Plusy i minusy meczu z Hapoelem

Plusy i minusy meczu z Hapoelem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po czwartkowym spotkaniu z Hapoelem Beer Szewa? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Robert Pich

Słowak, podobnie jak w niedzielę przy Kałuży, okazał się pewnym egzekutorem rzutu karnego, dzięki czemu wydłużył swoją serię meczów z golem do pięciu. Pich w starciu z Hapoelem pomógł Śląskowi w bardzo ważnym momencie, niedługo po wyrównującym trafieniu czwartej drużyny izraelskiej, a warto pamiętać, że sam sobie tę jedenastkę wywalczył. To on oddał bardzo niebezpieczny strzał po kontrze, bramkarz odbił piłkę, a niefrasobliwość obrońcy Hapoelu okazała się dla niego niezwykle bolesna w skutkach. Słowacki skrzydłowy zielono-biało-czerwonych wyraźnie nie zaprząta sobie głowy transferowy plotkami, tylko czuje, że ma być może najlepszy czas w historii swoich występów w Śląsku Wrocław i nie zamierza się zatrzymywać. Dziś aż trudno uwierzyć, że w poprzednim sezonie Pich zrobił sobie przerwę od strzelania na blisko pięć miesięcy.

Erik Exposito

Hiszpański napastnik wrocławian nie był pierwszoplanową postacią czwartkowego meczu, jednak kolejny raz sprawdził się w sytuacji, gdy zespół go bardzo potrzebował. Exposito krótko po faktycznym rozpoczęciu gry po przerwie spowodowanej zadymieniem stadionu, oddał kapitalny strzał godny już fazy grupowej Ligi Konferencji Europy, a jego bramka zdefiniowała role obu zespołów na kolejne minuty. Hiszpan tradycyjnie nie unikał walki z obrońcami przeciwnika, skupiał na sobie ich uwagę, a w drugiej połowie kartkę za faul na nim zarobił przecież rezerwowy Micha. Exposito dał dużo z siebie na Stadionie Wrocław i nikogo specjalnie nie zaskoczyło, że trener Jacek Magiera w ostatnim kwadransie nie chciał szukać już żadnych eksperymentalnych rozwiązań, a po prostu wprowadził w miejsce Hiszpana Fabiana Piaseckiego.

MINUSY MECZU

Szkoda, że nie wyżej

Pierwsza połowa udowodniła, że nie taki ten Hapoel straszny, a wynik 2:1 mógł pozostawiać sporty niedosyt. Śląsk miał swój pomysł na grę przeciwko uczestnikowi ubiegłorocznej fazy grupowej Ligi Europy i nie przestraszył się zespołu stawianego w roli faworyta, natomiast Izraelczycy sprawiali wrażenie nieposiadających planu B. Podsumowanie pierwszej połowy straconą bramką byłoby najgorszym scenariuszem, jaki tylko mógłby wymyślić sobie trener Magiera oraz jego piłkarze. Szybka riposta Roberta Picha przywróciła jednak równowagę, a i przez długie fragmenty drugiej połowy trudno było mówić o realnym zagrożeniu dla bramki zielono-biało-czerwonych. Śląsk odniósł bardzo cenne zwycięstwo, jednak wynik 2:1 nie wyjaśnia praktycznie niczego przed przyszłotygodniowym rewanżem. W Izraelu o kolejne bramki będzie natomiast przecież zdecydowanie trudniej.

Gol stracony po stałym fragmencie

Kiedy mecz nie idzie po twojej myśli, spróbuj zagrania ze stojącej piłki – stara piłkarska zasada w doliczonym czasie pierwszej połowy znalazła zastosowanie w polu karnym Śląska, a tak tracone gole bolą najbardziej. Hapoel męczył się na Stadionie Wrocław, nie wiedział w jaki sposób może zareagować na straconą bramkę, wystarczyło jednak precyzyjne dośrodkowanie z rzutu rożnego, by na tablicy zaświecił się wynik 1:1. W trafieniu Mariano Bareiro nie było przypadku, a trener Ronny Levy mógł chyba być nawet zaskoczony, jak łatwo jego zespołowi udało się zaskoczyć defensywę przeciwnika. Zespół z Beer Szewy zdobył cenną bramkę niewielkim nakładem sił i szczęście w nieszczęściu, że Śląsk tak szybko poszedł po gola Roberta Picha z rzutu karnego. Porażka 1:2 pozostawia jednak Izraelczyków w całkiem niezłej sytuacji przed rewanżem.

WYDARZENIE MECZU

Znowu skuteczni

Nie ma znaczenia klasa przeciwnika, nazwa rozgrywek czy stadion. Śląsk w swoim ofensywnym graniu jest już bardzo regularny, a co najbardziej istotne nie dotyczy to tylko pomysłu trenera Magiery, ale również zwyczajnej realizacji, co pokazują suche statystyki. Wrocławianie nie maja kłopotów ze zdobywaniem bramek – ten czwartkowy z Hapoelem był już siódmym z rzędu (i jednocześnie siódmym w sezonie), w którym ukąsili co najmniej dwa razy. Liczby nie biorą się z niczego, szkoleniowiec Śląska dość szybko zaszczepił swoim piłkarzom charakterystyczne myślenie „jak oni nam cztery, to my im sześć”, z biegiem kwalifikacji europejskich pucharów coraz bardziej przydatna będzie jednak umiejętność gospodarowania korzystnym wynikiem. A w czwartek na Stadionie Wrocław, inaczej niż w niedalekiej przeszłości, o dziwo również tego nie zabrakło.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.