Piasecki kontra utrzymanie
fot.: stalmielec.com
W spotkaniu ze Stalą Mielec trener Tworek zdecydował się na pewien manewr taktyczny, w wyniku którego Erik Exposito opuścił boisko i schodząc w nerwach nie podał nawet ręki szkoleniowcowi. Oglądając resztę spotkania z ławki, w Hiszpanie negatywne emocje pewnie się tylko potęgowały, bo zastępujący go Fabian Piasecki, delikatnie mówiąc, się nie popisał. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Na początku warto nakreślić kontekst przeprowadzonej zmiany. Śląsk prowadził 1:0, kontrolując bez większych problemów spotkanie. Stal zaczynała powoli się odkrywać - tylko zdobycie punktów na tamten moment gwarantowało gospodarzom utrzymanie. Mielczanie swoje siły na atakach skupiali na tyle nieudolnie, że nie dość, iż nic z nich nie wychodziło, to jeszcze za plecami linii defensywy pojawiło się mnóstwo wolnej przestrzeni na ewentualne kontry WKS-u.
FATALNA ZMIANA
Po pojawieniu się na boisku Piasecki miał kilka sytuacji, po których miał okazję zmienić wynik spotkania. Będąc w pełni obiektywnym trzeba powiedzieć, że po części mu się to udało, choć do tego wrócimy później. Po tym, jak gospodarze całkowicie się odkryli, Śląsk miał wiele okazji na skontrowanie Stali i zamknięcie meczu. Te kontry wrocławianie wyprowadzali bardzo dobrze, ale tylko do pewnego momentu. Pech chciał, że moment ten następował akurat, gdy do piłki dochodził Piasecki. Napastnik psuł szybkie ataki na potęgę - to zabrał futbolówkę Jastrzembskiemu, dał się dogonić i zanotował stratę przy kontrze w przewadze, to postanowił, że na dośrodkowanie poczeka na linii bramkowej zamiast cofnąć się na 5 metr, a innym razem podjął złą decyzję. Oczy krwawiły, bo widać było, że nie jest to snajper do gry kontrą.
ALE TO JUŻ BYŁO…
Decyzja Piotra Tworka w meczu ze Stalą dziwiła tym bardziej, że dokładnie to samo oglądaliśmy tydzień temu we Wrocławiu. W starciu z Pogonią Szczecin Piasecki również mógł dać Śląskowi przynajmniej jedną bramkę po kontrach. Tam był jednak całkowicie zagubiony, bał się wchodzić w pojedynki, był głównym hamulcowym szybkich ataków WKS-u. Starcie w Mielcu tylko potwierdziło nam to, że polski napastnik jest daleki od optymalnej dyspozycji, a wpuszczanie go na boisko, gdy wrocławianie mają okazję grać z kontry, zwyczajnie mija się z celem. Gdy wiemy już, że Wisła Kraków spadła z ligi, a Śląsk się w niej utrzymał, to możemy sobie gdybać, ale fakty są takie, że przy lepszej dyspozycji Białej Gwiazdy ewentualny spadek WKS-u mógłby wziąć się właśnie z tych niewykorzystanych kontrataków.
POKRĘTNA ARGUMENTACJA
Ciekawie swoją decyzję na pomeczowej konferencji wytłumaczył Piotr Tworek, co chyba najlepiej pokazuje nam, w jakim miejscu znajduje się Śląsk. Zamiast wykorzystać słabość przeciwnika, spróbować zamknąć mecz i pewnie się utrzymać, trener zdecydował, że pomysłem na resztę spotkania jest tak popularna w polskiej myśli szkoleniowej "defensywka".
"Wejście Fabiana Piaseckiego było podyktowane względami taktycznymi, mieliśmy problem z Matrasem, który nie był pressowany i zbyt łatwo wyprowadzał piłkę ze środka obrony. Chcieliśmy to zmienić, by pod presją napastnika mniej było dokładnych podań z linii defensywnej, rozpoczynających akcje"
- mówił po meczu szkoleniowiec.
Skoro zmiana napastnika podyktowana jest wzmocnieniem defensywy już w 59 minucie, to chyba coś nie do końca w klubie działa. Szczególnie w momencie, gdy Stal całkowicie się odkryła, a jedna skuteczna kontra wystarczyła, by zamknąć mecz. Erik Exposito do takiej gry jest stworzony, ale zakładając, że środkowy obrońca gospodarzy stanowił tak ogromne zagrożenie, Hiszpana można było zmienić na innego Hiszpana, który przynajmniej w szybkiej grze się odnajduje. Caye Quintana może i bywa nieskuteczny, ale w kontratakach czuje się świetnie, w dodatku za każdym razem, gdy przebywa na boisku, to pokazuje się ze świetnej strony jeśli chodzi właśnie o pressing.
Małym chichotem losu jest też fakt, że wyrównującego gola strzelił zawodnik, który miał być przez Piaseckiego zneutralizowany, lecz tutaj nie można do Fabiana mieć pretensji - przy stałym fragmencie zadania defensywne znacznie się zmieniają i to, że Matras trafił do siatki, nie ma związku z tym, że trener Tworek chciał intensywniej go pressować. Pretensje można mieć jednak za poprzedzający rzut wolny faul - los chciał, że popełnił go akurat Piasecki…