Ostudźmy emocje
Sprawa fuzji Śląska i Groclinu od samego początku wywołuje wiele emocji i kontrowersji. Mamy do czynienia z różnymi postawami, wiele osób ulega też opiniom tłumu powtarzając zarówno katastroficzne jak i hurraoptymistyczne opinie. Czy każdy rozumie o co chodzi? Śmiem wątpić. Pewnie osób w pełni na chłodno oceniających sytuację (jak bez emocji mówić o swej miłości ) jest niewiele, jeszcze mniej takich, co potrafią przewidzieć w jakim kierunku zmierza Śląsk i gdzie nasz ukochany klub będzie za 2, 3 5 i 10 lat. Chciałem zaznaczyć, że tekst ten jest moją subiektywną opinią, nie opinią serwisu. Do takiej opinii mam prawo choć z chęcią podejmę rzeczową, merytoryczną dyskusję. Gorącym głowom powiem, że mam z pewnością grubo ponad 100 wyjazdów a licząc wszystkie zaliczone mecze Śląska także towarzyskie rezerwy grupy młodzieżowe oldboye itd. zaliczonych uzbierało się przez 25 lat blisko 1600.
Nie jestem entuzjastą zaproponowanego rozwiązania. Zwłaszcza przekazanego w takiej formie. W środku sezonu, w którym chcemy w sportowej walce wywalczyć awans nie powinno się komunikować, że ta walka nie ma znaczenia. Nie podoba mi się pomysł skoszarowania Wrocławskiego klubu w Wielkopolsce. Zastanawia mnie co będzie z naszymi piłkarzami związanymi ze Śląskiem. Bo Śląsk to też oni. Zawodnicy muszą czuć więź z miastem i klubem a nie grać tak jakby w delegacji. Jako chyba rekordzista klubu w zaliczonych meczach drużyny rezerwowej nie jestem zwolennikiem wyniesienia drużyny młodej ekstraklasy do Grodziska. Obawy moje budzi chęć wszechwładztwa przyszłego prezesa, bądź co bądź mniejszościowego udziałowca klubu. Co prawda za osobą prezesa Drzymały nie ciągną się afery, a pod względem organizacyjnym jego poprzednicy są daleko w tyle. Niepokój budzi jednak chęć decydowania o wszystkim, co nie wróży najlepiej współpracy z trenerem Tarasiewiczem.
Trzeba jednak zauważyć, że prezes Drzymała potrafił stworzyć coś z niczego. W małej miejscowości zbudował mocny piłkarsko i organizacyjnie klub, za którym nie ciągnęły się afery jak np. za podobnym historię i wielkością zespołem Amiki. Potrafił stworzyć dobre warunki zawodnikom – w drużynie mimo jej zaściankowości (z całym szacunkiem dla klubu i mieszkańców Grodziska) istnieje spora grupa dobrych zawodników która przez długi czas gra w tym klubie. Brak rewolucji w składzie to plus. Klub potrafił wypromować zawodników którzy przychodząc tam byli anonimowi a stali się gwiazdami na miarę naszej ligi. To wszystko pozwala mieć nadzieje na lepsze jutro.
Co z najbardziej chyba kontrowersyjną koncepcją gry na licencji Groclinu? Tu przyznam nie mam jednoznacznej opinii. Śląsk to historia, Śląsk to marka, Śląsk to dla mnie coś więcej niż klub – to moja rodzina, miłość, życie. Chcę aby klub wywalczył awans do ekstraklasy i aby ten awans był celowy a nie tylko zamknięciem pewnego etapu w historii. Z drugiej strony jest szansa pewnego skoku, zyskania roku w drodze do Wielkiego Śląska. Czy całkiem sportową drogą? Może i nie ale ten etap przećwiczyło wiele klubów. I choć różnie się to kończyło, czasem sukcesem, czasem porażką nie krzyknę wzorem ex prezydenta Nie idźcie tą drogą!!! Czy kibice Lechii zyskując ekstraklasę po fuzji z Olimpią Poznań nie ruszyli tłumnie na stadion? Czy na stadionie Lecha nie ma obecnie rekordów frekwencji? Czy nie było również pełnego stadionu w Szczecinie (choć ten przykład pokazuje, że trzeba być ostrożnym wobec fuzji). Wszędzie tam ludzie wierzyli, że ich klub ma szanse na odrodzenie. Czy tak będzie zależy od wielu grup – działaczy, trenerów, piłkarzy kibiców i atmosfery wobec klubu. Dlatego myślę, że nie można z góry mówić ani nie ani tak proponowanemu rozwiązaniu. Wyrażajmy swą opinię ale rzeczowo bez pustych obraźliwych słów. Ale pomysłodawcom i wykonawcom patrzmy na ręce. Bo nie można tracić szansy ale też nikt nie daruje zmarnowania Klubu dla prywatnych pobudek.
Na koniec mała dygresja. 5 lat temu gdy nasz były „dobrodziej” minister MSWiA Grzegorz Schetyna proponował fuzję z Polarem i grę na ich licencji głosów sprzeciwu było mniej zdecydowanie. Co więcej, potężna grupa kibiców miała żal graniczący z agresją do lokalnego rywala, że na to nie pozwolił. Tyle że wtedy to my mieliśmy robić fuzję z pozycji silniejszego i przejmującego. Czyżby prawo Kalego (oj to porównanie może się nie spodobać pewnemu redaktorowi)
Zalecam umiar ochłodzenie emocji i obserwację. Pilnujmy aby nikt nie zmarnował naszego klubu ale pamiętajmy, że głupie liberum veto nigdy nie było najlepszym rozwiązaniem.
źródło: wlasne