Piast – ulubiony rywal Piaseckiego
fot.: Paweł Kot
Bramka na wagę remisu w niedzielnym meczu na stadionie w Gliwicach (1:1) była już szóstym ekstraklasowym skalpem napastnika Śląska Wrocław. Okazuje się, że Piast w karierze Fabiana Piaseckiego odgrywa szczególnie istotną rolę.
Pierwszy gol w ekstraklasie, pierwszy w barwach zespołu z rodzinnego miasta, a w ostatnią niedzielę również najładniejszy w dotychczasowej karierze na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Wszystkie z wymienionych wydarzeń w kontekście Fabiana Piaseckiego łączy nazwa Piasta Gliwice, a skuteczność snajpera Śląska w konfrontacjach z jednokrotnym mistrzem Polski powoli przestaje zaskakiwać. 26-letni zawodnik w ekstraklasie cieszył się z sześciu trafień, a połowa z nich padła właśnie w spotkaniach przeciwko zespołowi z Okrzei. Przed wiosennym rewanżem we Wrocławiu trener Waldemar Fornalik będzie musiał uczulić swoich piłkarzy na Piaseckiego, jak na mało kogo.
Zaczęło się w Miedzi
Latem 2018 roku Fabian Piasecki cieszył się z awansu do ekstraklasy jako najskuteczniejszy zawodnik Miedzi Legnica (dziewięć bramek). Gra w wyższej klasie rozgrywkowej okazała się jednak dla niego zdecydowanie większym wyzwaniem, a pomimo dużej liczby szans od trenera Dominika Nowaka skuteczność znana z pierwszoligowych boisk nie chciała wrócić. Zakończony spadkiem sezon 2018/2019 Piasecki okrasił ostatecznie tylko jedną bramką, w rozegranym na początku października w Legnicy meczu Miedź – Piast (2:2). Napastnik z biegiem czasu stracił miejsce w podstawowej jedenastce, w kolejnym sezonie nieskutecznie walczył o powrót do elity z Zagłębiem Sosnowiec, ale wywalczył tytuł króla strzelców I ligi i trzynaście miesięcy temu związał się z klubem z rodzinnego miasta.
Patent (nie) do lamusa
Debiut Piaseckiego w ligowym meczu Śląska Wrocław przypadł na… domową rywalizację z Piastem. Czy był udany? To mało powiedziane. Nowy napastnik zielono-biało-czerwonych wpisał się na listę strzelców już po niespełna dwóch minutach korzystając z inteligentnej asysty piętą Mateusza Praszelika, a jego zespół na dobry początek sezonu wygrał 2:0. Później Piasecki trafiał po wejściu z ławki w Warszawie (1:2), przy Kałuży (1:1) i Zabrzu (1:1), skoro jednak nie zaznaczył swojej obecności w lutowym rewanżu z Piastem (0:2) można było podejrzewać, że patent na ekipę z Gliwic powoli odchodzi do lamusa. W niedzielę snajper wrocławian przypomniał się jednak w najlepszy z możliwych sposobów, a okoliczności zdobycia bramki na wagę remisu (1:1) sprawią, że w drugim spotkaniu sezonu na Stadionie Wrocław obrońcy Piasta nie będą mogli spuścić go z oka nawet na chwilę.