Pawłowski: Zrobiłem dla klubu wiele dobrego (WYWIAD)
fot.: Mateusz Porzucek
Czy jest kibic Śląska, który nie kojarzy osoby Tadeusza Pawłowskiego? Wątpię. Dla naszego ukochanego klubu strzelił 63 bramki. Reprezentował zielono-biało-czerwone barwy w europejskich pucharach, jako piłkarz oraz trener. Był twarzą raczkującej akademii. Co dziś porabia popularny "Teddy"? Czy dalej śledzi losy swojego ukochanego klubu? Oraz czy drzwi z napisem "Śląsk" są już dla niego definitywnie zamknięte? Zapraszamy do lektury.
Nie mogę zacząć od innego pytania. Jak zdrowie pana i pańskiej rodziny?
Dziękuje, wszystko dobrze. Mnie zdrowie dopisuje, Piotrek też jest w bardzo dobrym, stabilnym stanie, a żona jest co trzy miesiące regularnie badana, więc tutaj muszę powiedzieć, że wszystko jest u nas w najlepszym porządku.
Kibice Śląska są ciekawi, co pan teraz porabia?
Wracając do Austrii, od razu dostałem propozycje pracy dla tutejszego związku piłki nożnej. Jestem trenerem grup młodzieżowych, a konkretniej zespołu u-15, który podlega pod regionalny związek landu Vorarlberg. Wszyscy mnie tu znają, więc kiedy tylko dowiedzieli się, że wracam, nie musiałem długo czekać na telefon. Przez tyle lat, które spędziłem w Austrii, wyrobiłem sobie markę i ludzie pracujący w związku doskonale wiedzą, co mogę wnieść do takich projektów. Ostatnio dostałem też propozycję innej pracy, w nowo powstałej komórce przy austriackim związku, której zadaniem jest opiekowanie się najzdolniejszymi chłopakami w swoich rocznikach. Jest to o tyle ciekawa oferta, że pracowałbym tutaj na miejscu, bez konieczności wyjazdów, których z moim zespołem w trakcie rozgrywek mamy sporo. Powiem szczerze, że mocno się zastanawiam nad tą opcją, bo jest to ciekawy i innowacyjny projekt.
W pracy z młodzieżą czuje się pan chyba najlepiej?
Czuje się w niej dobrze. Ja dużą część swojej kariery trenerskiej spędziłem na pracy z seniorami. W Austrii jestem znany głównie z pracy z młodzieżą, więc wracając tutaj naturalnym, było powrócić do tej roli. Dzięki temu też miałem czas na spokojnie poukładać sprawy prywatne. Świadomie też odciąłem się od tego świata „dużej” piłki. Ten ostatni rok dał mi bardzo dużo w kwestii postrzegania różnych rzeczy, więc był to dobrze spożytkowany czas. Jednak nie będę ukrywał, że dalej w głowie kiełkują mi różne pomysły.
Czyli Tadeusz Pawłowski nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w „wielkiej piłce”?
Tak jak wspomniałem, jakieś tam myśli i nawet plany się pojawiają co jakiś czas. Mnie życie nauczyło, aby nigdy nie zamykać się na cokolwiek. Przeżyłem trochę w piłce i mógłbym jeszcze wiele dobrego przekazać. Swoje lata już mam, jednak dalej się uczę nowych rzeczy i myślę, że mam sporo jeszcze do zaoferowania. Tak jak wcześniej wspominałem. Ostatni rok bardzo dobrze mi zrobił i dzięki temu nabrałem też świeżego spojrzenia na różne sprawy.
Były propozycje prowadzenia jakiegoś zespołu?
Jeszcze będąc w Polsce, miałem propozycje. Jednak ze względu na sytuacje w życiu osobistym musiałem odmówić. W tej chwili, po tym świadomym wyciszeniu wokół mojej osoby, głównie skupiałem się na pracy w akademii oraz poświęceniu się rodzinie.
Ma pan w głowie jeszcze myśli o powrocie do Polski w roli trenera?
