Plusy i minusy meczu z Bruk-Betem

Plusy i minusy meczu z Bruk-Betem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po czwartkowym meczu 1/32 finału Pucharu Polski z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza (0:1)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia ze spotkania Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Victor Garcia

Szczególnie w pierwszej połowie jego rajdy lewą stroną boiska sprawiały mnóstwo kłopotów obrońcom Bruk-Betu, a rozochocony Hiszpan momentami przesuwał się nawet do środka. Defensywa beniaminka ekstraklasy pozostawiała Garcii zaskakująco dużo miejsca, sęk jednak  w tym, że jego praca na boku boiska rzadko przekładała się na konkretne okazje do zdobycia bramki. Niewykluczone, że czwartkowy mecz przyniósł mu jeszcze zdrowotne nieszczęście – na dwadzieścia minut przed końcem musiał zejść z boiska z podkręconym stawem skokowym, a pełny obraz jego sytuacji miała przynieść dopiero pomeczowa noc. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wchodzący w jego miejsce Dino Stiglec nawet nie starał się nawiązać do formy swojego kolegi z lewej strony defensywy. Należy trzymać kciuki, by Garcia ostatecznie wyszedł z sytuacji bez większego szwanku, bo będzie problem.

MINUSY MECZU

Caye Quintana

W czwartkowy wieczór przeszedł drogę z niemal nieba do piekła. Hiszpan w pierwszej połowie był jednym z najbardziej aktywnych piłkarzy w formacji ofensywnej Śląska, stwarzał sobie wymarzone sytuacje na czele z bombą, która zatrzymała się na spojeniu słupka z poprzeczką i wydawało się, że jeśli ktoś ma być tego dnia bohaterem gospodarzy to właśnie on. Nic bardziej mylnego. Chwilę po przerwie Quintana pozwolił sobie na moment szaleństwa w starciu z Ernestem Terpiłowskim, słusznie został wyrzucony z boiska po sygnale z VAR, a gra wrocławian bez jednego zawodnika oczywiście stała się zdecydowanie trudniejsza. Hiszpan zachował się wyjątkowo egoistycznie i nieodpowiedzialnie, a mógł być po tym spotkaniu na ustach kibiców zielono-biało-czerwonych ze zdecydowanie innych powodów. Pierwszy gol Quintanie potrzebny jest od zaraz, wszak nic tak nie dodaje pewności siebie w nowym miejscu. Jednak jak prostą sytuację musiałby mieć, by nie pudłować tak jak w pucharowej potyczce z Bruk-Betem?

Robert Pich

Niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził, że lipcowo-sierpniowa eksplozja formy Słowaka w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy nie będzie jedynie chwilową ciekawostką. Pich, zgodnie z obawami, niestety szybko wrócił do poziomu, który mieliśmy okazję oglądać w wielu meczach poprzedniego sezonu, a odpowiedź na pytanie, jaki miał pomysł na pociągnięcie zespołu w najtrudniejszych fragmentach rywalizacji z Bruk-Betem zasługuje na solidną nagrodę. Skrzydłowy Śląska w czwartek dwukrotnie zmusił do interwencji Łukasza Budziłka, ale w obu sytuacjach trudno było mówić o realnym zagrożeniu dla kapitalnie dysponowanego rezerwowego golkipera beniaminka ekstraklasy. Pich z ostatniego gola cieszył się w pierwszych dniach sierpnia w domowej rywalizacji z Hapoelem Beer Szewa (2:1) na początek dwumeczu 3. rundy kwalifikacji LKE. W lidze w całym 2021 roku zdobył zaledwie cztery bramki.

Nieskuteczność

Dawno nie było tak frustrującego meczu na Stadionie Wrocław, bo problemem Śląska w starciu z Bruk-Betem nie było nastawienie czy liczba wykorzystywanych sytuacji, tylko zatrważający brak efektywności. Zawodnicy trenera Jacka Magiery wykreowali na gwiazdę wieczoru Budziłka, a ich postawę, szczególnie w drugiej połowie trudno ubrać w inne słowa niż „bicie głową w mur”. Wrocławianie naciskali Słoniki, co bynajmniej nie stanowiło wyzwania biorąc pod uwagę ich kłopoty w defensywie i raz po raz zaskakiwali swoich gości szybkimi ofensywnymi wypadami, za chwilę nikt jednak nie będzie już o tym pamiętał. W meczach pucharowych najważniejszy jest wynik, a z celownikami rozregulowanymi tak bardzo, jak w meczu 1/32 finału zawodnicy Śląska, o sukcesie w tej materii nawet nie ma co marzyć. To aż nie do wiary, że wrocławianie pomimo tak dużej liczby sytuacji, rozstają się z kolejnymi rozgrywkami.

WYDARZENIE MECZU

Klątwa Pucharu Polski trwa

Mogą zmieniać się rywale, trenerzy i zawodnicy, a pucharowa trauma Śląska trwa w najlepsze. Już trzeci rok z rzędu przygoda zielono-biało-czerwonych zakończyła się na trzecim przeciwniku, choć tym razem grali przed własną publicznością (w 2019 roku 0:2 z Widzewem, w 2020 porażka po karnych z ŁKS), a po drugiej stronie mieli przecież najgorszy zespół początku sezonu w ekstraklasie. Tak jak ubiegłej jesieni to Ślęza będzie klubem reprezentującym Wrocław w Pucharze Polski najdłużej, a widok niemal pustego stadionu na Pilczycach (oficjalna frekwencja to 3780) w połączeniu z wynikiem spotkania Śląsk – Bruk-Bet był bardzo trudnym przeżyciem, dla każdego, komu poczynania ekipy trenera Magiery nie są obojętne. Zespół z Oporowskiej bardzo szybko zamknął sobie najkrótszą drogę do europejskich pucharów i może skupić się już wyłącznie na lidze, a tam również nie brakuje wyzwań – już w niedzielę o 15:00 okazja do przynajmniej częściowego zmazania plamy w domowej rywalizacji z Wisłą Płock.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.