Plusy i minusy meczu z Górnikiem Łęczna

Plusy i minusy meczu z Górnikiem Łęczna

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym spotkaniu z Górnikiem Łęczna? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym opierając się na danych z raportu InStat, podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Wojciech Golla

Wyciąganie daleko idących wniosków z noty InStat Index nie zawsze jest dobrym pomysłem, wykręcona w niedzielę przez Gollę najwyższa drużynowa ocena to jednak idealne podsumowanie jego występu. Doświadczony obrońca w meczu z Górnikiem Łęczna był niekwestionowanym liderem defensywy, która zagrała na zero z tyłu w lidze po raz pierwszy od 30 kwietnia, a Łukasz Bejger czy Szymon Lewkot od razu czuli się spokojniejsi mając za plecami kogoś takiego. Golla w konfrontacji z beniaminkiem wypracował najlepszą statystykę wygranych pojedynków i odzyskał najwięcej piłek (17), spróbował również dwóch podań kluczowych, z czego jedno okazało się udane. Utrzymanie wysokiej formy przez byłego obrońcy Pogoni Szczecin się przyda, bo przed Śląskiem trudny czas – wyjazdy do Gliwic oraz Lubina, a po wrześniowej przerwie na kadrę domowe starcie z Legią Warszawa.

Mateusz Praszelik

Młodzieżowiec był autorem obu celnych strzałów Śląska w meczu z Górnikiem Łęczna (dołożył do tego jeszcze dwa niecelne) i wszystko, co dobre w ofensywie gospodarzy działo się właśnie za jego sprawą. Praszelik był aktywny, szukał opcji rozegrania piłki, jednym słowem robił co mógł, by rozruszać cokolwiek ospałych partnerów. Zanotował najlepszą dokładność podań w swojej drużynie, a także nie stronił od walki z defensorami beniaminka, o czym najlepiej świadczy statystyka czterech wywalczonych rzutów wolnych. Niespełna 21-letni pomocnik w niedzielę zaprezentował również dwa udane podania kluczowe i aż szkoda, że jego praca nie przełożyła się na zysk w postaci bramki na wagę punktów. Praszelikowi ciągle brakuje statystyk (od początku przygody ze Śląskiem strzelił tylko jednego gola!), ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że przechodzi obok gry.

MINUSY MECZU

Erik Exposito

W niedzielę na Stadionie Wrocław znowu wróciły demony, do których Śląsk przyzwyczaił nas w ostatnich miesiącach pracy trenera Vitezslava Lavicki. Nietrudno przypomnieć sobie mecze całkiem podobne do tego z Górnikiem Łęczna – ubiegłoroczne 0:1 w Płocku, późniejsze 0:0 w Mielcu czy znowu 0:0 z Nafciarzami, tyle że już na własnym boisku. Wielki wpływ na taki stan rzeczy miała również stara, niedobra forma Erika Exposito, który w rywalizacji z beniaminkiem nie tylko nie stworzył sobie żadnej klarownej okazji do zdobycia bramki, ale został praktycznie zneutralizowany przez obrońców. Niedzielny bilans Hiszpana to dwa niecelne strzały, najniższa skuteczność podań w drużynie, a w efekcie w pełni zasłużony najgorszy InStat Index w ekipie prowadzonej przez Jacka Magierę. Chociaż tyle dobrego, że obecny trener Śląska nie zwykł przechodzić nad takimi występami do porządku dziennego, co akurat mocno różni go od poprzednika.

Ofensywa

Jeszcze przed meczem poprzedniej kolejki z Lechią Śląsk mógł chwalić się, że w każdym oficjalnym występie trwającego sezonu zdobywa co najmniej dwie bramki. Z gdańszczanami było już gorzej, bo stanęło na jednym trafieniu, które nawet nie wystarczyło do zwycięstwa (1:1), jednak w spotkaniach z Hapoelem Beer Szewa (0:4) i teraz Górnikiem Łęczna (0:0) tłuściutkie zero po stronie zdobytych bramek aż kłuje w oczy. Nie do tego przyzwyczaili wrocławianie za kadencji trenera Magiery, więc nawet tak krótka seria nieskuteczności już stanowi powód do bicia na alarm. Wrocławianie już do końca rundy jesiennej za wszelką cenę będą chcieli uciekać przed owianym złą sławą „pocałunkiem śmierci” europejskich pucharów, jednak styl niedzielnego występu przeciwko beniaminkowi to mocna przestroga, że powrót do kompletnej mizerii po tygodniach euforii wcale nie jest tak nieprawdopodobny, jak nam się wydawało.

WYDARZENIE MECZU

Domowe remisy

„Twierdza Wrocław stoi, ale chcemy budować ją zwycięstwami, a nie remisami” – powiedział po niedzielnym meczu trener Jacek Magiera. Trudno się z nim nie zgodzić i aż trudno zrozumieć, dlaczego następca Vitezslava Lavicki w ligowych występach przed własną publicznością upodobał sobie akurat regularne punktowanie za jeden. 0:0 z Górnikiem Łęczna było już szóstym remisem w siódmym ekstraklasowym meczu, w którym na ławce Śląska siedział obecny szkoleniowiec. Zielono-biało-czerwoni za jego kadencji w roli gospodarza wygrywają od święta, a w niedzielę… święto akurat było i to dla Śląska nie byle jakie, bo Dzień Wojska Polskiego, ale jak się okazało nawet to nie pomogło. Magiera najchętniej wreszcie by wygrał i zamknął usta natrętnym statystykom, ale na jego nieszczęście przed kolejną rywalizacją na Stadionie Wrocław podobne smaczki wrócą ze zdwojoną siłą. Na początku września na Pilczyce przyjedzie przecież Legia Warszawa, a kogo jak kogo, ale Jacka Magiery na ten mecz z pewnością nie trzeba będzie dodatkowo motywować.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.