Mam parę pomysłów i to dosyć ciekawych. Na różnych płaszczyznach, jednak póki co nie chciałbym się w ten temat zagłębiać. Były czasami telefony, gdzie dziennikarze pytali mnie, czy to prawda, że będę tam, czy tam. Natomiast żadnych konkretnych rozmów nie podejmowałem. Plany planami, jednak ja mam kontrakt z tutejszą federacją i tak jak wcześniej wspominałem, też jest gdzieś perspektywa nowej, ciekawej posady. Oczywiście, nie jest powiedziane, że pracując tutaj, nie będę tego łączył z jakimś innym zajęciem, przykładowo w Polsce. Wszystko jest możliwe...
...pan nic nie musi, jak to już padło wcześniej.
Owszem. Ja już pokazałem się na różnych stanowiskach. Czy to jako trener pierwszego zespołu, czy to jako dyrektor akademii. Nie chce być źle odebrany, jednak co by nie mówić, pracowałem z sukcesami. Zdobyłem nagrodę trenera roku, gdzie potrafiliśmy zanotować bardzo długie serie bez porażki. Zakwalifikowałem się do pucharów, gdzie też uważam, wstydu nie było. Wiadomo, w końcowym rozrachunku często o tym się zapomina, jednak tak to już w tym świecie jest. Pokazałem, że mogę coś zaoferować, ale mam ten komfort, że udowadniać nikomu, ani prosić się o pracę, nie muszę. Ja się z tego bardzo cieszę
Temat Śląska jest dla pana zamknięty definitywnie, czy jeszcze zostawił pan sobie uchyloną furtkę?
Mówiłem to już wielokrotnie. Ja się urodziłem koło stadionu Śląska. Zaczynałem, podając piłki, później grałem dla tego klubu, a na samym końcu prowadziłem ten zespół. Tego nie można skreślić. To kawał mojego życia. Nikt mi tego nie zabierze. Jestem szczęśliwy, że przeżyłem wiele pięknych chwil z tym klubem. Skłamałbym, mówiąc, że to dla mnie zamknięty rozdział. Jest to klub, do którego zawsze chętnie wrócę.
Wśród kibiców często mówiło się, że nie było panu po drodze z niektórymi ludźmi w klubie. Czy na pana rozstanie ze Śląskiem, miały wpływ tylko sprawy osobiste?
W tamtym momencie rodzina była na pierwszym miejscu. Nie było innej możliwości jak całkowicie się jej poświęcić. Słyszałem różne plotki, i jak to plotkami bywa, czasami są tam jakieś ziarna prawdy. Jednak ja plotkować nie lubię, więc nie ma o czym mówić. Musiałem zająć się rodziną. Uważam, że zostawiłem po sobie dobre wrażenie i zrobiłem dla tego klubu wiele dobrego.
Przejdźmy zatem do Śląska. Pewnie śledzi Pan poczynania swojego klubu. Jak pan ocenia ten sezon?
Ja nie lubię oceniać pracy innych. Sam jestem trenerem, dlatego wypowiem się nieco inaczej w tej kwestii. Przed sezonem wspominałem, że kadrowo ten zespół stać na walkę o czołowe lokaty. Pomimo pewnych turbulencji w trakcie, cel ten jest dalej aktualny. Mówiło się, że Śląsk wypisał się już z walki o puchary, a widzimy, że ten scenariusz jest dalej prawdopodobny. Ten sezon jest bardzo specyficzny i praktycznie każdy zespół w tej lidze miał momenty słabszej gry. Poza Śląskiem, z wiadomych względów, z zaciekawieniem śledzę mecze Rakowa oraz Warty Poznań. Podoba mi się ich sposób gry i to, jaką pracę wykonują tam szkoleniowcy. Raków był mocno krytykowany na początku tej rudny, głównie za to, że nie punktował już tak skutecznie jak wcześniej, jednak ten zespół w dalszym ciągu grał ciekawie. Z kolei Warta bardzo zaimponowała mi meczem z Wisłą. On idealnie odzwierciedlał, jak dużo pracy tam włożono, aby zespół skazywany na porażkę, był w takim, a nie innym miejscu.
