Piotr Celeban: Małymi kroczkami do celu

Jednym z bohaterów meczu Śląska z Lechem był Piotr Celeban, który jako pierwszy w tym spotkaniu posłał piłkę do siatki.

Czekałeś na tego gola i w końcu się udało.

Cały czas wierzyłem, że piłka w końcu wpadnie do siatki. Cały czas doskonalę ten element gry na treningach. Najważniejsze, że dzisiaj się udało, bo wygraliśmy mecz z bardzo dobrym przeciwnikiem. Wygraliśmy naprawdę zasłużenie, radość jest wielka. Mam nadzieję, że to nie będzie moja ostatnia bramka w ekstraklasie.


 

Okazało się, że niepotrzebny mikrobus postawiony w bramce Śląska. Zagraliście ofensywnie i zdominowaliście Lecha.
Wiedzieliśmy, jak gra Lech i pamiętaliśmy dokładnie, na jakich zawodników trenerzy zwracali nam uwagę. Ograniczyliśmy do minimum ich poczynania. Cały nasz zespół zagrał po prostu wyśmienicie. Nie mieliśmy po prostu tego wieczoru słabego punktu. Znamy swoją wartość, wiedzieliśmy, że wcale nie musieliśmy bronić się i czekać na rywala we własnym polu karnym. Woleliśmy zagrać otwartą piłkę i myślę, że dzięki temu mecz mógł się podobać kibicom.

Może nie potrzeba mikrobusu, a wystarczy przestawić Piotra Celebana na środek obrony?
Z tym się nie zgodzę, bo cały zespół zagrał dobrze i nie mieliśmy, jak już wspomniałem, słabego punktu. Każdy czuł w sobie moc. Wiedzieliśmy, że ten Lech nie jest taki straszny. Poznaniacy przegrali już wcześniej w Zabrzu, analizowaliśmy ten mecz bardzo dokładnie. Tak samo było w Poznaniu, gdzie gospodarze okazali się gorsi od Wisły. W drugiej połowie Lech grał więcej piłką, ale to my wyprowadzaliśmy groźne kontry. Diaz strzelił fantastyczną bramkę, rzadko się takie ogląda. Potem już do końca kontrolowaliśmy przebieg meczu.

A jednak było kilka groźnych okazji dla gości. Były poprzeczki i padła bramka dla Lecha. Będzie chyba, co analizować?
Nie ma meczów, żeby przeciwnik nie stworzył sobie żadnej sytuacji. Tym bardziej Lech, który strzelił najwięcej goli w lidze i ten Rudniew... Jest w świetnej formie, a piłka go szuka. Na pewno mogliśmy zagrać w defensywie jeszcze lepiej, ale z drugiej strony, mogę tracić bramki, ale chciałbym wygrywać tak, jak dzisiaj.

Po tym meczu chyba odżyjecie psychicznie? Nie będzie mówiło się już o spadkach formy i kryzysach?
Są dziennikarze, którzy piszą o rzekomych kryzysach. W Kielcach statystyki pokazały, że wymieniliśmy dwa razy więcej podań niż Korona. Oni po prostu strzelili dwa gole. To nie żaden kryzys. Nie ma na świecie zespołu, który nie zagra dwóch, trzech słabszych meczów. Korona niedługo tez przegra i wszyscy będą mówić, że jest w kryzysie, a to nieprawda. Wracając do Śląska, bardzo dobrze, że wyciągnęliśmy wnioski, jeśli chodzi o dośrodkowania z rzutów wolnych. Po stałych fragmentach traciliśmy najwięcej goli. Cały czas jednak doskonalimy jeszcze ten element.

Przed wami mecz Pucharu Polski. Ostatnimi czasu Śląskowi w tych rozgrywkach nie szło najlepiej. Będziecie teraz jakoś szczególnie na te mecze zmotywowani, żeby nie powtórzyć wpadek innych ekstraklasowych zespołów?
Proszę zobaczyć na przykład na ligę angielską. Tam również drużyny z czwartej ligi pokonują o wiele lepsze od siebie zespoły. To jest piłka, nigdy nie można przewidzieć, jaki będzie wynik. Jedziemy do Brzeska po zwycięstwo, bo naszym celem jest Puchar Polski. Jeśli dobrze policzyć, to wystarczy rozegrać chyba siedem spotkań do finału, a wygrana daje grę w europejskich pucharach. Nie mamy takich myśli, że jedziemy i „panowie piłkarze pokażą wam jak się gra”. Jedziemy na wojnę. To może być trudny mecz, wiemy, jak się gra z takimi rywalami. Nawet, jeśli mielibyśmy wygrać skromnie 1:0, to liczy się tylko awans.

Śląsk wskoczył, przynajmniej do poniedziałku, na fotel lidera ekstraklasy. Już wcześniej była taka szansa, żeby zająć pierwsze miejsce, ale nie udawało się. Czuliście wcześniej presję przed takimi meczami?
Nie czuliśmy presji. Graliśmy swoją piłkę i staraliśmy się narzucić rywalom nasz styl. Fakt, że dziś jesteśmy liderem niczego nie zmienia. W poniedziałek Korona może wygrać i przeskoczyć nas w tabeli. To się teraz nie liczy. Najważniejsze, aby znaleźć się na szczycie w maju na koniec sezonu.

Do Wrocławia przyjechał Lech Poznań. Wszyscy mówili, że to będzie ciężki mecz, że mocny rywal i tak dalej. Tak samo mówi się, kiedy przyjeżdża Wisła i Legia. Może już czas, żeby mówić, że, gdy Śląsk gdzieś przyjeżdża jest faworytem?
My znamy swoją wartość. Dzisiaj udowodniliśmy coś, wygrywając z Lechem. W tym danym dniu okazaliśmy się lepsi. Nie można oczywiście powiedzieć, że jesteśmy już nie wiadomo kim z tego powodu. Lech był od nas fizycznie słabszy.

Nie masz wrażenia, że ten sukces Śląska, to wicemistrzostwo i obecny sezon to trochę deprecjonowanie Śląska? Mówi się: wielki Lech, wielka Wisła, wielka Legia, a o Śląsku mało, kto wspomina…
Szczerze? Niech wszyscy tak mówią! Nie musimy być na pierwszych stronach gazet, czy na ustach wszystkich dziennikarzy i kibiców. Chcemy wygrywać i być wysoko w tabeli. Małymi kroczkami, ale dojdziemy do celu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.