Plusy i minusy meczu z Górnikiem
fot.: Mateusz Porzucek
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Górnikiem Zabrze? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Defensywa
Kiedy na godzinę przed meczem Śląsk zakomunikował, że Wojciech Golla po raz drugi w tym roku zerwał więzadła krzyżowe w tym samym kolanie, kibicom mogły zadrżeć serca. Już wcześniej z udziału w rywalizacji z wiceliderem Ekstraklasy wypisał się wykartkowany Dino Stiglec, kolejna absencja w obronie zwiastowała trudny wieczór. Na obawach się jednak skończyło. Przywrócony na środek defensywy, do pary z Israelem Puerto, Mark Tamas kolejny raz przypomniał o dobrej współpracy z Hiszpanem z wiosennych meczów poprzedniego sezonu. Wynikającą z doświadczenia solidność na bokach zagwarantowali Mariusz Pawelec i Piotr Celeban, a swoje dołożył też Matus Putnocky, który obronił trzy strzały oraz miał szczęście, gdy strzał Piotra Krawczyka zatrzymał się na poprzeczce. Śląsk zachował czyste konto w drugim meczu z rzędu we Wrocławiu (przez całe poprzednie rozgrywki ta sztuka udała mu się raz).
Rezerwowi
Praktycznie każdy ze zmienników, na których w sobotni wieczór postawił trener Vitezslav Lavicka wnieśli coś pozytywnego do gry Śląska. Szymon Lewkot czy Guillermo Cotugno mieli zbyt mało czasu, jednak desygnowani wcześniej Bartłomiej Pawłowski, Fabian Piasecki i Maciej Pałaszewski dali argumenty szkoleniowcowi wrocławian, by pomyślał o nich w kontekście jedenastki przed następną kolejką. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest Pawłowski, który w ciągu 20 minut gry zrobił lepsze wrażenie niż grający do końcowego gwizdka Robert Pich. Sprowadzony z Turcji skrzydłowy obsłużył Słowaka świetnym podaniem w pole karne, po którym ten zmarnował piłkę meczową, posłał też dobre dośrodkowanie z rzutu wolnego na głowę Fabiana Piaseckiego. Jedyną wątpliwością pozostaje dlaczego miejsca ustąpić musiał mu bardzo aktywny Lubambo Musonda, a nie Pich. Były napastnik Zagłębia Sosnowiec to gotowa alternatywa dla bezproduktywnego Erika Exposito, choć w sobotę musiał się zadowolić tylko tym niecelnym strzałem po stałym fragmencie. Jego głód gry i chęć walki o zmianę losów meczu były jednak widoczne gołym okiem. Determinacji nie można było odmówić też Pałaszewskiemu, o jego grze najlepiej świadczą jednak dane z raportu InStat – większa liczba wygranych pojedynków i podobna statystyka dokładności podań, jak u Soboty, który na swój wynik pracował przez 75 minut, a on kwadrans.
MINUSY
Robert Pich
Dysproporcja formy skrzydłowych Śląska w rywalizacji z Górnikiem Zabrze była jaskrawa. Robert Pich nie tylko w sobotę, ale również we wcześniejszych tygodniach nie przypominał piłkarza, który tak dużo dawał swojemu zespołowi szczególnie w meczach po wiosennym lockdownie. Nie inaczej było w meczu z wiceliderem, na którym Pichowi zależało pewnie szczególnie, bo był jego dwusetnym w Ekstraklasie w barwach wrocławian. Paradoksalnie los i tak mu tego dnia sprzyjał, bo obdarzył go dwiema szansami na strzelenie gola, słowacki skrzydłowy z żadnej jednak nie skorzystał. W pierwszej połowie w stuprocentowej sytuacji nie trafił nawet w światło bramki, a w końcówce po sprytnym zagraniu Bartłomieja Pawłowskiego zabrakło mu determinacji, by za wszelką cenę dziubnąć sobie piłkę przed wychodzącym Martinem Chudym i ta padła łupem bramkarza. Pich nie odwdzięczał się stwarzaniem okazji kolegom, tylko jeden piłkarz Śląska podawał mniej dokładnie od niego, a przy jego bilansie w raporcie statystycznym rzuca się w oczy liczba aż 16 strat piłki, największa spośród wszystkich piłkarzy obu zespołów. Słowak ekstraklasowy jubileusz zakończył z najniższą drużynową notą InStat Index, oby też ze świadomością, że cierpliwość trenera Lavicki na takie granie może być na wykończeniu.
Erik Exposito
Hiszpan nie zaktualizował sobie terminarza i w sobotni wieczór 7 listopada zaprezentował występ ze swojego wyjazdowego katalogu – przecież Śląsk o tej porze miał grać w Gdańsku. Jak fatalnie wygląda Exposito na obcych stadionach, nikomu przypominać nie trzeba, sęk w tym, że jeśli mecz, po którym nie ma za co go pochwalić, przytrafia mu się również przed własnymi trybunami, to już powinien być poważny ból głowy dla szkoleniowca wrocławian. Śląsk cierpiał tego wieczora w ofensywie, bo nie miał napastnika, na którego mógłby liczyć. I to nie tylko metaforycznie, Exposito czasami nawet fizycznie nie było na przypisanej do niego pozycji, bo tak głęboko cofał się po piłkę koncentrując na walce z rywalami w okolicach linii środkowej, że podania pod bramkę rywala po prostu nie miały adresata. Górnik nie jest jeszcze dość pewny w ustawieniu z tercetem obrońców i wahadłowymi, w sobotę w dodatku nie mógł korzystać z kluczowego dla defensywy Michała Koja, którego zastąpił niedoświadczony Aleksander Paluszek. Szkoda, że Śląsk w ogóle nie zamierzał z tego korzystać, nie wywierał dostatecznej presji na niestabilnej obronie rywala, a jego główną taktyką było granie z kontry.
WYDARZENIE MECZU
Nauka życia bez Golli
Pierwszy sprawdzian wypadł nieźle, można się jednak zastanawiać, o ile ten wieczór byłby trudniejszy, gdyby trener Marcin Brosz mógł skorzystać z wicelidera klasyfikacji strzelców Jesusa Jimeneza. Fakt, że Golla doznał kontuzji bardzo podobnej do tej, z którą zmagał się na początku 2020 roku pozwala uświadomić sobie, jak długo będzie go brakowało na środku obrony Śląska. Wrocławianie w sobotni wieczór po raz pierwszy w sezonie zagrali w takim personalnym zestawieniu defensywy, jednak już teraz wiadomo, że należy się spodziewać kolejnych zmian. W następnej kolejce ponownie przecież będzie mógł grać Stiglec, a otwarte pozostaje również pytanie o to, jaka przyszłość jest wiązana z Cotugno, który dwa dni temu zebrał pierwsze minuty w Ekstraklasie od czerwca.