W międzyczasie w Śląsku zmieniono trenera, jak pan zareagował na tą decyzję?
Tak jak wspomniałem. Ja nie lubię oceniać pracy i decyzji innych. Jednak co by nie mówić, trener Lavicka zostawiał zespół, który dalej miał o co walczyć. To nie była sytuacja beznadziejna. Słychać było, że coś w tej relacji się już wypaliło, jednak wiele dobrego udało się zrobić. Niestety, takie jest życie trenera.
W klubie pojawił się nowy szkoleniowiec a wraz z nim nowe oczekiwania. Jacek Magiera po pierwszych meczach jest chwalony przede wszystkim, za zmianę systemu gry oraz odważniejsze stawianie na młodych. To nadzieja na lepsze jutro?
Pierwsze spotkania pod jego wodzą pokazują nowe spojrzenie trenera na ten zespół. Trzeba dać spokojnie popracować Jackowi. Wtedy przyjdzie czas na ocenę. W Polsce modne stają się dyskusje na temat gry trójką z tyłu. Moim zdaniem system, jakim chce grać trener, jest mniej istotny. Ważniejsze jest, aby każdy na boisku wiedział co ma robić. Bayern Monachium gra na czterech obrońców i nikt nie mówi, że nie graja nowocześnie. System dostosowuje się, do piłkarzy jakich się posiada.
Dobrze, a wprowadzanie młodych? To we Wrocławiu temat na dobrą powieść...
Ja bym w całej tej dyskusji nie skupiał się jedynie na młodzieży, a bardziej na dobrym balansie z doświadczeniem, jakie jest w Śląsku. Śląsk obrał fajny kierunek rozwoju, który mam nadzieje, że będzie kontynuowany. Mamy jakościowych zawodników z doświadczeniem, mamy młodzież, która naciska i mamy rezerwy, w których na wysokim poziomie ogrywamy ciekawych chłopaków.
Który z tych młodych gniewnych w pierwszym zespole, podoba się panu najbardziej?
Podoba mi się gra Bejgera. Widać u niego inną kulturę gry, którą nabył w Manchesterze United. Pewnie pod względem fizycznym, jest jeszcze trochę do poprawy, jednak wywarł na mnie duże wrażenie. Drugim chłopakiem jest Konrad Poprawa. Pamiętam, że jak przychodził, to byłem pod wrażeniem jego cech motorycznych. Zabrzmi to górnolotnie, jednak jak dla mnie pod względem motoryki, Konrad był na poziomie zawodników grających w Bundeslidze. W tej chwili widać, że bardzo dużo rozwinął się pod względem cech piłkarskich. Cieszy mnie, że trenerzy na niego postawili.
Śledzi pan wyniki rezerw Śląska?
Oczywiście, że śledzę i to głównie za sprawą waszego portalu. Mam do tego zespołu szczególny sentyment, bo niewiele brakowało, a tej drużyny by nie było. Jeszcze w trakcie mojej kadencji w akademii, był pomysł, aby ten zespół skasować. Byłem przeciwny takiemu rozwiązaniu. Uważam to za jeden ze swoich największych sukcesów, że udało mi się wtedy wykorzystać swój autorytet, by ratować ten projekt. Jak widać, opłaciło się, gdyż teraz wielu chłopców ma gdzie się ogrywać.
Pomimo ostatnich słabszych wyników podopieczni trenerów Jawnego i Dymkowskiego są rewelacją rozgrywek. Widzi Pan w tych chłopakach potencjał na coś więcej niż druga liga?
