Patrick Olsen: Wiking, który szuka swojego miejsca
fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl
Po kilku dniach plotek oficjalnie został ogłoszony transfer Patricka Olsena do Śląska Wrocław. Duński pomocnik ma być panaceum na problemy związane z funkcjonowania linii pomocy wrocławian. Czy tak się stanie? Cóż, potencjał piłkarski do tego zdecydowanie posiada, lecz też jego dotychczasowa tułaczka po Europie może wywoływać wątpliwości.
Olsen był określany jako talent czystej wody, urodzony w znajdującym się tuż pod Kopenhagą miasteczku Tårnby, pierwszych szlifów nabierał w młodzieżowych drużynach Bröndby. Bardzo szybko dostrzeżono jego umiejętności, od kadry u-16 był regularnie powoływany do juniorskich drużyn Danii, do kompletu zabrakło tylko debiutu w seniorskiej reprezentacji. Przed rozgrywanymi w 2011 roku młodzieżowymi mistrzostwami Europy u-17 był wybrany do jedenastki talentów wartych obserwacji. Dziennikarze pracujący dla UEFA doceniali jego grę na pozycji pomocnika, gdzie wykazywał się spokojem w rozegraniu i dobrze współpracował z Christianem Nørgaardem. Dania odpadła w półfinale z Niemcami, ale jego nazwisko już dawno było w notatnikach skautów.
Z WŁOSKIEJ ŚWIĄTYNI NA DWÓR KRÓLA
Rok po wspomnianych mistrzostwach duński pomocnik dołączył do Interu Mediolan. Tam był bardzo wysoko ceniony, rozwijał się w drużynie Primavery, ale definiującym momentem dla jego kariery we Włoszech było wypożyczenie do Strømsgodset. W Norweskim zespole nie potrafił się przebić, pod koniec 2014 wrócił na południe Europy, a w lutym 2015 roku rozwiązał kontrakt z Nerrazzuri. Drugim powodem miała być gorąca głowa zawodnika - w krótkim odstępie czasu w rezerwach Interu otrzymał 3 czerwone kartki.
Mimo to, nie mógł narzekać na brak zainteresowania - był na testach w Vitesse Arnhem prowadzonym przez Petera Bosza, które też blisko współpracowało z Chelsea. Także jego sytuację monitorował Arsene Wenger. Mimo takiego zainteresowania, na 4 miesiące związał się z kolejną drużyną z Norwegii - Haugesund, a stamtąd wypromował się do będącego wtedy w Ligue 2 RC Lens. Pierwszy sezon miał całkiem udany, ale znów przepadł po roku.
Szansą na odbudowę formy miało być przejście do Grasshoppers Zurych, ale tam też się nie przebił. Po latach poza granicami Danii wrócił do rodzimej ligi, dokładnie do Helsingöru. W mieście, które było świadkiem tragedii Hamleta, zdołał wywalczyć miejsce w podstawowym składzie. Spędził tam dwa lata, dla klubu niezbyt udane - najpierw był spadek z Superligaen, a rok później z 1.Division. Tragedia klubu nie była problemem dla zawodnika, który powrócił na najwyższy poziom po podpisaniu kontraktu z Aalborgiem.
RĘCE NA KIEROWNICY
Analizując występy tego zawodnika można zrozumieć, dlatego na kogoś o takim profilu zdecydowano się w Śląsku. Potrafi wykorzystać ponadprzeciętną technikę, nie boi się brać ciężaru gry na siebie, reguluje tempo gry, potrafi podać w uliczkę jak i popisać się dalekim przerzutem. Mimo operowania w głębszej strefie boiska, dysponuje odpowiednim wyczuciem gry, tak aby podłączyć się do szybkiego ataku i zdublować pozycję napastnika. Innym atutem jest dobrze ułożona stopa, którą wykorzystuje przy stałych fragmentach oraz decydując się na strzały sprzed pola karnego.
Pytanie też brzmi, jak się odnajdzie w warunkach ekstraklasy, która jest mniej techniczna, a jeszcze bardziej fizyczna w porównaniu z ligą duńską. Druga kwestia - czy nie będzie kolekcjonował zbyt wielu żółtych kartek. Zdaje się, że problemy z utrzymaniem nerwów na wodzy, to kwestia lat młodzieńczych - ostatnią czerwoną kartkę dostał jeszcze w czasach Helsingör.