Piast Gliwice 3:1 Śląsk Wrocław - kryzys trwa !!!

Wrocławianie jechali do Gliwic w bojowych nastrojach, choć ze stolicy Dolnego Śląska wyjechali w okrojonym składzie. W ostatnich meczach WKS nie grał rewelacyjnie, jednak trenerzy uspokajali, że kryzysu formy nie ma. Okazało się, że Piast nieprzypadkowo przegrał dotychczas tylko jeden mecz. WKS był tego dnia tylko tłem dla dobrze dysponowanych gliwiczan. Z konieczności eksperymentalnie zestawiona defensywa została z łatwością rozmontowana przez graczy Piasta. Gdy z powodu kontuzji wypadł Krzysztof Wołczek, nie robiono tragedii. Zastąpił go Krzysztof Ostrowski. Jednak gdy i ten doznał urazu zrobiło się nerwowo. Gdy z powodów rodzinnych do Gliwic nie pojechał Andrzej Ignasiak, trener Tarasiewicz został praktycznie pozbawiony pola manewru. Z pierwszego składu defensywy pozostał jedynie Tomasz Rudolf. Na stopera został cofnięty Dariusz Sztylka, przez co ucierpiała jakże ważna druga linia. Kapitan Śląska umiejący przerwać akcje rywala z dala od bramki i rozpocząć akcję ofensywną dokładnym podaniem, tym razem musiał skupić się tylko na grze w tyłach. Po raz pierwszy w wyjściowym składzie pojawili się Patryk Lipiński i Radosław Flejterski. Szkoleniowcy nie mogli także skorzystać z Kamila Witkowskiego, który uczestniczy w konsultacji Kadry U-19. Wobec takiego obrotu sprawy na ławce rezerwowych Śląska zasiadło tylko czterech zawodników.
Pierwsze minuty meczu nie wskazywały na to, że tego dnia na boisku będą bezsprzecznie dominować gospodarze. Gra toczyła się głównie w środku pola. Zawodnicy Piasta wiedząc, że wrocławianie maja kłopoty z defensywą starali się wstrzeliwać piłkę w pole karne licząc na błąd defensorów Śląska oraz na umiejętności gliwickich napastników. Spore problemy wrocławianie mieli z upilnowaniem aktywnego Żyrkowskiego. Gracze Śląska nie potrafili skonstruować żadnej groźnej sytuacji. Mimo tego, że gospodarze mieli o jednego zawodnika mniej w środku pola (Piast stosował system 1-4-4-2), to oni opanowali tą strefę boiska. Duża w tym zasługa bocznych obrońców, którzy często włączali się do akcji ofensywnych.
W 30 minucie gospodarze po raz pierwszy zmusili Janukiewicza do kapitulacji. Precyzyjnego dośrodkowania w pole karne nie zmarnował Paweł Gamla. Gospodarze prowadząc jeszcze bardziej uspokoili swoją grę i starali się niczym wytrawny bokser wypunktować rywali. Dziesięć minut po pierwszej bramce padła kolejna. Znów dośrodkowanie w pole karne, piłkę przedłużył Solnica , dopadł do niej Gamla i uderzył bardzo silnie. Janukiewicz zdołał odbić ją rękami, jednak szybując w powietrzu zahaczył ją nogą i tym samym skierował do bramki. Szał radości na trybunach zajmowanych przez miejscowych kibiców i smutek w sektorze gości.
W przerwie by wzmocnić siłę ofensywną, na murawie pojawił się Marcin Wielgus. Tym samym na pozycję bocznego obrońcy został przesunięty Radosław Flejterski. Pięć minut po rozpoczęciu drugiej części gry mogło być 3:0, jednak zespół Śląska uratowała poprzeczka. Na zaskakujący strzał z ostrego kąta zdecydował się Krzysztof Kukulski. Wrocławianie odpowiedzieli uderzeniem z rzutu wolnego Sebastiana Dudka, jednak Kozik był na posterunku. Po tej akcji gospodarze przeprowadzili szybką kontrę i gdyby nie Budka, który niczym rasowy stoper wybił piłkę na rzut rożny, padła by kolejna bramka. Widząc, że tego dnia Marek Kowal nie ma swojego najlepszego dnia trener Tarasiewicz decyduje się na wpuszczenie w jego miejsce Grzegorza Wana.
Wrocławianie śmielej zaatakowali, jednak niewiele z tego wynikało. Dwukrotnie w polu karnym został zablokowany Wielgus, strzał Rosińskiego z dystansu minął światło bramki. Gospodarze nie zadowolili się prowadzeniem i dążyli do strzelenia kolejnych. Groźnie strzelał m.in. Kaszowski. W 72 minucie na murawie, po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, pojawia się Stanisław Wróbel i już chwilę później staje przed szansą pokonania Janukiewicza. Goolkiperowi Śląska udaje się odbić futbolówkę, jednak dopadł do niej Kaszowski i nie miał problemów ze skierowaniem jej do pustej bramki.
W tym momencie było wiadome, że Śląsk z Gliwic punktów nie wywiezie. Odrobienie takiej starty graniczyło z cudem. Podopiecznych trenera Tarasiewicza tego dnia stać było jedynie na zdobycie honorowego gola. Ładnym strzałem z rzutu wolnego z ok. 20 metrów popisał się Rosiński. Dogodną szansę na zmniejszenie strat miał Ulatowski, jednak fatalnie przestrzelił z 10 metrów.
Druga z rzędu porażka wrocławian i to ze stratą trzech goli pokazuje, że przedwczesne były hurraoptymistyczne zapędy części kibiców, którzy już oczami wyobraźni widzieli zespól Śląska w ekstraklasie. Druga liga jest niezwykle wyrównana, co pokazała 11. kolejka. Mimo słabszej gry zespół WKSu nadal pozostał wiceliderem i z tego trzeba się cieszyć. Niemniej strata punktów w kolejnym meczu – z Polonią Bytom była by bardzo złym prognostykiem. Niestety mecz w Gliwicach pokazał to, czego wszyscy się obawiali. Gdy część zawodników musiało pauzować, trenerzy nie mieli wielkiego pola manewru z zestawieniem składu. Miejmy nadzieję, że podczas przerwy zimowej, dokonane zostaną niezbędne wzmocnienia, by gracze nie musieli z konieczności grać na nie swoich nominalnych pozycjach.
Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 3:1 (2:0)
1:0 – Gamla 30’
2:0 – Gamla 40’
3:0 – Kaszowski 73’
3:1 – Rosiński 81’
Piast: Kozik - Michniewicz
, Karwan, Piekarski, Zadylak, Kaszowski, Gamla, Widuch, Żyrkowski (66' Taraszkiewicz), Kukulski (86' Budka), Solnica (72' Wróbel).
Śląsk: Janukiewicz – Lipiński
(46' Wielgus
), Sztylka, Rudolf - Budka, Szewczyk
, Dudek, Flejterski, Rosiński
- Ulatowski, Kowal (62' Wan).
Sędzia: Mariusz Górski (Łódz)
Widzów: 2 500
źródło: własne