Pewnie, że tak. Większość z tych chłopaków znam jeszcze z czasów mojej pracy. To fajny, młody zespół, w którym gra już kilku zawodników, którzy mieli szansę zadebiutować w Ekstraklasie. Mówię tutaj o Bergierze, Łyszczarzu, Boruniu czy Pałaszewskim. Bardzo ciekawym zawodnikiem na przyszłość jest Igor Maruszak. Mam nadzieje, że fajnie się rozwinie. W przypadku rezerw musimy wrócić do kwestii wprowadzania młodych do dorosłego futbolu. Bardzo dobrze, że mamy taki zespół w drugiej lidze, ponieważ, ważne, aby młodych utalentowanych zawodników, jak najszybciej oswajać z grą na wysokim poziomie. Posłużę się tutaj przykładem Łyszczarza i Bergiera. Ostatnio zadałem sobie pytanie, czy nie przespaliśmy momentu na odważniejsze wprowadzenie ich do pierwszego zespołu. Mam nadzieje, że w tym przypadku pójdą drogą Konrada Poprawy i wskoczą na stałe do Ekstraklasy. Uważam jednak, że stopniowo trzeba wprowadzać zawodników, nie w wieku 20-21 lat, tylko jak mają 17 albo 18. Jeżeli widzimy, że ktoś się wyróżnia, odważniej musimy oswajać go z futbolem na najwyższym poziomie. Ja w Pafawagu, w trzeciej lidze (dziś odpowiednik II ligi – przyp.redaktor), debiutowałem w wieku 15 lat. Później przeszedłem do Zagłębia Wałbrzych w wieku 17. Trener, Jerzy Nikiel nie bał się na mnie postawić, pomimo młodego wieku. Śląsk ma teraz idealne warunki na stopniowe ogrywanie młodych, utalentowanych chłopców. Rezerwy w drugiej lidze, oraz doświadczonych zawodników w pierwszym zespole, takich jak Pawelec, Mączyński, Sobota czy Celeban. W ten sposób przeskok między piłką juniorską a seniorską może być łagodniejszy.
Na koniec zmieńmy nieco temat. Z perspektywy czasu, żałuje pan tego drugiego podejścia jako trener w Śląsku?
Wtedy sytuacja była specyficzna. Zespół spadał w ligowej tabeli. Po meczu z Legią dostałem telefon od prezesa, który spytał mnie, czy nie poprowadziłbym tego zespołu, kosztem mojej pracy w akademii. Ja Śląskowi nie odmawiam, więc powiedziałem tak. Pamiętam, że po pierwszym meczu, bodajże z Górnikiem Zabrze, pojawiały się w mojej głowie pytania, „po co mi to?”. Górnik nas zabiegał. Pod względem motoryki byliśmy kilka klas niżej. Jednak później udało się nam odbudować ten zespół i już w bezpośredniej walce o utrzymanie, graliśmy zdecydowanie lepiej. Chciałem w tamtym okresie odważniej stawiać na naszych chłopaków. Obraliśmy kierunek, aby ściągać, młodych polaków. Przykładem byli Jakub Łabojko czy Damian Gąska. Strategia jaką przyjęliśmy była dobra, jednak zabrakło czasu na jej realizację. Władze Śląska postanowiły inaczej w tamtym momencie. Jednak nie mam o to pretensji i absolutnie niczego nie żałuję. Pozostawiłem w Śląsku dobre wrażenie. Mam do dziś kontakt z wieloma zawodnikami z tamtego okresu. Były zwycięstwa i porażki, jednak zrodziły się z tego bardzo fajne znajomości. Miło dostać życzenia na święta od swojego byłego zawodnika.
Sebastian Mila jest na tej liście, bo to była dość wyjątkowo wyboista relacja?
Oczywiście. Mamy ze sobą dobry kontakt (śmiech). Szanujemy siebie nawzajem
Czego zatem życzyć Tadeuszowi Pawłowskiemu?
Nie będę oryginalny. Jednak w dzisiejszych czasach, przede wszystkim zdrowia. Całe szczęście u mnie w rodzinie nie ma już z tym większych problemów. Żona czuje się dobrze, nawet jest już zaszczepiona. Z Piotrkiem też jest wszystko stabilnie, a i ja jestem w dobrej formie.
W imieniu naszej redakcji oraz wszystkich kibiców Śląska chciałem życzyć panu, oraz pańskiej rodzinie, dużo zdrowia, ponieważ znając pana, to uśmiechu na pewno nie zabraknie.
Dziękuje wam bardzo serdecznie. Ja też chciałbym pozdrowić wszystkich fanów Śląska. Do zobaczenia we Wrocławiu.