dobrą formę Słoweńca, jednak teraz pełni on kluczową rolę w jej ofensywie.

Zdecydowanie tak, mam wrażenie, że Luka potrzebował większego zaufania ze strony trenera, bo za czasów Kosty Runjaicia cały czas była mowa o poszukiwaniu typowego napastnika, klasycznej dziewiątki. Zahović słyszał, że kimś takim do końca nie jest i być może nie czuł się na tyle pewnie nawet mimo zapewnień o zaufaniu ze strony niemieckiego szkoleniowca. Gustafsson postawił na tego zawodnika od samego początku, wychodzi w wyjściowej jedenastce, a jeżeli już jest zmieniany, to praktycznie w samej końcówce. To podziałało na Słoweńca – cztery mecze, trzy strzelone gole, naprawdę dobra dyspozycja i inteligentna gra. On też dobrze czuje się z zawodnikami o wysokich umiejętnościach technicznych, a w Pogoni ma obok siebie Biczachczjana, Sebastiana Kowalczyka czy Kamila Grosickiego. Tego lata klub wypożyczył również Szweda Pontusa Almqvista z Rostowa i też widać, że potrafi grać na małej przestrzeni, a kiedy wszedł na murawę przeciwko Brondby, Zahović został nieco wycofany z dziewiątki na dziesiątkę, jednak też sobie dobrze poradził. Być może jest też jeszcze coś, czego nie wiemy i możemy się tylko domyślać.

Jest zainteresowanie innych klubów?

Po cichu mówi się, że pojawiają się oferty za Zahovicia i to ze zdecydowanie lepszej ligi niż polska, bo z Włoch, w końcu jego kontrakt w Szczecinie obowiązuje już tylko do końca obecnego sezonu. Być może to też jest część odpowiedzi na pytanie, dlaczego jego forma w Pogoni wystrzeliła. Wiadomo, że okienko transferowe będzie jeszcze przez jakiś czas otwarte, a umówmy się, że liga włoska czy jakakolwiek inna na Zachodzie proponuje zdecydowanie większe pieniądze i być może ta dobra gra Luki Zahovicia paradoksalnie obróci się przeciwko klubowi w tym sensie, że ktoś go po prostu pozyska. Nie bez znaczenia jest również aspekt finansowy, bo Pogoń na tym transferze może też coś zyskać i to jest też chyba ostatni moment na spieniężenie Słoweńca. No, chyba, że zaproponuje mu przedłużenie obecnego kontraktu, który wygasa 30 czerwca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.